piątek, 18 czerwca 2021

Rozdział IV

 Stałam jak słup soli w progu własnego pokoju i nie wiedziałam, co zrobić.

- Słodka jesteś, taka rozkojarzona - zachichotała różowowłosa kobieta i zeszła z parapetu - Ja nazywam się Kuuki.

- Yyy... Cześć - wydukałam - K-kim jesteś?

- Siostrą Mizu - odparła - Pewnie jego znasz?

Kiwnęłam głową, wciąż próbując jakoś ogarnąć całą tę sytuację.

- Czyli dobrze trafiłam - uśmiechnęła się - Spokojnie, nic ci nie zrobię. Jejku, ale ty masz duszno w tym pokoju.

„Spokojnie, nic ci nie zrobię" - i widać, że ona i Mizu byli rodzeństwem. Kuuki machnęła ręką i poczułam rześkie powietrze.

- Lepiej - stwierdziła.

- Przepraszam, ale... Z jakiej okazji ta wizyta? - spytałam, czując lekkie deja vu.

- Chciałam zobaczyć, kto w końcu wsparł mojego braciszka - odpowiedziała - Ptaszki ćwierkają, że składasz mu ofiary.

Przytaknęłam.

- Prosił mnie o to - dodałam.

- Miło z twojej strony - uśmiechnęła się. Nagle rozległo się ćwierkanie - Uch... Sora, przestaw, proszę tego faceta na drugą... - zawołała Kuuki w stronę okna.

- Szanowna pani, na drugą jest już spotkanie z tym od pizzy... - rozległ się głos.

- Przestaw go na którąkolwiek! - krzyknęła - Przepraszam cię, Izusiu.

- Jeśli z kimś się spotykasz, to nie ma problemu... - oznajmiłam.

- Nie, nie, on zaczeka - odparła - Nie ma takiej konieczności. A ty musisz poznać Sorę! Sora, skarbie, chodź do nas...

- Już idę, moja pani - odezwał się ten sam głos i po chwili przez moje okno wleciał mężczyzna o białych włosach i brązowych, orlich skrzydłach.

- To właśnie Izumi! - zakomunikowała Kuuki.

Sora ukłonił się przede mną.

- Miło poznać, droga panienko - rzekł.

- T-tak, mnie też... - wydukałam - Przepraszam was bardzo, ale właśnie miałam sprzątać...

„I się ubrać..." - dodałam w myślach.

- To żaden problem! - stwierdziła Kuuki - Ja i orełek ci pomożemy...

- M-moja pani... Prosiłem, żeby mnie pani tak nie nazywała... - speszył się Sora.

- Jesteście pewni? - spytałam - Ja nie chcę robić kłopotu, w końcu jesteście gośćmi...

- Moja droga, ja uwielbiam sprzątać! - oświadczyła Kuuki - Może najpierw idź się ubrać, kochanie, a ja i orełek zaczniemy już porządki.

Chwilę się wahałam, bo liczyłam na to, że trochę odpocznę od fantastycznych stworzeń, jednak chyba musiałam pogodzić się z myślą, że tak już będzie. Z drugiej strony też oferta pomocy przy sprzątaniu kusiła.

- Dobrze. Dziękuję za pomoc - zgodziłam się ostatecznie z uprzejmym uśmiechem na ustach i podeszłam do szuflady, po czym wyjęłam z niej bieliznę, czując się przy tym nieco skrępowana. Następnie skierowałam się w stronę szafy, z której wydobyłam białą sukienkę na ramiączkach i kurtkę moro.

- Auć... Izuś... Czy ty naprawdę chcesz to założyć? - skrzywiła się Kuuki - Kurtka wojskowa do takiej ładnej sukienki?

- T-tak - powiedziałam - Widzisz, t-ta kurtka należała do mojego braciszka, który już nie żyje... Przed śmiercią mi ją dał, bo lubiłam w niej chodzić.

- Och... Zaraz, lubisz chodzić w męskich ciuchach? - spytała.

- Tak - kiwnęłam głową - Brat zawsze pożyczał mi swoje bluzy, są takie wygodne. Poza tym... Gdy noszę jego ubrania, czuję jego obecność...

- Ach, rozumiem... - odparła Kuuki, nieco zakłopotana.

Wyszłam z pokoju i później znalazłam się w łazience. Już myślałam, że Kuuki niedługo zacznie krytykować mój gust i sama wybierze mi ubranie. Zdjęłam piżamę i założyłam naszykowaną wcześniej sukienkę oraz kurtkę. Gdy wróciłam do swego zacisza, zwanego też moim pokojem, jego czystość mnie olśniła. Meble dosłownie błyszczały! Z podłogi zniknęły ciuchy, a na zaścielanym łóżku spoczywała moja cudna kolekcja pluszaków.

- W-wow... Kuuki, Sora... Wy to zrobiliście? Tak szybko? - zdziwiłam się.

- Mówiłam, że uwielbiam sprzątać! - zachichotała Kuuki.

- Dziękuję! - zawołałam.

- Przyjemność po naszej stronie, wielmożna panienko - uśmiechnął się Sora.

Dołączyłam do ekipy sprzątającej i razem sprawiliśmy, że mój dom zalśnił czystością. Kuuki była niesamowicie szybka, dosłownie latała po całym domu. Zdążyłam zauważyć, że miała zdolność panowania nad powietrzem i w każdym pomieszczeniu rozsiewała przyjemny, czysty zapach. Yuki syczała na nieznajomych, ale później przestała i chodziła za nami. Podziękowałam im jeszcze raz.

- Naprawdę nie masz za co - odparła Kuuki - Cieszę się, że mogłam pomóc komuś, kto udzielił wsparcia mojemu braciszkowi.

- Drobiazg! A skoro już o tym mowa... Zauważyłam, że panujesz nad powietrzem - oznajmiłam, a ona kiwnęła głową - A Mizu włada wodą... A jak to jest z pozostałymi żywiołami?

- Nasza siostra Chikyuu panuje nad ziemią, a braciszek Kasai nad ogniem - odpowiedziała.

- I... oni też są tu, w Japonii? - zapytałam.

- Nie - zaprzeczyła - Tutaj mieszka tylko Mizu. Ja sama przyleciałam do ciebie z Kanady. Chikyuu osiadła w puszczy amazońskiej, a Kasai zamieszkuje Etnę, wulkan na Sycylii. Możemy szybko przemieszczać się po całym świecie, ale miejsca, które teraz wymieniłam, to nasze obecne siedziby.

- Rozumiem - odparłam.

Nagle ponownie rozległo się ćwierkanie, a Kuuki westchnęła głęboko.

- Pokaż mi to... - powiedziała do Sory, który podał jej coś w rodzaju tabletu z pierzastą obudową - Teraz spotkanie z tym uroczym studentem? O, tym razem muszę tam być!

Czekałam na jakieś słowa wyjaśnienia, więc zwyczajnie spytałam, o co chodzi.

- Widzisz, Izumi... - zaczęła - Muszę przyznać, że stała w uczuciach to ja nie jestem ani trochę. Byle co i od razu się zakochuję! Chociaż tak szczerze nie zakochuję się w nikim... Bardziej to jakiś przystojniak zaczyna mi się szaleńczo podobać! A po tym świecie chodzi tylu cudownych mężczyzn, że trudno wybrać jednego... I do tego wszystkim im się podobam... Więc no, umawiam się na kilka randek dziennie i korzystam z życia... A co! To trochę podłe z mojej strony... Ale czas spędzony ze mną jest dla nich tylko przelotnym wspomnieniem, jak powiew letniego wietrzyku w zimie. Pilnuję, by szybko o mnie zapomnieli, by nie sprawiać im bólu moimi własnymi zachciankami.

Tablet z piór ponownie zaćwierkał.

- Och, no to ja będę już lecieć - uśmiechnęła się - Miło było cię poznać, Izusiu! Do zobaczenia!

Sora skłonił się przede mną.

- Zobaczmy się znów niebawem, szanowna panienko - powiedział trochę zażenowany, jakby chciał przeprosić za swoją panią.

- Do widzenia! I jeszcze raz dziękuję za pomoc! - zawołałam tylko, bo naprawdę nie wiedziałam, jak skomentować tamtą wypowiedź Kuuki.

Siostra Mizu zaśmiała się i podeszła do otwartego okna. Na jej plecach pojawiły się śnieżnobiałe skrzydła. Razem z Sorą opuściła mój dom, wzbijając się wysoko w niebo. Obserwowałam, jak zniknęli w obłokach.

Teraz, kiedy dom był wysprzątany, mogłam usiąść do lekcji. Siedziałam nad podręcznikiem do japońskiego z pełną ulgą, że mogłam wreszcie oderwać się od tego nadnaturalnego zgiełku. Dzisiaj rodzice mieli wrócić z delegacji, a ja czekałam, by powitać ich jako przykładna, grzeczna córka - w trakcie nauki, w świeżo posprzątanym domu. Przez ostatni rok wyjeżdżali w delegacje częściej niż zwykle, a i zostawali znacznie dłużej w pracy. Myślę, że obarczanie siebie tyloma obowiązkami było ich sposobem przeżywania żałoby. Z początku myślałam, że tak będzie lepiej i dla mnie, ale zaczynało mi ich brakować. Wstydziłam się im jednak o tym powiedzieć.

Zamyśliłam się, przez co czytałam jedną stronę jakieś piętnaście minut, aż nie usłyszałam szczęku kluczy i otwieranych drzwi.

- Wróciliśmy, Izumi! - usłyszałam głos mamy i wyszłam z salonu.

- Ale ślicznie tu posprzątałaś! - pochwalił mnie tata - Wszystko aż błyszczy.

Położył mi rękę na głowie i rozczochrał jeszcze bardziej moje włosy. Chociaż sprzątanie nie było tylko moją zasługą, zrobiło mi się miło.

- Twój tata ma rację - przyznała mama - Och, i nawet okap wyczyściłaś...

Zaśmiałam się. Mama była niską kobietą o krótkich, ciemnobrązowych i kręconych włosach. Jej brązowe oczy migotały wesoło, gdy tak zachwycała się okapem.

- No Reiko, może jeszcze będą ludzie z naszej córki! - stwierdził tata, poprawiając okulary-połówki.

- Wiesz, Ryuu, ja zawsze w nią wierzyłam - zaśmiała się mama.

Mój tata natomiast był wysoki. Jego krótkie, czarne włosy były wiecznie nastroszone, a zielone oczy kryły się za okularami z brązową oprawką.

- Izuś, pomożesz mi z obiadem, prawda? - spytała mama.

- Oczywiście! - skinęłam głową.

- Super - uśmiechnęła się - Bo wiesz, Ayane dziś z nami zje...

- Ayane przyjechała z Tokio? - zapytałam, a mama kiwnęła głową.

- Specjalnie na weekend - dodała.

- To fajnie, że wpadnie - oznajmiłam, ucieszona.

Jakiś czas później ja i mama lepiłyśmy kulki ryżowe, a ja nie mogłam się doczekać, aż przyjdzie Ayane. Jak już wspominałam, była dziewczyną Daisuke. Bardzo go kochała, planowali pobrać się po studiach. Bardzo ją lubiłam, była miła i potrafiłyśmy gadać godzinami, a otwierałam się tak tylko przed nielicznymi. Kiedyś widywałyśmy się niemal codziennie, ale teraz studiowała w Tokio.

Podczas gotowania dużo rozmawiałam z mamą. Teraz rzeczywiście zdałam sobie sprawę, jak bardzo byłam spragniona jej obecności. Rozmowa była całkiem przyjemna, dopóki mama nie zeszła na temat mojego życia uczuciowego. Nie lubiłam, kiedy o to pytała, zachowując się przy tym tak, losy całej ludzkości zależały od tego, czy miałam chłopaka.

- Izusiu, jak tam chłopcy? - spytała.

- Jacy chłopcy? - odpowiedziałam jak zawsze.

- Nic? Nikt ci nie zawrócił w głowie? - dopytywała.

- Mamo... Rozmawiałyśmy już o tym - przypomniałam jej, nie kryjąc zażenowania - Chcesz do tego teraz wracać?

- Doskonale to pamiętam, skarbie - zapewniła mnie rodzicielka.

- Taaak, i co wtedy powiedziałam? Zresztą, jak zawsze, gdy ten temat jest na tapecie...

- Ech... że „zakochasz się, kiedy przyjdzie na to czas" i „nie będziesz desperacko szukała byle kogo tylko dlatego, że nigdy nie miałaś chłopaka" - zacytowała mnie.

- No właśnie - odparłam.

- Kochanie... Nie zmuszam cię do randkowania, ale zrozum mnie, proszę. Jestem twoją mamą i chciałabym być na bieżąco z takimi sprawami - westchnęła - Nie chciałabym, żebyś ukrywała coś takiego. Wiedz po prostu, że możesz mi powiedzieć o wszystkim.

Pomyślałam o tych wszystkich nadnaturalnych zjawiskach, jakie mnie otaczają. O tym zbytnio nie mogłam z nią rozmawiać, ale zwyczajnie nie chciałam jej niepokoić.

- Mamo, jeśli będę miała chłopaka, nie będę tego zatajała ani przed tobą ani przed tatą - zapewniłam w końcu - Ale pozwólmy temu rozwijać się naturalnie.

- Wiem... Już nie pierwszy raz to mówisz - uśmiechnęła się - Mądra z ciebie dziewczynka.

- Przecież co chwilę wracamy do tej rozmowy - wzruszyłam ramionami - Już znam ją na pamięć.

Mama zaśmiała się i pocałowała mnie w czoło, a potem wróciłyśmy do lepienia kulek z ryżu. Do kuchni przypałętała się Yuki i zaczęła prosić o jedzenie. Tak, ta kotka zje wszystko. Mama rzuciła jej jedną kulkę z ryżu.

Skończyłyśmy przyrządzać obiad, a około dziewiętnastej rozległ się dźwięk dzwonka do drzwi. Zakomunikowałam, że otworzę, więc popędziłam ku nim i nacisnęłam klamkę. Ujrzałam rozpromienioną twarz Ayane.

- Cześć, Izumi! - przywitała się i mnie przytuliła.

- Hej - odpowiedziałam - Miło cię znów zobaczyć!

Ayane przywitała się jeszcze z rodzicami oraz Yuki i usiedliśmy do stołu. Zaczął się temat studiów, więc dziewczyna opowiadała o różnych przypadkach z akademika. Miło się jej słuchało.

Ayane była zgrabna i trochę wyższa ode mnie. Również miała czarne włosy, jednak o wiele ładniejsze - sięgały jej do ramion, a końcówki lekko się zawijały. Miała błękitne oczy i nosiła okulary z czarnymi oprawkami.

- Chciałam przyjechać wcześniej, dwudziestego, ale niestety nie mogłam - ciągnęła Ayane - Na szczęście znalazłam czas chociaż na weekend.

- Ważne, że w ogóle tu jesteś - stwierdził tata, poprawiając okulary - Doceniamy to.

- To nic takiego - odparła Ayane - Modlitwa za Daisuke to powinność.

- Oczywiście - zgodziła się mama.

Zapadła chwila ciszy, a atmosfera zrobiła się jakaś ciężka. Przywoływanie tego wspomnienia zawsze tak działało. Nagle czuło się jakąś pustkę... i dziwne kłucie w sercu. Oczy zaczynały piec, a całe ciało wydawało się być z ołowiu. W całej tej beznadziejności próbowałam dostrzec kroplę nadziei i doszłam do wniosku, że Daisuke przynajmniej zawsze będzie pamiętany. Zostawił tyle ciepła w sercach swoich bliskich, dlatego wieść o jego śmierci była dla nas takim ciosem. By uczcić jego pamięć, myślałam nawet, że jeśli kiedykolwiek będę miała syna, dam mu na imię Daisuke.

Pomyślałam o jeziorze, które zabrało braciszka.

Dom Mizu.

Byłam tam, na dnie.

Byłam tam, gdzie zginął Daisuke.

Mocno to przeżywałam i dlatego codziennie chodziłam składać ofiary - żeby żywioł nie zabierał już nikogo. Żeby Mizu go opanował.

O, cholera.

Mizu.

Nie byłam dzisiaj nad jeziorem... Muszę tam iść...

Nagle czajnik w kuchni zaczął gwizdać i mama wstała od stołu, powiedziawszy, że pójdzie zrobić herbatę. Chwila ciężkiej ciszy prysnęła. Dokończyłam mój ramen i ponownie zaczęła się dyskusja o historii Europy. Ayane studiowała tę naukę i była jej prawdziwą pasjonatką. Mogła gadać godzinami o tych wszystkich Henrykach, Habsburgach, carach... A nam przyjemnie się jej słuchało.

Czas leciał tak szybko, że zanim się obejrzeliśmy, zrobiło się już późno i Ayane musiała wracać. Zgodziła się, żebym ją odprowadziła. Przed wyjściem z domu ukradkiem wzięłam kilka kulek ryżowych. Ayane nie mieszkała zbyt daleko, więc dotarłyśmy pod jej rodzinny dom stosunkowo szybko. Pożegnałam się z nią i ruszyłam w drogę - lecz nie do domu.

Kwadrans potem znalazłam się nad jeziorem. Wrzuciłam kulki ryżowe do wody i pomodliłam się.

Nieposkromiony żywiole! Jeżeli już postanowiłeś zabrać braciszka, to opiekuj się nim dobrze. I zadbaj, żeby miał swoje kocie żelki.

Odczekałam chwilę i popatrzyłam na księżyc, którego odbicie niczym srebrne światło widniało w jeziorze. Nagle z wody wynurzył się Mizu.

- Myślałem, że już o mnie zapomniałaś! - zawołał.

- Nie no co ty... Dotrzymuję słowa - zapewniłam.

- Czemu przyszłaś dopiero teraz? - spytał.

- Powinieneś się cieszyć, że w ogóle tu przychodzę - prychnęłam, lekko zdenerwowana jego arogancją - Wybacz, ale miałam naukę, musiałam odrobić lekcje, posprzątać, pomagałam mamie przy obiedzie, odwiedziła mnie moja niedoszła szwagierka, a wcześniej twoja siostra.

- M-moja siostra? - zdziwił się - Która?

- Kuuki - odpowiedziałam - Przyszła, a właściwie przyleciała z Sorą, pomogli mi posprzątać.

- Nieźle... - stwierdził Mizu - Opowiadała ci o reszcie naszego rodzeństwa?

Kiwnęłam głową.

- Tylko trochę, a ja dalej nie rozumiem tylu rzeczy... Jesteście duchami? Bogami? Magami?

- Jak już mówiłem, strażnikami. To długa opowieść...

- Chcę posłuchać.

Uśmiechnął się.

- Jutro - odparł - Jest już późno, marzniesz tutaj, a i pewnie rodzice się o ciebie martwią. Wracaj do siebie.

Byłam trochę zdziwiona tą wypowiedzią, bo do tej pory chyba nie słyszałam w jego głosie tyle troski. Albo po prostu nie chciał opowiadać.

- Dobrze, przyjdę po szkole... To do jutra! - zawołałam, wstając - Dobranoc!

- Dobranoc, Izumi - odpowiedział - Jutro opowiem ci historię o tym, jak powstał świat.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz