Słyszałam ciche dźwięki fortepianu i śpiew. Szłam przed siebie, w stronę muzyki. Niczego innego dookoła siebie nie widziałam ani nie słyszałam. Wokół było biało i pusto. Byłam ubrana w kremowy T-shirt, kurtkę Daisuke, sprane jeansy oraz wysokie trampki. Każdy krok przybliżał mnie do źródła muzyki, lecz wciąż niczego przed sobą nie widziałam. Wkrótce byłam na tyle blisko, żeby rozpoznać słowa piosenki.
- Zachowujemy tę miłość w fotografii... Stworzyliśmy te wspomnienia dla siebie... Tam, gdzie nasze oczy nigdy się nie zamykają, nasze serca nigdy się nie łamią i czas jest zatrzymany na zawsze...
Ja... Ja znałam ten głos...
Ogarniało mnie przyjemne uczucie bezpieczeństwa. Chyba leżałam w czyichś ramionach, ciężko mi jeszcze było ocenić rzeczywistość. A tak w ogóle, to gdzie ja jestem? Śpię?...
Otworzyłam oczy. Wszystko było rozmazane, ale powoli stawało się wyraźne... Zobaczyłam parę turkusowych oczu.
- Izumi... - usłyszałam własne imię wypowiedziane przez ciepły, czuły głos.
Uśmiechnęłam się, a Mizu przytulił mnie do siebie.
Rozejrzałam się dookoła.
- Gdzie my jesteśmy? - zapytałam.
- Nad moim jeziorem - odpowiedział - Szczerze, nie mam pojęcia, co tutaj robisz.
- Ja też nie - przyznałam.
- Pamiętasz cokolwiek?
Właściwie to nie pamiętałam, ale potem coś jakby mnie trafiło i sobie przypomniałam. Zerwałam się jak oparzona.
- Podziemie! - wykrzyknęłam.
Mizu mnie podtrzymał.
- Co? - zdziwił się - I spokojnie, dopiero co byłaś nieprzytomna...
- Byłam w Podziemiu... - zaczęłam tłumaczyć - Widocznie zbyt długo... Ja chyba zaczynałam umierać...
- Jak to?... Co ty tam robiłaś? Jak w ogóle tam trafiłaś? Po co?... - zasypywał mnie pytaniami.
- Byłam tam z Arisawą, Sabine i Kage - odparłam.
Opowiedziałam mu, co Kage nam obiecał i jak Kasai nas zaatakował, wskutek czego skryliśmy się w Podziemiu. Słuchał mnie z niedowierzaniem, coraz częściej kręcąc głową.
- Zabiję go... - syknął - Co za debil... Kiedy sobie odpuści?!...
- Chyba nie w najbliższym czasie - mruknęłam i kontynuowałam opowieść.
Kiedy doszłam do momentu, w którym spotkałam Maledictusa, zawahałam się. Pytać się o niego Mizu? Może najwyżej potem...
- I nie mam pojęcia, gdzie są Arisawa, Sabine i Kage - ciągnęłam - Ani jak ja się tutaj znalazłam.
- Wiesz, siedziałem sobie nad jeziorem... Aż tu nagle zobaczyłem, jak unosisz się na wodzie - opowiadał - Byłaś zupełnie nieprzytomna... Wziąłem cię na brzeg i czekałem, aż się obudzisz. No i jesteśmy w punkcie wyjścia.
- Byłam w wodzie?... - powtórzyłam i odruchowo wyciągnęłam telefon z kieszeni, by sprawdzić, czy wszystko z nim w porządku - Kiedy jest tak zimno?...
- Właśnie, ale byłaś zupełnie sucha... Nie pytaj, sam tego nie rozumiem - westchnął - Ostatnio dzieją się dziwne rzeczy...
Westchnęłam. Chciałabym rozumieć z tego wszystkiego cokolwiek.
- Tak w ogóle to przepraszam, że ostatnio mam dla ciebie mniej czasu... - odezwał się Mizu.
Przyjrzałam mu się. Siedział taki smętny, nieco zgarbiony. Nie wyglądał najlepiej. Oczy miał zapadnięte, skórę bledszą niż zwykle i trochę podsuszoną.
- Mizu... Jesteś chory? - zmartwiłam się, przybliżając się.
- Eee... Można tak powiedzieć - podrapał się po karku.
- Co masz przez to na myśli? - zapytałam.
Spojrzał na mnie poważnym wzrokiem. Chyba sam do końca nie wiedział, co mi odpowiedzieć.
- Izu... Tylko nie martw się o mnie, okay? - poprosił - Ja... Ja chyba zaczynam tracić moje moce.
Zmarszczyłam czoło.
- Woda się mnie nie słucha... Wiem, to śmieszne, bo przecież ja jestem wodą - prychnął - Zauważyłem to. Dzieje się tak od pewnego czasu.
Wyciągnął rękę przed siebie. Woda w jeziorze zabulgotała.
- Widzisz?... Chciałem uformować ją w kulę... - westchnął.
Położyłam mu dłoń na ramieniu.
- Może po prostu jesteś zmęczony... - zasugerowałam.
- Nigdy tak nie było... - pokręcił głową - Ja... Ehym, myślę, że to może mieć związek z przepowiednią.
Odchrząknął.
- W sensie, że rzeczywiście tracę moce... - ciągnął, ale doskonale wiedziałam, do czego zmierza, czując przyspieszone bicie serca - Bo ty...
Nie było mu dane dokończyć.
- Izumi!
Odwróciłam się. Przed sobą widziałam Kage, Sabinę i Arisawę.
- Gdzie wy byliście? - spytałam, zrywając się z ziemi.
- Pytanie, gdzie ty byłaś?! - huknął Arisawa, po czym razem z Sabine rzucili mi się na szyję.
Mizu podszedł do Kage.
- Słuchaj... - wycedził przez zęby - Jak jeszcze raz ją tam zabierzesz...
- Ej! Ratowałem jej życie! - obruszył się Kage.
- Tak... ONA UMIERAŁA! - wrzasnął.
- Nie drzyj się! - zawołał - Właśnie miałem ją stamtąd zabrać, kiedy po prostu zniknęła!
- I znalazłam się tutaj... - dokończyłam - Ale jak?...
- Żebym to ja wiedział... - mruknął Kage.
Sabine i Arisawa spojrzeli na mnie.
- Chcieliśmy się stamtąd jak najszybciej wydostać - mówiła Sabine - Ale gdy wylądowaliśmy na powierzchni po podróży cieniem, ciebie już z nami nie było...
- Całe szczęście, że nic ci nie jest - Arisawa odetchnął z ulgą - Więcej tam nie pójdę, choćby skały...
- Ej, spokojnie, młody... - odparł Mizu.
- Wiedziałem, że to był błąd - Kage przewrócił oczami - Nie powinienem był was tam zabierać, ale z drugiej strony to była dobra kryjówka. Nie chciałem mieć jeszcze Kasai'a i tamtej wiedźmy na głowie.
Jeszcze jakiś czas każde z nas odreagowywało te zdarzenia. Koniec końców Kage obiecał, że sprawdzi, co działo się z moim bratem, a my obiecaliśmy, że w Podziemiu już nie zawitamy. Potem każde z nas wróciło do siebie.
Kiedy weszłam do domu, zobaczyłam przylepioną na ścianie karteczkę. „Córciu, musieliśmy wyjechać w pilną delegację. Jutro wracamy, jakby coś, to dzwoń. Tata i mama". Która to już w ogóle godzina?... Wyjęłam telefon z kieszeni. 12:49. Moje poczucie czasu było zaburzone przez tę cudowną wizytę w Podziemiu...
Wzięłam prysznic i przebrałam się w świeże ciuchy, a tamte wrzuciłam do kosza na pranie. O dziwo, nie byłam zmęczona, a powinnam - w końcu spędziłam tam całą noc! To miejsce było naprawdę dziwne... Miałam nadzieję, że przez całe swoje życie będę jednak dobrym człowiekiem i nie trafię do Podziemia... Brr...
Udałam się do kuchni, by się czegoś napić. Napełniłam szklankę sokiem pomarańczowym i uniosłam ją do ust, gdy nagle coś usłyszałam, jakby cichy krzyk... Odłożyłam szklankę, podeszłam bliżej okna i otworzyłam je, pomyślawszy, że może odgłosy dobiegały z dworu.
- Pomóż nam! - usłyszałam.
Zaczęłam się rozglądać, ale nikogo nie widziałam...
- Spójrz w dół, dziewczyno!
Wypełniłam polecenie tajemniczego głosu... i oniemiałam. Na parapecie były dwie wróżki... On i ona.
- To pomożesz nam? - spytał wróżek.
Spojrzałam na drugą wróżkę. Siedziała na parapecie skulona.
- Co się stało?... - zmartwiłam się.
- Mojej żonie odeszły wody! - zawołał lekko panicznym tonem - Rodzi, a ja nie wiem, co robić!
I niby ja miałam pomóc?!... Czy ja dalej byłam w Podziemiu i miałam halucynacje? Może rzeczywiście umarłam?...
- M-mam odebrać poród?... N-nie macie jakiegoś... Nie wiem, wróżkowego szpitala, czy coś?...
- Proszę! Tylko ty możesz nam pomóc, nie zdążymy! - błagał mnie.
- No... No dobrze... - zgodziłam się, sama w to nie wierząc.
Wróżek uśmiechnął się szeroko. Wzięłam stworzonka na ręce i przeniosłam do salonu na stolik. Jako córka lekarzy, sama bywałam świadkiem porodów... ale nigdy przecież sama ich nie odbierałam, ani tym bardziej nie znałam się na porodach wróżek! Wzięłam głęboki wdech. Spojrzałam na biedną wróżkę wijącą się z bólu i podniosłam się, by skompletować wszystkie potrzebne rzeczy. Latałam po całym domu i szybko wróciłam z powrotem. Poinstruowałam wróżka, co miał robić. Wszyscy byliśmy cali w nerwach.
- Matko, zaraz zemdleję... - jęknął.
- Chcesz się zamienić?! - wrzasnęła wróżka.
Jednak ta dziwna współpraca przebiegła pomyślnie, a ja nie dość, że po raz pierwszy widziałam wróżki, to jeszcze byłam świadkiem narodzin nowej. Była taka drobna i malutka... Mniej-więcej wielkości naparstka.
Przeniosłam rodzinkę na poduszkę, a mamę przykryłam bawełnianą chusteczką. Trzymała malutką kuleczkę w swoich rękach, a przez ramię zerkał dumny tata.
- Jak ją nazwiecie? - zaciekawiłam się, podziwiając śpiącego wróżkowego dzidziusia.
Spojrzeli po sobie, wymieniając lekkie uśmiechy.
- Poziomka - oznajmiła wróżka.
- To bardzo ładne imię - uśmiechnęłam się - W sumie to... Nawet się nie znamy... Jestem Izumi.
- Jagódka.
- Samuel.
- To... Kto was stworzył? - zapytałam.
- Pani Chikyuu - odpowiedziała Jagódka - Ale nie mieliśmy wtedy skrzydeł. Podarowała je nam pani Kuuki.
- Och, rozumiem - przytaknęłam.
- Tak, jesteśmy pierwszymi wróżkami, które otrzymały skrzydła, nawet osobiście! - pochwalił się Samuel - Co oznacza, że żyjemy już dłuuuuugo.
- To prawda - westchnęła Jagódka - Ale Poziomka jest naszym pierwszym dzieckiem.
Zmarszczyłam lekko czoło.
- Widzisz, Izumi - ciągnęła - Skoro jesteśmy nieśmiertelni, to większość nie odczuwa takiej potrzeby. Dzieci są swego rodzaju śladem po tobie, gdy już opuścisz ten świat. Ale ja i Samuel bardzo chcieliśmy mieć dziecko. Żyjemy już tak długo i przez tyle czasu nam się nie udawało. Ale teraz będzie inaczej... - uśmiechnęła się do śpiącej Poziomki i pocałowała ją w czółko.
Spojrzałam na nich. Jaka słodka, tycia rodzinka...
Nagle usłyszałam ciche pomrukiwanie. Obejrzałam się za siebie i zobaczyłam Yuki wpatrującą się w stolik... A raczej w maleńkie istotki, które się na nim znajdowały.
- Yuki, nie! Psik! - zawołałam na nią, a kotka się cofnęła. Samuel i Jagódka dopiero teraz ją zobaczyli - Przepraszam... To moja kotka.
- Uff ... - Jagódka spuściła powietrze z ust - Dobrze, że ją zauważyłaś, Izumi!
- Mogłam was ostrzec, wybaczcie - uśmiechnęłam się przepraszająco, po czym wstałam, wzięłam Yuki na ręce i wyprowadziłam ją z salonu.
~*~
Okazało się, że moi nowi wróżkowi przyjaciele mieszkali w parku w okolicy, toteż postanowiłam odprowadzić ich do domu. To zdarzenie było dosyć dziwne i spontaniczne (odbierałam poród wróżki!), ale w gruncie rzeczy dałam radę. Ciekawe, co by na to powiedział Daisuke... Od razu pomyślałam też o Kage i o tym, co obiecał. Zastanawiam się, kiedy da mi odpowiedź.
Skorzystałam z okazji, że już wyszłam na dwór i postanowiłam przespacerować się po parku. Wkoło wciąż leżał śnieg, który teraz skrzypiał pod moimi nogami. Szczególnie podobał mi się widok drzew, których gałęzie były teraz zupełnie białe. Przypominało mi to lodowe rośliny, które widziałam na Antarktydzie. Jak tak to wspominam, zdaje mi się, że to było wieki temu...
Skręciłam w boczną alejkę. W parku nie było zbyt wielu ludzi, niektórzy wałęsali się to tu, to tam, jakby bez większego celu, coś jak ja. Przyjemnie było tak po prostu pospacerować, porozglądać się. Zwykle nie miało się na to czasu przez natłok obowiązków.
Pamiętam, jak naszym zwyczajem niegdyś był rodzinny, niedzielny spacer (o ile rodzice nie mieli dyżuru). Ja i Daisuke byliśmy wtedy mali, tradycja ta jakoś zatarła się mniej-więcej, kiedy był już w gimnazjum. Pamiętałam, jak czasem zaczynał mnie gonić, a przez resztę drogi tata niósł mnie na barana, bo byłam zmęczona zabawą w berka. Daisuke nie był przychylny temu, by iść z mamą za rękę, a ona wciąż nalegała. Wszystko dookoła go interesowało i wypytywał rodziców o różne rzeczy, podskakując, zamiast iść. Aż uśmiechnęłam się sama do siebie pod wpływem tych wspomnień z dzieciństwa.
Nagle poczułam wibracje w kieszeni kurtki i wyjęłam telefon. Akurat dzwoniła do mnie mama.
- Halo? - odebrałam.
- Hej, skarbie - usłyszałam jej głos - Mamy chwilkę wolnego, to dzwonię. Co tam u ciebie?
Przystanęłam bardziej z boku dróżki, by zrobić przejście i utkwiłam wzrok w dzieciach rzucających śnieżki w siebie nawzajem.
- Wyszłam z domu zaczerpnąć trochę świeżego powietrza - odpowiedziałam - Jestem teraz w parku. A co u was?
- Dotleniasz się? I dobrze, będziesz lepiej spała w nocy - odparła wesoło, jak to ona - A my właśnie jesteśmy po jednej konferencji, niedługo następna...
Zaczęła opowiadać, o czym była ta pierwsza i choć niezbyt się na tym znałam (mimo, że odebrałam dzisiaj poród wróżki, ale tym nie będę się jej raczej chwalić...), przyjemnie mi się jej słuchało i potakiwałam co jakiś czas albo dopytywałam o różne kwestie. Znów uderzyło mnie, jak rzadko mieliśmy okazję tak ze sobą pogadać. Wiedziałam, że praca pomagała im w pewien sposób przeżywać żałobę i rozumiałam, jak ważne były ich stanowiska, bo leczyli ludzi i ratowali im życie, ale... No, najzwyczajniej po ludzku mi ich brakowało.
Potem do rozmowy dołączył też tata, pewnie rozmawiali ze mną przez głośnik. Nagle poczułam, jak coś trafiło mnie w plecy. Odwróciłam się i zobaczyłam tamte dzieciaki.
- Przepraszamy panią, to miało być do kolegi! - pisnęła jakaś dziewczynka, nieco zaniepokojona.
- Poczekajcie chwilę - powiedziałam do rodziców i zwróciłam się do dziewczynki z uśmiechem - Nic się nie stało.
Nagle naszła mnie spontaniczna myśl, której po sobie bym się nie spodziewała.
- Mogę potem do was dołączyć?... - zapytałam.
Dzieci spojrzały po sobie, poruszone.
- Jasne, szukałyśmy kogoś do naszej drużyny! - oznajmiła inna dziewczynka z uśmiechem.
- To zaraz do was przyjdę, dajcie mi chwilkę - odparłam, a one wróciły do bijatyki na śnieżki - Jestem już - powiedziałam do rodziców.
- Izuś? - odezwał się tata - Z kim tam rozmawiasz?
- Tato... Mamo... - zaczęłam - Co powiecie na to, żeby, jak już wrócicie, wybrać się na wspólny spacer?
- Tak jak kiedyś? - dopowiedziała mama - W sumie, czemu nie?
- To świetny pomysł - wtrącił tata - Chętnie oderwę myśli od pracy choć na chwilę.
I nie wiem, czy to możliwe, ale właśnie słyszałam, jak uśmiechali się do mnie przez telefon.
~*~
Kiedy siedziałam wieczorem w miękkim fotelu pod kocem i jadłam odgrzany obiad z wczoraj, wspominałam moją dzisiejszą bitwę na śnieżki z dzieciakami w parku. Doszłam do wniosku, że moje życie było naprawdę pokręcone - raz prawie umierałam, szukając informacji o swoim starszym bracie w krainie umarłych, raz odbierałam poród wróżki, a raz po prostu bawiłam się z nieznajomymi dziećmi, rzucając w nie śnieżkami i unikając takich pocisków z ich strony. Myślałam też o Daisuke i o tym, że ciągle nie udawało mi się dowiedzieć, co działo się z nim po śmierci, pomimo posiadania takich możliwości. Kage kazał mi czekać, a ja z jednej strony się niecierpliwiłam, z drugiej jednak doskonale rozumiałam, że to nie jest wcale takie łatwe, o czym przekonałam się na własnej skórze.
Myślałam, że dzisiejszego dnia już nic mnie nie zaskoczy, że pójdę spokojnie spać we własnym łóżku, może wcześniej obejrzę sobie jakiś serial, że wyśpię się i zacznę normalnie kolejny dzień. Jednak było jeszcze coś, co najwidoczniej musiałam dzisiaj załatwić.
Mianowicie, kiedy wstałam z fotela z zamiarem pozmywania po obiedzie, usłyszałam pukanie w szybę (Kolejna osoba próbuje dostać się do mnie przez okno... Trzymajcie mnie). W pierwszej chwili pomyślałam, że mógł być to Kage przynoszący wieści, na które tak czekałam, jednak gościem okazał się być Kaze. Wpuściłam go do środka, czując ziąb z dworu.
- Cześć, Izuś! - zawołał wesoło skrzydlaty chłopak - Mam nadzieję, że nie masz większych planów na dzisiejszy wieczór. Siostrzyczka Kuuki chciałaby się z tobą spotkać.
Westchnęłam w duchu, ale nie zamierzałam mu opowiadać o tym wszystkim, czego dzisiaj doświadczyłam i o tym, że wolałabym już jednak zakończyć ten dzień.
- Gdzie ona jest? - zapytałam.
- U siebie - odrzekł Kaze - Chciała cię widzieć w swojej siedzibie, nad Kanadą.
Wow... Aż tak? To chyba było coś ważnego, skoro wzywała mnie do siebie. Poza tym niecodziennie ma się okazję zobaczyć miejsce, w którym mieszkała pani powietrza.
- Dobrze, ale jak mam się tam znaleźć jeszcze tego wieczoru? - zdziwiłam się, a Kaze się zaśmiał.
- Oj, Izumi - pokręcił głową z rozbawieniem - Nie takie rzeczy już robiłaś, prawda? Spójrz!
To powiedziawszy, wyciągnął z kieszeni małą kuleczkę, która nieco urosła. Kłębił się w niej biały dym, emanujący lekką, srebrną poświatą.
- Siostrzyczka Kuuki dała mi to, bym utworzył portal. Czy to nie jest ekstra? - zawołał, podekscytowany - To co, gotowa?
- Chyba tak... - odparłam, nieco zmieszana.
- No to siup! - roześmiał się Kaze i wyrzucił kulkę w powietrze, a ta uformowała się w portal - Za mną, Izumi! Zaraz zobaczysz najpiękniejsze miejsce na świecie!
Pociągnął mnie za sobą i oboje zniknęliśmy w srebrnej mgle.
~*~
W takim niesamowitym miejscu jeszcze nigdy nie byłam. Budowla zawieszona w powietrzu przypominała szklany pałac, chociaż nie byłam dokładnie w stanie określić, z czego została wykonana. W pierwszej chwili przeszły mnie ciarki, gdy postawiłam stopy na przezroczystej podłodze, później jednak ogarnęła mnie jakaś dziwna błogość. Uczucie to nasilało się, gdy szłam dalej. W pewnym momencie zorientowałam się, że tak właściwie nie szłam, lecz się unosiłam.
W przestronnym holu było pełno skrzydlatych ludzi, podobnych do samej Kuuki. Widziałam również półprzezroczyste istoty, które także unosiły się nad podłogą, mimo że nie posiadały skrzydeł. Spojrzałam w górę i ogarnął mnie zachwyt. Sufit był cały pokryty mozaiką przedstawiającą nocne niebo. Małe kryształki służące za gwiazdy błyszczały nieziemsko. Czułam się tak, jakbym oglądała kosmos. Powoli przenosiłam wzrok z powrotem na dół. Dostrzegłam półprzezroczyste kolumny, pełno firan i zasłon dekoracyjnych, ozdoby wykonane z drobnych kryształków i piór. Dodatkowo unosił się tutaj przyjemny zapach - słodki, ale również świeży i orzeźwiający.
Kaze, widząc mój zachwyt, uśmiechał się szeroko.
- Czadowo, nie? - zagadnął - Moglibyśmy zwiedzać to miejsce godzinami, ale teraz zaprowadzę cię do pokoju siostrzyczki, gdzie ciebie oczekuje.
W kilka chwil później dotarliśmy pod ogromne wrota. Kaze oznajmił, że to tutaj i że teraz mnie zostawia. Zapukałam w drzwi, a kiedy usłyszałam melodyjne „proszę!", te rozwarły się na oścież i ukazały ogromną komnatę.
Pomieszczenie było urządzone w takim samym stylu, co hol pałacu. Wszędzie było pełno kryształów, piór i tiulu. Oniemiałam na widok mebli unoszących się w powietrzu. Na jednym z nich, eleganckim kryształowym fotelu, siedziała gospodyni - Kuuki, pani przestworzy. Jej bujne jasnoróżowe loki były związane w wysoki kucyk. Była ubrana w zwiewną lawendową sukienkę z mnóstwem falbanek i uśmiechała się do mnie.
- Izumi - przemówiła słodkim, miękkim głosem - Niezmiernie mi miło, że przyjęłaś moje zaproszenie.
Jej fotel zniżył się nieco i poleciał w moją stronę. Drugi, bardzo temu podobny, zleciał na sam dół, tuż przede mną. Spojrzałam na Kuuki.
- Proszę, siadaj - zachęciła.
Czułam się, jakbym siadała na łóżku wodnym, bo fotel lekko się bujał, gdy się poruszałam. To zupełnie tak, jakby był zawieszony na jakimś wyjątkowo solidnym sznurku. Kiedy już się usadowiłam, Kuuki ponownie się uśmiechnęła i oba fotele poszybowały w górę. Złapałam nerwowo za oparcia.
- Nie bój się, kochana - odrzekła Kuuki, widząc moją przestraszoną twarz - Nic ci się tutaj nie stanie. Nawet, gdybyś zeskoczyła lub spadła z fotela. W tym miejscu sama możesz latać!
Spojrzałam na nią, zaskoczona.
- Kuuki... Tutaj jest prawdziwie nieziemsko... - wydukałam wreszcie - Dziękuję za zaproszenie.
Dziewczyna roześmiała się perliście i zakręciła w swoim fotelu.
- Miło mi to słyszeć, sama projektowałam to miejsce - odparła dumnie - Sora! Orełku!
Jej głos odbijał się echem po komnacie. Chwilę później wrota otworzyły się i pojawił się w nich dobrze znany mi najwierniejszy sługa pani przestworzy. Przyleciał do nas na swoich orlich skrzydłach i skłonił się przed Kuuki, a następnie przede mną.
- Pani Kuuki, panienko Izumi - powitał nas.
Kuuki przewróciła oczami.
- Sora, orzełku mój, nie wygłupiaj się. Po co takie formalności? - zaśmiała się - Przynieś nam, proszę, herbatki. Będziemy rozmawiać, jak to dziewczyny!
Sora uśmiechnął się lekko, kiwnął głową i odleciał. Nie minęło dużo czasu, nim pojawił się znów, niosąc tacę z dwiema filiżankami i szklanym dzbankiem. Potem po prostu wypuścił ją z rąk, a ona poszybowała ku nam. Kuuki uśmiechnęła się promiennie i podziękowała mu, a Sora pożegnał nas i opuścił pokój. Napój w filiżankach był różowawy i pachniał słodko. Kuuki podała mi jedną, sama wzięła drugą i rozsiadła się w fotelu.
- Dobrze, kochanie, teraz przejdziemy do sprawy tego spotkania. Poza tym, oczywiście, że mogłaś zobaczyć mój piękny dom - uśmiechnęła się dumnie - Do rzeczy. Braciszek Mizu zapewne opowiadał ci już, jak się narodziliśmy?
Kiwnęłam głową i upiłam łyk herbaty. Smakowała inaczej niż ta, którą zwykle piłam, jednak była dobra. Byłam ogromnie ciekawa, do czego zmierzała Kuuki.
- Czy wspominał o wcieleniach? - zapytała, a ja zmarszczyłam lekko czoło.
- Wcieleniach? - powtórzyłam, zdziwiona.
- Tak myślałam - Kuuki lekko się uśmiechnęła - Więc to ja ci opowiem. Widzisz, kiedy żyje się już tak bardzo długo, nie można ciągle być takim samym. Szczególnie, jeśli jest się żywiołem! - zaśmiała się na swój własny żart - Dlatego też co jakiś czas zmieniamy się. Nie wszyscy naraz, na przykład ja zmieniam się najszybciej, a siostrzyczka Chikyuu najwolniej. Wiesz, jak to jest z naszą stabilnością.
- Przepraszam, że przerwę - wtrąciłam - Ale właśnie przypomniało mi się, że Kasai mówił Mizu, że kiedyś był inny... Czy to ma związek z tym, co mówisz?
Kuuki pokiwała głową, jakby poważniejąc.
- Owszem - potwierdziła - Tak, Mizu kiedyś był... Och, to były te czasy, kiedy nosił tylko kimona, tak, tak! - zachichotała, ale widziałam, że niezbyt miło jednak wspominała tamte wydarzenia - Tak, on był zupełnie inny. Nawet mieszkał gdzie indziej... Właściwie to mamy wiele swoich siedzib. Przecież nie można tak całą wieczność przesiedzieć w jednym miejscu, rozumiesz.
Kuuki wydawała się opowiadać o tym wszystkim z lekkością, co chwila śmiejąc się i żartując, jednak ciągle miałam wrażenie, że to nie było dla niej takie łatwe, jak się wydawało. Zawahałam się, ale ostatecznie zadałam jej to pytanie:
- Mizu nie był inny tylko w tym, że inaczej się nosił, prawda?
- Och... Nie tylko, nie. Miał nawet bardzo długie włosy... - zachichotała ponownie - Ale już, kochanie, wiem, że zauważyłaś, że nie dlatego chciałam ci o tym powiedzieć. Po prostu nigdy nie wiadomo, kiedy przejdziemy w kolejne wcielenie, poza tym dzieje się to procesualnie, a nie z dnia na dzień. Myślę jednak, że zmieniamy się... Być może niedługo któreś z nas wcieli się w kogoś innego, być może będzie to właśnie Mizu. Sama już pewnie zauważyłaś, w końcu taka spostrzegawcza jesteś, że braciszek zachowuje się nieco inaczej. Może to ma związek z przepowiednią, a może z wcieleniami. Pewna nie jestem.
- Ale coś dzieje się z nim na pewno... - pokiwałam głową ze zrozumieniem.
Zapadła chwilowa cisza, nim zadałam kolejne pytanie:
- Czyli... Pamiętacie to, co robiliście w poprzednim wcieleniu?
- Hmm... Tak. Jesteśmy świadomi tego, co robiliśmy wcześniej, jednak ciężko wtedy przypisać to samemu sobie. Jakby wchodzimy w inny stan świadomości... Jakbyśmy wykonywali te rzeczy w śnie, będąc tylko na wpół świadomym. Jacy jesteśmy naprawdę? Które wcielenie jest prawdziwe? To pierwsze, oryginalne, czy to najnowsze? Sama nie wiem.
Kolejne minuty przesiedziałyśmy w ciszy. Myślałam nad tym wszystkim, co powiedziała Kuuki. Nie byłam w stanie zrozumieć, jak to było, kiedy żyło się od początków świata, kiedy co jakiś czas było się kimś zupełnie innym i kiedy nie odczuwało się wszystkiego tak, jak ludzie to odczuwali. Myślałam o Mizu i moich uczuciach względem niego. Czy ja naprawdę go kochałam? Czy byłam w stanie pokochać kogoś, o kim tyle jeszcze nie wiedziałam i prawdopodobnie nigdy wszystkiego się nie dowiem? Ale czy tak naprawdę można było wiedzieć wszystko o drugiej osobie? Czy to był jakiś warunek miłości?
Jedno wiedziałam na pewno - zależało mi na nim. Nie znam konkretnej przyczyny, ale taki był fakt. Może to i nawet lepiej. Może mogłabym pokochać to jego obecne wcielenie... Później ja umrę, a on się przeistoczy i będzie wspominał mnie jako sen... lub koszmar.
Ciekawiło mnie potwornie, jaki on wcześniej był. Kasai mówił, że preferował wtedy żywe ofiary i był bardziej podobny jemu... Kuuki wspomina to z lekkim strachem. Co wtedy robiłeś, Mizu? Czy powinnam to wiedzieć, czy lepiej, żebym nigdy się nie dowiedziała? I jaki będziesz, jeżeli rzeczywiście teraz się zmieniasz?
~*~
Kiedy wreszcie położyłam się do łóżka, głowa pękała mi od nowych informacji. Nieświadoma niczego Yuki leżała sobie po prostu na kołdrze obok mnie (korzystałam z tego, że rodziców nie było, a oni nie pozwalali mi spać z kotem), a ja zaczynałam jej zazdrościć. Jak mówiłam, moje życie było nieziemsko pokręcone. W pewnym momencie kotka zaczęła się wiercić i zachowywać się niespokojnie.
- Co jest, Yuki? - zapytałam na głos, a zwierzę zeskoczyło z łóżka i zaczęło parskać w przestrzeń.
Wtedy powietrze zafalowało i pojawiły się czarne cienie, z których wyłoniła się postać Kage.
- Koty to sprytne stworzenia. Zawsze miałem do nich szacunek - oznajmił z powagą, kiwając lekko głową.
Wrzasnęłam.
- Kage! Co się stało?!
- Wybacz, że tak bezpośrednio, ale... Czy ten kot może przestać? - zirytował się na parskającą Yuki.
- Yuki, psik! - przepędziłam kotkę, czując się trochę winna, że znów to robiłam, jednak musiałam porozmawiać z Kage - Dobrze, więc... Dowiedziałeś się czegoś?
Podniosłam się, by usiąść na łóżku, a Kage usiadł na jego skraju.
- Tak - odrzekł, a moje serce przyspieszyło - Jednak to, co odkryłem, jest bardzo dziwne...
- Co masz na myśli? - zapytałam drżącym głosem, czując ogromne przejęcie.
- Daisuke Tsuki znajdował się w spisie zmarłych... Jednak jego imię jest wykreślone.
Zapadła cisza, podczas której wybałuszałam oczy na Kage, czując, jak moje dłonie robiły się zimne, a serce uderzało niesamowicie szybko.
- To znaczy... że Daisuke żyje? - spytałam wreszcie.
- Szczerze? Nie mam pojęcia... Pierwszy raz coś takiego widziałem... Szukałem także w spisie żywych, wiesz... Tam jest to samo - oznajmił Kage - Lokalizacji brak. Jak gdyby... Albo ktoś popełnił błąd, albo... Nie chcę mówić, że on żyje. Może nie umarł do końca? Może nauczył się podróżować cieniem, jednak w to wątpię. To tak, jakby ani nie był martwy, ani żywy.
- Daisuke... - rzekłam łamiącym się głosem, czując, jak łzy napływały mi do oczu.
Nagle mnie olśniło.
- Kage... - zaczęłam, próbując zebrać pędzące myśli - J-ja go widziałam. Widziałam Daisuke... Wtedy, gdy prawie umarłam. Tak, to był on. Śpiewał... Słyszałam go przez chwilę, a później... Później obudziłam się w ramionach Mizu. To on... To Daisuke mnie stamtąd wyciągnął.