Stałam naprzeciwko mężczyzny, którego chłodne spojrzenie mogłoby zamieniać w kamień. Aż korciło mnie, by sprawdzić, czy serio nie stałam się posągiem. Mężczyzna miał bardzo bladą skórę i podłużną bliznę na policzku. Wśród jego czarnych włosów gdzieniegdzie pojawiały się czerwone pasemka. Miałam wrażenie, że skądś go znałam... Ale raczej zapamiętałabym kogoś takiego.
- Pomóc w czymś? - odezwał się, ściągając mnie na ziemię.
- J-ja... Eee, dziękuję - wydukałam.
Spojrzałam na plakietkę przyczepioną do jego bluzki. Widniał na niej napis: „Kage Hoshizora". Nie, to zdecydowanie nie brzmiało znajomo...
Chciałam wrócić do sprawy moich podręczników, ale on wciąż stał obok i się gapił. Jego wzrok był nieobecny. Pomyślałam, że może nie widział... Niepewnie wyciągnęłam rękę i pomachałam nią przed jego oczami. Spojrzał na mnie, unosząc jedną brew do góry.
- Um, przepraszam... - zaczęłam - Ale...
No właśnie, co? Miałam powiedzieć coś w stylu „Weź pan sobie idź, bo mi cień robisz"?
- ...chciałam przejść - dokończyłam.
Przez moment wcale nie zareagował, co zaczynało mnie już denerwować. Na szczęście zrobił krok do tyłu. Odwróciłam się przodem do regału z podręcznikami i wybrałam te, które były mi potrzebne. Położyłam je na ladzie, a Kage podszedł do kasy. Zapłaciłam mu za zakupy i już miałam wyjść, kiedy pojawiła się kolejna osoba.
Pierwsze, co nasunęło mi się na myśl, gdy ją zobaczyłam? Wielka landryna. Do pomieszczenia weszła kobieta o niespotykanie długich, rudych włosach, ubrana w czerwoną sukienkę z fioletowymi dodatkami. W rękach trzymała pudło z książkami. Część włosów miała upiętą purpurową kokardą w kok, a reszta była rozpuszczona i przy końcu również związana kokardą. Miała złote oczy, okalone długimi rudymi rzęsami. Jej usta były pociągnięte czerwoną szminką. Co do karnacji, myślałam, że skóra Kage była blada, ale on przy niej był opalony. Okay, poszłam po podręczniki do księgarni i od razu ląduję na balu przebierańców - zombie i lukrowa lalka.
- Kocie, gdzie dać te książki? - zapytała, ale kiedy spojrzała na mnie, rozpromieniła się - Mamy klienta? Och, cudownie!
Podeszła bliżej, żeby się mi przyjrzeć, a ja poczułam się jeszcze bardziej nieswojo (Da się? Da się!). Kage westchnął.
- Caprice, bo ją wystraszysz... - wtrącił, a ja spojrzałam na niego wzrokiem pt. „I kto to mówi?".
- Ja już pójdę... - ogłosiłam nieśmiało, po czym zabrałam reklamówkę z podręcznikami.
- Czekaj! - zawołała Caprice - Tak rzadko ktoś nas odwiedza...
Pomyślałam sobie: „Ciekawe, dlaczego?".
- Caprice, przecież nie będziemy jej tu trzymać - Kage zmarszczył czoło - I odłóż to pudło, zaraz zajmę się tymi książkami.
Caprice posłusznie postawiła karton na podłodze. Podeszła do Kage i uwiesiła się jego ramienia.
- Kocurkuuu, ale wyjdziemy gdzieś potem? - poprosiła, spacerując palcami po jego torsie.
- Po pracy - zgodził się.
Caprice uśmiechnęła się i cmoknęła go w policzek, a potem spojrzała na mnie.
- Wybacz - odparła - Trochę kiepsko mu idzie nawiązywanie kontaktów z żywymi...
- Caprice! - upomniał ją Kage, a ona tylko wzruszyła ramionami.
Ja natomiast ewakuowałam się z tej dziwacznej księgarni w tempie natychmiastowym.
Jeszcze raz odtworzyłam w myślach całą tę sytuację. W przeciągu kilku ostatnich miesięcy spotykałam już osoby, które wydawały się ludźmi, ale wcale nimi nie były. Moje przypuszczenia potwierdziła ta cała Caprice, mówiąc, że Kage nie umiał nawiązywać kontaktów z „żywymi", cokolwiek to znaczyło. Jeśli właśnie kupiłam książki od nieboszczyka...
Szłam szybkim krokiem na przystanek autobusowy. Wciąż miałam wrażenie, że skądś znałam Kage, ale dlaczego? Wcześniej nie odwiedzałam tej księgarni - jak wspomniałam, robiłam zakupy online. Może on pracował gdzie indziej i dlatego wydawał mi się znajomy?
Dotarłam do domu i od razu poszłam na górę. Odłożyłam książki do pokoju, a potem zdjęłam z siebie mundurek szkolny i przebrałam się. Związałam jeszcze włosy, bo mnie denerwowały. Starałam się nie myśleć o tamtym dziwacznym spotkaniu. Musiałam sobie to wszystko poukładać, ale nie teraz. Wyszłam z pomieszczenia i mój wzrok spoczął na zamkniętych drzwiach na końcu korytarza. W pokoju, do którego prowadziły, niegdyś przebywałam często, a teraz prawie wcale... Pokój Daisuke.
Ruszyłam w jego kierunku, bo coś mnie tam pchało. Nacisnęłam klamkę i powoli otworzyłam drzwi. Światło słoneczne odbijało się w płytach CD zawieszonych przy żyrandolu, a jego jasne plamki tańczyły po panelach. Poczułam miękki dywan pod bosymi stopami. Postacie z plakatów, którymi ściany były oblepione niemal w każdym calu, patrzyły się na mnie, jak gdyby szukały Daisuke. Przy łóżku w kącie pokoju stała czarna gitara akustyczna, a jedna elektryczna i basowa zawieszone były nad biurkiem. W rogu, przy samym oknie, stały jeszcze dwa mikrofony podpięte do syntezatora.
Wszystko w tym pokoju wyglądało tak jak zawsze - tylko bez jego właściciela. Nie leżał niedbale na łóżku i nie szarpał leniwie za struny z kostką w ustach zamiast w dłoni, jak to miał w zwyczaju. Nie stał także przy syntezatorze, wciskając różne klawisze i próbując przypomnieć sobie niedawno usłyszaną piosenkę. Nie było go też przy komputerze, gdzie siadywał wieczorami, by pisać do późna z Ayane, gdy nie mogli wyjść gdzieś razem. Pomieszczenie nie było wypełnione jego głosem, gdy śpiewał, śmiał się, mówił, krzyczał, czy płakał. Ten pokój był zupełnie pozbawiony jego osoby - jak i moje życie.
Minął już dobrze ponad rok, ale ja nigdy się nie pozbieram. Czułam się taka samotna. Nic i nikt na świecie nie było w stanie zastąpić Daisuke. On był przy mnie w każdej chwili, gdy go potrzebowałam. Oczywiście, kłóciliśmy się, jak to rodzeństwo, ale byliśmy ze sobą bardzo zżyci. Jeszcze ponad rok temu myślałam sobie, że strasznie będzie mi go brakowało, gdy wyjedzie na studia i będzie odwiedzał nas tylko na święta lub ewentualnie w weekendy, ale nie spodziewałam się, że stracę go na zawsze...
Poczułam pieczenie pod powiekami, ale nie zatrzymywałam łez wypływających z oczu. Pozwoliłam sobie też na zwinięcie się w kulkę na podłodze i ciche łkanie z głową skrytą w kolanach. Nie wiem, jak długo to trwało, ale gdy wreszcie podniosłam się na nogi, podeszłam do gitary. Usiadłam na skraju łóżka i zaczęłam coś brzdąkać, tak od niechcenia. Po chwili melodia nabrała równego, choć niezbyt szybkiego rytmu.
- Być może byłeś potrzebny tam, ale my wciąż nie wiemy, dlaczego - zaśpiewałam na końcu i odłożyłam gitarę na miejsce.
~*~
Siedziałam u siebie w pokoju i odrabiałam lekcje. Nuciłam sobie przy tym przypadkowe fragmenty piosenek, jakie wpadały mi w danym momencie do głowy. Nie przeszkadzało mi to jednak w skupieniu się na nauce. Yuki pałętała się pod moimi nogami, ocierając się o nie. Znowu będę miała całe spodnie w jej sierści...
Gdy wreszcie skończyłam pracę domową, wstałam od biurka i przeciągnęłam się, by rozprostować kości. Spojrzałam za okno i stwierdziłam, że przydałoby się wyjść na zewnątrz, na świeże powietrze. Chętnie poszłabym na lodowisko, bo uwielbiałam jeździć na łyżwach, ale było już za późno. Postanowiłam wybrać się tylko na krótki spacer. Zeszłam na dół, założyłam buty, kurtkę i czapkę, owinęłam się szalikiem, po czym wyszłam z domu.
Szłam przed siebie, a śnieg skrzypiał pod moimi stopami. Słońce chyliło się już ku zachodowi, zapadał zmrok. Myślałam o tamtym spotkaniu w księgarni. Kim byli jej pracownicy? Dlaczego wydawało mi się, że skądś znałam Kage? Byłam pewna, że to pierwszy raz, kiedy się widzieliśmy. To naprawdę było dziwne, nie umiałam znaleźć odpowiedzi.
Szłam dalej, gdy nagle usłyszałam ciche pochlipywanie. Rozejrzałam się dookoła. Zrobiło się już ciemno, ale latarnie były zapalone. Nie dostrzegłam jednak nikogo. Wtedy spojrzałam w górę i zobaczyłam Sabine. Siedziała skulona na dachu niezamieszkałego domu, zakryta skrzydłami. Faktycznie zmieniała się o różnych porach, bo przecież słońce jeszcze dobrze nie zaszło, a ona już była w tej postaci. Budynek, na dachu którego siedziała, nie był zbyt wysoki, więc łatwo wspięłam się na górę po rynnie. Usiadłam obok niej i delikatnie położyłam jej dłoń na ramieniu. Jej skóra była ciepła, chyba jako pół-smok miała zdolność samoogrzewania. Kiedy poczuła mój dotyk, podniosła lekko głowę i spojrzała w moim kierunku. Jedno oko miała podbite, a na policzku widniał paskudny siniec.
- Sabine... Kto ci to zrobił? - zapytałam, zmartwiona.
Przez chwilę wpatrywała się we mnie, jakby z wahaniem. Nie dziwne, że nie chciała powiedzieć. Z pewnością nie miała ochoty do tego wracać, ostatecznie postanowiła jednak się odezwać.
- Mój własny ojciec - odpowiedziała gorzko.
Zapadła cisza. Nie miałam takich doświadczeń i wiadomość ta była dosyć szokująca. Było mi po prostu przykro. Poczułam się głupio, że w ogóle spytałam. To było osobiste. Właśnie chciałam przeprosić, ale Sabine ciągnęła dalej.
- Pod wpływem alkoholu. Zresztą, to nie pierwszy raz.
Mówiła dosyć szybko, starając się, by zabrzmiało to obojętnie. Było po niej widać, że bardzo się tym przejęła, ale nie chciała dać po sobie tego poznać. Jej czarne oczy zamgliły się ponownie, ale powstrzymywała płacz.
- J-jeżeli chcesz, to zawołam Mizu. On szybko pozbędzie się tej rany - zaproponowałam po chwili ciszy.
Sabine znów sprawiała wrażenie, jakby się wahała, ale ostatecznie nic nie odpowiedziała, bo nagle cały śnieg pokrywający dach stopniał.
- Izumi, ukryj się! To Kasai! - ostrzegła mnie donośnym szeptem.
Schowałam się więc za kominem i wyglądałam zza niego. Nie wiedziałam, czy Kasai dalej chciał się mnie pozbyć, ale wolałam nie ryzykować. Po chwili pojawił się, z komina uleciał dym, a z niego zmaterializował się on. Skuliłam się tak, żeby nie było mnie widać. Kasai spojrzał na Sabine i kucnął obok niej.
- Co, ten pijaczyna znowu cię pobił, hm? - mruknął - Czekaj no. Nie jestem w tym najlepszy, ale spróbuję... - dodał, po czym przyłożył dłoń do jej oka. Po chwili opuchlizna i siniec zniknęły - Udało się! Weź nie rycz.
Sabine nic się nie odezwała, tylko spojrzała na niego ze smutkiem i ulgą w oczach, po czym opadła mu w ramiona. Objął ją i zaczął przeczesywać palcami jej włosy. Był przy tym tak delikatny, że wydawało się to aż dziwne. Oto Kasai, jakiego nie znałam. Gdyby ktoś mi to powiedział, nie uwierzyłabym.
- Takiego cię lubię... - wyszeptała Sabine - Nie jesteś teraz jak pożar trawiący wszystko na swej drodze. Bardziej przypominasz przyjemnie ciepły płomień świecy...
Nie dało się nie dostrzec rumieńców, jakie w tym momencie wykwitły na policzkach Kasai'a. Odchrząknął nerwowo.
- C-co ty znowu bredzisz? - zmieszał się.
- Myślę, że właśnie dla odmiany przyrównałam cię do czegoś miłego - skwitowała Sabine.
Kasai tylko wywrócił oczami. Pech chciał, że właśnie w tym momencie zebrało mi się na kichnięcie, którym zdradziłam swoją obecność. Kasai podniósł się i podszedł w moją stronę. Sabine też wstała i złapała go za ramię, chcąc go zmusić, by na nią spojrzał, ale za późno - zdążył mnie dostrzec.
- Na zdrowie - odezwał się z kpiącym uśmieszkiem na twarzy - No, kochana... Jak cudownie znów cię wiedzieć. Miło, że jednak postanowiłaś dać się unicestwić. Sabine, czy mogłabyś...
- Nie! - przerwała mu, tupnąwszy nogą - Nie ma mowy! Nikt nie będzie nikogo zabijał!
Podniosłam się i stanęłam przed nimi. Kasai spojrzał najpierw na Sabine, potem na mnie.
- Okay, tym razem masz wolne... - odparł, jakby od niechcenia - Sam sobie poradzę.
Wtedy jego dłonie stanęły w płomieniach. Rzuciłam się do ucieczki, ale odciął mi drogę do rynny, po której się tu wspięłam. Już chciałam zeskoczyć, gdy Sabine chwyciła mnie za rękę i pociągnęła w bok. W tym samym momencie Kasai wystrzelił we mnie kulę ognia. Sabine rozpostarła skrzydła, które osłoniły mnie przed pociskiem. Kasai spojrzał na nas, zaintrygowany.
Po chwili z jego pleców również wyrosły smocze skrzydła. Zeskoczyłam z Sabine z dachu prosto w zaspę śniegu. Kasai wycelował w nas kolejną kulę ognia. Nie trafiła nas, ale oparzyła mi rękę. Syknęłam z bólu i zatopiłam ją w śniegu. Teraz było lepiej. Kasai unosił się nad nami i już miał znów cisnąć w nas ogniem, gdy coś wyskoczyło zza niego i popchnęło go. Kasai stracił równowagę i runął w śnieg. Spojrzałam w tamtym kierunku i zobaczyłam, że to Kage. Spowijała go jakaś ciemna aura. Podbiegł do mnie i Sabine.
- Trzymajcie się - rozkazał, wyciągając do nas ręce.
Złapaliśmy się we troje, po czym Kage pstryknął palcami i zewsząd zrobiło się ciemno.
Czułam się, jakby ktoś wsysał nas przez odkurzacz. Dookoła było tak ciemno, że nic nie widziałam. Z jednej strony czułam tylko dłoń Sabine, a z drugiej Kage. Niczego nie słyszałam, bo wokół niemiłosiernie świszczało. Dodatkowo czułam nieprzyjemne mrowienie na całym ciele.
Nagle hałas ustał, coś błysnęło i zdałam sobie sprawę, że staliśmy w jakimś pomieszczeniu. Widok stopniowo się rozjaśnił i mogłam dostrzec szczegóły pokoju. Wyglądał na salon. Od tej nagłej teleportacji zrobiło mi się niedobrze i opadłam na kanapę. Sabine spoczęła obok w fotelu, też była blada. Kage odwrócił się i przypatrzył się nam.
- Nic wam nie jest? - zapytał.
- Nic poważnego - wydukałam - Dź-dziękujemy za ratunek.
Machnął ręką.
- Nie mogłem pozwolić, by on was zabił - odparł - Chikyuu by się to nie spodobało.
- Chikyuu? - Sabine powtórzyła zdziwiona - A niby czemu? Przecież nas nie cierpi! Pracujesz dla niej? Kim jesteś?
Kage usiadł w fotelu. Minęła chwila, zanim odpowiedział.
- Jednak ona jest rozsądniejsza niż Kasai, nie sądzicie? - prychnął - Oczywiście, jest świadoma tego, że któraś z was może wypełnić przepowiednię. Najchętniej sama by was zniszczyła, ale wy możecie jeszcze się jej przydać. Na razie kazała mi was obserwować.
- Że co, proszę? - zdziwiłam się - Szpiegujesz nas?...
- I do czego miałybyśmy się jej przydać? - zapytała Sabine.
Kage westchnął. Zapewne miał już dosyć tłumaczenia nam tego wszystkiego, jednak ciągnął wypowiedź.
- Tak, obserwuję was - potwierdził - Właśnie po to, by dowiedzieć się, w jaki sposób mogłybyście ewentualnie przyczynić się do jej dzieła. Jeśli nie znajdę niczego specjalnego, to możecie sobie dopisać Chikyuu do listy osób, które chcą się was pozbyć.
- Miło - skwitowała Sabine - Nie mam pojęcia, co ona znowu wymyśliła, ale nie podoba mi się, że jestem inwigilowana.
Skrzyżowała ręce na piersi, po czym spojrzała na niego, unosząc jedną brew do góry. Kage westchnął ponownie.
- Podoba ci się, czy nie, ciesz się, że was chociaż uratowałem - prychnął - Gdybym was nie obserwował, to nawet bym nie wiedział, że coś wam zagraża.
Tu miał rację. Zamilkłyśmy, wpatrując się w niego. Widocznie poczuł się przytłoczony naszymi spojrzeniami, bo odwrócił wzrok.
- Może Chikyuu ma rację i jej pomożecie... - mruknął, jakby do siebie - Sam fakt, że przeżyłyście podróż cieniem to już jakiś plus...
- Podróż... cieniem? - powtórzyłam, zmieszana.
Kage znów spojrzał na nas z politowaniem.
- Bawicie się dziś w jakieś echo, czy co? - zakpił, unosząc jedną brew do góry - Tak, dobrze słyszałyście. Cieniem da się podróżować. To znaczy, nie każdy to potrafi, tylko ci... a zresztą. Rozgadałem się.
Wymieniłam z Sabine porozumiewawcze spojrzenia, a potem utkwiłyśmy wzrok w Kage.
- Zacząłeś, to dokończ - zażądałam.
- Nie ma potrzeby - stwierdził.
- Ale za późno, już nas zainteresowałeś... - ciągnęła Sabine - Tak się nie robi...
Nagle w pokoju pojawiła się Caprice. Dosłownie do niego wleciała, bo zauważyłam, że tym razem miała skrzydła. Wcześniej musiała je schować, tak jak to robiła Kuuki
- Dlaczego nie chcesz im powiedzieć? - zapytała, obejmując go od tyłu.
Na policzkach Kage pojawił się ledwo zauważalny rumieniec, kiedy odwrócił się, by na nią spojrzeć. Zrobiła niewinną minę.
- Bo już wystarczająco dużo powiedziałem - odparł.
- Ale ty i tak zawsze mało mówisz, to chyba nic się nie stanie, jak raz się rozgadasz - Caprice wzruszyła ramionami.
- Nie byłbym tego taki pewien - skrzyżował ręce na piersi - One naprawdę nie muszą tego wiedzieć.
- Nie chcesz się pochwalić, że udało ci się powrócić z zaświatów? - zapytała Caprice cicho, lecz słyszalnie.
Ja i Sabine spojrzałyśmy po sobie, zaintrygowane. Kage wyglądał na zdenerwowanego. Widocznie nie lubił się tym chwalić.
- Właśnie o tym mówiłem - wycedził przez zęby, zobaczywszy naszą reakcję - Jak się zacznie mówić, to to nie ma końca. Każda informacja rodzi kolejny temat.
- Opuściłeś zaświaty?... - spytałam, wpatrując się w niego z nadzieją - To można przekroczyć granicę życia i śmierci?
- Można też... powiedzmy, odwiedzać zmarłych w zaświatach? - zainteresowała się Sabine.
Kage patrzył na nas przez chwilę, nie wiedząc, co powiedzieć.
- Przykro mi, ale ja już niczego więcej wam nie powiem - odezwał się w końcu - To temat tabu, czyli, dla jasności, nie wolno o tym rozmawiać. Gdyby wszyscy wiedzieli, jak to następuje, zrobiłby się bałagan. Poza tym nie wszystkie dusze mogą opuścić zaświaty. Te, które dostały się do Nieba lub zostały potępione na wieki, nigdy nie wrócą do żywych. Tyle w temacie, dziękuję.
- Ale... To dla nas bardzo ważne... - poprosiłam - Osoby bliskie naszym sercom straciły życia... Może mogłybyśmy chociaż się z nimi zobaczyć... Dowiedzieć się, co się z nimi dzieje...
- Właśnie. Nie prosimy o wskrzeszanie ich - dodała Sabine - Chcemy po prostu wiedzieć, że nic im nie jest...
- Och, no jak możesz im odmawiać? - obruszyła się Caprice - Co byś zrobił, gdyby ciebie to spotkało? Na przykład, gdybym ja umarła? Nie poszedłbyś za mną nawet do piekła?
Tu go ma, pomyślałam. Kage spoglądał to na nią, to na mnie, to na Sabine. Widać było, że się wahał. Pewnie obiecywał Chikyuu, że nikomu nie wyjawi, jak kontaktować się ze zmarłymi.
- Zróbmy tak: powiecie mi, o jakie osoby wam chodzi - zaczął - Następnym razem, gdy będę w Podziemiu, sprawdzę, czy ich dusze znajdują się w zaświatach. Tak, można to sprawdzić, prowadzone są tam spisy zmarłych. Nie obiecuję, że zobaczycie się z nimi osobiście, ale być może dowiem się, gdzie przebywają.
- Dziękujemy! - ucieszyłyśmy się jednocześnie.
- Jeszcze nie dziękujcie. Nie wiem, co uda mi się w tej sprawie załatwić - odparł Kage - Tylko nie możecie powiedzieć absolutnie nikomu. To zostaje między naszą czwórką.
- Oczywiście - zgodziłam się, potakując.
- Podajcie mi imiona i nazwiska osób, o które wam chodzi - poprosił Kage, wyjmując notes.
- Daisuke Tsuki - odpowiedziałam.
- Sara Okawa, z domu Schrödinger - podyktowała Sabine.
Kage spytał jeszcze o dodatkowe informacje, jak stopień pokrewieństwa między nami, czy datę ich śmierci. Podziękowałyśmy mu raz jeszcze, a potem stwierdziłyśmy, że wypadałoby już wrócić. Kage i Caprice odprowadzili nas bezpiecznie na nasze osiedla. Na szczęście nie natknęliśmy się na Kasai'a.
Kiedy tylko weszłam do domu, otrzymałam ostrą reprymendę od rodziców. Martwili się, dlaczego tak długo mnie nie było. Sprawdziłam telefon. Dwanaście nieodebranych połączeń od mamy i pięć SMSów od taty...
- Bardzo was przepraszam, wyciszyłam telefon! - starałam się jakoś wytłumaczyć - Wpadłam na moment do Sabine i się zagadałyśmy... Nawet nie zauważyłam, kiedy zrobiło się tak późno!
- To było bardzo nieodpowiedzialne - mruknął mój tata.
- Wiem... - jęknęłam - Powinnam chociaż napisać, że wrócę później.
- To ma się nie powtórzyć - dodała mama - Bo mi serce siądzie i to będzie twoja wina.
Cały czas wbijałam wzrok w podłogę, bo nie miałam odwagi spojrzeć im w oczy. Zawiedli się na mnie, to jasne. Tylko, że nie mogłam im powiedzieć, co naprawdę się wydarzyło... W końcu przemogłam się i na nich spojrzałam. Widziałam, że teraz ledwo powstrzymywali śmiech.
- Oj, to był klasyczny zbity pies - skomentowała mama.
- Ej! - obruszyłam się - Śmiejecie się ze mnie.
Tata zaśmiał się i znowu rozkopał mi włosy. Potem przytulił mnie, a mama do nas dołączyła. Nie dziwiłam się rodzicom, że tak się o mnie martwili. W końcu byłam teraz ich jedynym dzieckiem, nie chcieli stracić i mnie. Nawaliłam, powinnam chociaż dać jakoś znać, że nic mi nie było. Całe szczęście, że przybył Kage i pomógł nam uciec od Kasai'a. Gdyby ten świr mnie zabił, nie wiem, co by było z moimi rodzicami. Przytuliłam ich mocniej. Poczułam się jak dawniej. Cieszyłam się, że miałam dwoje rodziców, którzy mnie kochali i się o mnie martwili. Najgorsze, co może spotkać człowieka w życiu, to samotność.
~*~
Kage powiedział, żeby czekać na niego dziś wieczorem w parku. Miał powiedzieć, czego się dowiedział w sprawie Daisuke, a ja myślałam o tym cały dzień. Sama wzmianka o kontaktowaniu się ze światem zmarłych była czymś zupełnie abstrakcyjnym, nawet jeśli ostatnio wciąż otaczały mnie zjawiska nadnaturalne. Przekonanie, że można było przekroczyć granicę pomiędzy światem żywych i zmarłych wzbudzało lekki dreszczyk, nie powiem. Oczywiście, że Chikyuu musiała tego zakazać. To były dwa zupełnie odmienne światy i z pewnością niebezpiecznie było mieszać ich sprawy ze sobą. Ciekawa byłam, co teraz działo się z Daisuke. Był duchem?... Jak naprawdę wyglądało się po śmierci? Uzyskam dziś wieczorem odpowiedzi na te pytania? Czy posiadanie takiej wiedzy zmieniało człowieka? Czy w ogóle pojmę ten proces jako człowiek? Te rozważania nie dawały mi dziś spokoju ani na chwilę.
Wraz z Sabine opowiedziałyśmy o tym wszystkim Arisawie. Był strasznie wściekły na Kasai'a, co za niespodzianka. Widać było, że ta informacja zmartwiła go nie na żarty. Mnie, prawdę mówiąc, irytowało potwornie zagrożenie, w jakim się znalazłam. Miałam pewność, że było zupełnie bezpodstawne, tylko oczywiście ten idiota nie był w stanie tego pojąć. Mizu też już się dowiedział, nawet zanim zdążyłam mu o tym powiedzieć. Obiecał, że będzie mnie chronił. Tak, wszyscy tak mówili. Czułam się jak przedstawiciel jakiegoś gatunku zagrożonego wyginięciem, czy jak jakiś cenny eksponat z muzeum. Nie życzyłam tego nikomu, nic przyjemnego.
Kiedy zapadł zmrok, udałam się do parku. Sabine i Arisawa poszli ze mną, żeby w razie czego mnie ochraniać. Poza tym Sabine też chciała dowiedzieć się czegoś o swojej mamie. Powiedziałam rodzicom, że do niej szłam, żeby się nie martwili. Tym razem miałam odciszony telefon. Mizu nawet nic nie mówiłam o Kage, nie chciałam mieszać w to jeszcze i jego. Czekaliśmy na niego dosyć długo. Byliśmy o umówionej porze, a jego nigdzie nie było widać.
- Jesteś pewna, że to miało być dzisiaj? - spytał trochę już zniecierpliwiony Arisawa - Może pomyliłaś daty czy godziny?
- Arisawa, to na pewno miało być dziś o tej porze - zapewniłam go - To dla mnie ważne, nie pomyliłabym się. Jeśli chcesz, to możesz wrócić do domu. Nie musisz tu z nami czekać.
- Właśnie - przytaknęła Sabine - To przede wszystkim nasza sprawa, a ty pewnie chciałbyś teraz być przy swojej małej siostrzyczce.
- Miałbym iść sobie do domu i zostawić was tu same? Nie ma mowy! A jak ten wariat tu wpadnie? - zaprotestował Arisawa, krzyżując ręce na piersi - Zostaję tu i czekam z wami.
Westchnęłyśmy równocześnie z Sabine, a później uśmiechnęłyśmy się do Arisawy. Był naprawdę wspaniałym przyjacielem.
- Jak tam układa wam się z Chizuru? - zapytałam, na co on się zarumienił.
- Wszystko w porządku - odpowiedział - Naprawdę, nie sądziłem, że zależy jej na mnie tak samo jak mnie na niej... W każdym razie, nasz związek jest silny, czuję to. Wkurza mnie tylko, że czasem muszę ją okłamywać, bo nie mogę jej powiedzieć ani o moim darze, ani o tym, co tu się tak naprawdę dzieje... Nie chcę jej w to mieszać.
- Rozumiem - odparłam - Pewnie tak samo miałeś ze mną. Mnie denerwuje, że nie mogę opowiedzieć o wszystkim rodzicom. Zawsze im ufałam i mówiliśmy sobie wszystko, a teraz... Zresztą, i tak od śmierci Daisuke rozmawiamy ze sobą znacznie rzadziej.
- Ja mam tak z ojcem - mruknęła Sabine - Śmierć mamy go zmieniła. Właśnie wtedy zaczął pić... Nie mógł się z tym pogodzić. Dla mnie też jest to potwornie ciężkie, nie mogę zaprzeczyć. Znajduję wsparcie u ciotki, jej siostry. Na szczęście przeprowadziła się z nami do Japonii, przynajmniej z nią mogę o wszystkim pogadać. Akurat ona jak i mój ojciec wiedzą o tym świecie fantastycznym, który nas otacza. Mama też wiedziała.
Przerwała swoją wypowiedź. Widziałam, że ten temat zaczynał być dla niej trudny. Staliśmy tak chwilę w ciszy, nie chcieliśmy naciskać. Sabine nagle zwinęła się w kłębek. Jej postać spowiła ciemność i wkrótce przemieniła się w pół-smoczycę. Wyprostowała się, a ja zauważyłam, że jej ręce pokrywało teraz nieco więcej czarnych łusek. Spojrzała na nas.
- Przepraszam was, muszę wam wreszcie o tym powiedzieć - odezwała się - O mojej klątwie... Nie znacie jeszcze szczegółów.
- Sabine - zaczął Arisawa - Nie zmuszamy cię do niczego. Jeśli to dla ciebie trudne, nie musisz nam mówić.
- Nie, czuję, że powinniście wiedzieć - upierała się przy swoim - Nie mam zbyt wielu osób, którym mogę ufać, a wy dwoje jesteście mi bliscy...
Zamilkliśmy na moment.
- Oczywiście, Sabine, zawsze cię wysłuchamy, jeśli tego potrzebujesz - przerwałam ciszę i posłałam jej zachęcający uśmiech.
Kąciki jej ust drgnęły, gdy też próbowała się do nas uśmiechnąć. Wzięła głęboki oddech, pewnie uspokajając się przed swoją opowieścią.
- Kiedyś już mówiłam wam, że to Akumu rzuciła na mnie tę klątwę - rzekła, a my potaknęliśmy głowami - Właściwie, to nie jest tak do końca klątwa... Uratowała mi tym życie.
Przerwała na moment, a my czekaliśmy na ciąg dalszy. W żadnym razie nie pospieszaliśmy jej, daliśmy jej czas na pozbieranie się.
- Urodziłam się jako wcześniak, jak Yume - ciągnęła dalej - Miałam nie przeżyć. Moja mama błagała Kasai'a, żeby mnie uratował. On jednak nie potrafił nic na to poradzić, bo nawet uleczanie własnych istot niezbyt mu wychodzi, ale wezwał Akumu. Zaoferowała, że może zdziałać coś swoimi zaklęciami, ale mama musi oddać mnie na posługę Kasai'owi. Zgodziła się, dla niej najważniejsze było moje życie. Dlatego co noc zmieniam się w istotę całkowicie posłuszną Kasai'owi. Każe mi zdobywać dla niego ofiary... - tu przerwała na moment, a następnie kontynuowała - Na moim ciele z czasem pojawia się więcej łusek. Akumu powiedziała, że kiedyś pokryją całe moje ciało, a wtedy będę wolna... Ta umowa jednak zawiera coś jeszcze. Życie mojej mamy. Oddała je, żebym ja mogła przeżyć.
Otarła oczy z łez. Podeszłam do niej i ją przytuliłam.
- Więc zrobiła to, bo cię kochała - powiedziałam po dłuższej chwili - Żyjesz dzięki jej miłości.
- Wiem... - wyszeptała słabym głosem.
Nagle poczułam ramiona obejmujące nas obie. Nie wierzę, to był Arisawa. On raczej rzadko się tulił, tym bardziej tak sam z siebie.
- Twoja mama była bardzo odważna. Ty też jesteś, znosisz to wszystko - odezwał się - Bądź dalej taka dzielna, na pewno jest z ciebie dumna. Gdziekolwiek teraz przebywa.
Sabine odsunęła się troszeczkę, a my dostrzegliśmy jej uśmiech.
- Dziękuję, że jesteście - odrzekła - Dzięki wam nie jestem taka samotna, jak kiedyś się czułam.
Uśmiechnęliśmy się do niej oboje. Naszą trójkę łączyła mocna więź, mogliśmy na siebie liczyć. Potrzebowaliśmy siebie nawzajem. Póki byliśmy razem, nie mogła nam się stać krzywda. No chyba, że nagle pojawiłby się Kasai, co zresztą właśnie się stało.
- Oooch, to takie słodkie, że prawie się wzruszyłem - usłyszeliśmy jego kpiący głos.
Arisawa stanął przed nami i nas osłonił.
- Nie masz tu czego szukać! - wrzasnął na niego - Wynoś się, wracaj do tego swojego wulkanu!
- Proszę, chłopak od przepowiedni. Jaki zuchwały się zrobił - prychnął pan ognia - Czy teraz łaskawie powiesz mi, o kim mowa w tej cholernej rymowance? Bo pewnie szkoda by ci było, gdybym zabił teraz tę twoją koleżaneczkę, prawda?
- Już ci mówiłem, głuchy jesteś? - wycedził przez zęby Arisawa - Nie mam zielonego pojęcia. Nie widziałem takiej informacji.
- Ach, szkoda, że nie chcesz gadać... - westchnął - Sabine, podejdź no. Za dużo czasu spędzasz w ich towarzystwie. Zaniedbujesz swoje obowiązki, wiesz?
- Kasai, odpuść. Błagam cię - poprosiła z żalem w oczach.
- Co, znowu zachciało ci się do nich przyczepiać? - usłyszeliśmy inny głos.
Kiedy odwróciliśmy się, poszukując jego właściciela, ujrzeliśmy Kage. No, panie Spóźnialski, teraz bądź tak miły i nas stąd zabierz. Kasai wykrzywił usta w drwiącym uśmieszku.
- No, no, robi się coraz ciekawiej - stwierdził - Umówiliście się tutaj wszyscy? Jakieś rytuały odprawiacie?
- Może. Ty nie byłeś zaproszony - odparłam, krzyżując ręce na piersiach.
Ułamek sekundy później rozległ się trzepot skrzydeł i nadleciała Akumu.
- Och, co ja widzę? - zaświergotała jadowicie - Chłopiec od cieni chciałby mieć kolejną szramę? Tym razem na drugim policzku, czy poprawić tę, którą już masz?
Wylądowała naprzeciwko niego, uśmiechając się pewnie i z pogardą. Nagle Kage dosłownie rozpłynął się w powietrzu. Wszyscy patrzyliśmy na miejsce, gdzie stał jeszcze przed chwilą, strasznie zmieszani. W oczach Kasai'a zapłonął gniew.
- Akumu, schwytaj tę dziewczynę! - zagrzmiał, wskazując na mnie.
Wtedy kilka rzeczy wydarzyło się jednocześnie. Pół-smoczyca rzuciła się na naszą trójkę. Sabine osłoniła mnie swoimi skrzydłami, a Arisawa swoim ciałem usiłował ochronić nas dwie. Poczułam już znajome mrowienie na całym ciele i w sekundzie wszyscy troje zmieniliśmy się w cień.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz