piątek, 18 czerwca 2021

Rozdział III

 Wokół czułam chłodną wodę i ścisnęłam mocniej dłoń Mizu. Oczy miałam zaciśnięte, podobnie jak usta. Poczułam szarpnięcie ze strony mojego towarzysza, gdy ciągnął mnie w dół. Chciał ze mną opaść na dno? Wstrzymywałam oddech, ale powoli zaczynałam się dusić. W końcu otworzyłam szeroko oczy i wypuściłam powietrze z ust.

- M-Mi-zu! - zawołałam. Mój głos dziwnie brzmiał pod wodą.

- Och, prawie bym zapomniał... - odparł beztrosko i dotknął mojej szyi po obu stronach.

Poczułam łaskotanie, a później mogłam już swobodnie oddychać. Dotknęłam miejsc, na których wcześniej znalazły się jego palce i wyczułam podłużne otwory w szyi.

- Proszę bardzo, skrzela gratis - zaśmiał się i nagle puścił moją rękę.

Zaczęłam przebierać nogami i w panice wskoczyłam mu na plecy.

- Ja nie umiem pływać! - wydarłam się.

- Phi, to się nauczysz... - wzruszył ramionami - Coś taka agresywna?

- No nie wiem, może dlatego, że prawie mnie utopiłeś?! - prychnęłam, a mój głos brzmiał już normalnie.

- Spokojnie, to raczej niemożliwe. Jako powierniczka mojej mocy, nigdy się nie utopisz.

- Jak to? Nawet, jeśli nie potrafię pływać?

- Właśnie szczególnie dlatego - uśmiechnął się - Pomyśl, to by było chyba nieco groteskowe, gdyby powiernik mocy pana wody zmarł przez utonięcie. Stąd też przy nadawaniu ci tego tytułu pobłogosławiłem cię w ten sposób, że po prostu nie możesz utonąć.

- To... bardzo przydatne dla kogoś, kto nie umie pływać.

- Ha, widzisz! - Mizu klasnął w dłonie, przez co bąble powietrza uniosły się w wodzie - Już zaczynasz dostrzegać korzyści płynące z tego tytułu!

- Przyznam, to błogosławieństwo jest korzyścią - zgodziłam się, wciąż siedząc mu na plecach - A jak ty to robisz, że wcale się nie ruszasz, a się unosisz?

- Wykorzystuję wodę dookoła - odpowiedział - Wiem, że ty tego nie potrafisz, ale chyba po to masz ręce i nogi... Jak będziesz nimi odpowiednio ruszać, nie opadniesz.

- Mówię ci, że nie umiem... - westchnęłam.

- Mogę odpalić ci płetwy - rzucił.

Byłam nieprzekonana, jednak Mizu dotknął moich dłoni, a następnie stóp. Pomiędzy palcami wyrosły mi płetwy, co było dosyć dziwnym uczuciem, szczególnie, jeśli chodzi o stopy tkwiące w butach. Zdjęłam więc obuwie i skarpetki, by obejrzeć płetwy.

- Aaa, to łaskocze! - zaśmiałam się mimo woli.

- Nie wiedziałem, że masz łaskotki - uśmiechnął się Mizu - Zapamiętam to.

- Żeby mnie później dręczyć? - spytałam ze zgrozą.

- Chociażby - przyznał, a potem się roześmiał - No dalej, nie skrzywdzę cię. Nie patrz tak na mnie...

- To chyba naturalne, że mam wątpliwości? To wszystko wydarzyło się tak nagle...

- No tak, masz rację. Wybacz, bywam spontaniczny - speszył się.

- Naprawdę? Nie zauważyłam.

- A ty za to sarkastyczna - wywrócił oczami - Dobrze, a teraz puść się mnie i spróbuj płynąć sama.

Niepewnie rozluźniłam uścisk i puściłam Mizu. Zataczałam koła rękami i nogami, jakoś mi szło.

- Jak pijana ryba po melanżu... - zachichotał Mizu.

- Ej! - zawołałam - Dopiero się uczę, tak?

- Dobra, dobra - machnął ręką - Żartowałem, no już. A teraz płyń za mną.

Ruszyliśmy przed siebie, stopniowo przybliżając się do dna jeziora. Nie miałam pojęcia, że było takie głębokie. Po drodze mijaliśmy ryby, które zdawały się kłaniać przed Mizu. No tak, pan wody... Oprócz ryb widziałam także trytony i syreny, które wcześniej wynurzyły się, by złożyć przysięgę. Mizu oznajmił im, że oficjalnie stałam się powierniczką jego mocy i wyraził nadzieję, że będę tutaj godnie traktowana. Po minach niektórych syren szczerze w to wątpiłam.

Pływanie szło mi lepiej, gdy miałam płetwy, jednak trudno było mi nadążyć za Mizu. Co chwila spoglądałam na dół. Widziałam pod nami syreny i ryby, które albo ze sobą rozmawiały, albo bawiły się razem. To było takie dziwne, być tu z nim, z nieziemską kreaturą kontrolującą wodę. Miałam wrażenie, że to wszystko było jakimś pokręconym snem.

Bałam się Mizu, jednak było w nim coś zachęcającego. Jakbym czuła, że właśnie powinnam go słuchać. Kontrolował moje myśli? Nie wiedziałam tego, nigdy wcześniej przecież nie uczestniczyłam w takich wydarzeniach. Postanowiłam na razie go słuchać, ale jeśli zrobi się nieprzyjemnie, jakoś mu ucieknę. Miałam taką nadzieję.

Kiedy tak płynęliśmy, nie mogłam się powstrzymać, by nie szukać wzrokiem śladów Daisuke. Wróciło to nieprzyjemne, nieswoje uczucie. Myśl o odnalezieniu tu ciała brata napawała mnie zgrozą. Bardzo nie chciałam myśleć o tym, co najprawdopodobniej się z nim stało przez ten rok, ale te myśli dosłownie pchały się do mojej głowy. Ogólnie podwodne widoki mi się podobały, jednak wciąż myślałam o Daisuke. Czy ja naprawdę nie śniłam? Co ja bym dała, żeby się okazało, że ten ostatni rok to tylko sen...

Trochę dalej dostrzegłam dużą skałę, a Mizu prowadził mnie właśnie w tym kierunku. W końcu, gdy nasze stopy spoczęły na dnie, zatrzymał się i dotknął tej skały.

- To tutaj - uśmiechnął się.

Obeszliśmy głaz. Za nim znajdowało się coś w stylu posłania przyrządzonego z jakiegoś zielska.

- Tu śpię, tak na otwartej przestrzeni - powiedział Mizu - Właściwie to nie potrzebuję snu, jednak czasem warto zregenerować siły. Uwielbiam patrzeć na to wszystko przed zaśnięciem.

- Nie dziwię ci się - odparłam, również zachwycona widokiem podwodnego życia - Więc cały twój dom składa się tylko z jednego mebla?

Zaśmiał się.

- Domem są mi wszystkie zbiorniki wodne. Nie potrzebuję żadnych mebli - wyjaśnił - Obrałem sobie to jezioro, więc cała jego powierzchnia to przestrzeń mojego domu.

- Rozumiem - kiwnęłam głową.

Mimo że przypuszczałam, że byłam teraz obserwowana przez wszystkich mieszkańców tego jeziora, spoczęło na mnie bardzo niemiłe uczucie, jak gdyby ten, kto mi się przyglądał, stał tuż obok, a ja go nie wiedziałam.

Mizu widocznie nie czuł tego samego, bo beztrosko usiadł na swoim łóżku.

- Chcesz zobaczyć, jakie jest wygodne? - zaproponował.

- Eee... Nie, dzięki - odmówiłam, czując się jeszcze dziwniej.

Mizu wzruszył ramionami.

Spędziliśmy kilka chwil w ciszy, gdy nagle dobiegł nas dźwięk jakby stłumionej rozmowy.

- No już, wiem, że tam jesteście - westchnął Mizu.

Zza skały wyłoniły się niestety znane mi trzy syrenie siostry.

- P-panie Mizu... - speszyła się Sakana.

- Przypłynęłyście, by lepiej poznać Izumi, prawda? I przeprosić za tamten incydent? - spytał dobitnie Mizu, przyglądając się intensywnie trzem syrenom.

Nienawiść, jaką widziałam w ich oczach, mogłaby zabijać, a pewnie chętnie zrobiłyby to, gdyby Mizu nie zmusił ich do przysięgi na ogony.

- Tak, przepraszamy... - rzuciła Ro od niechcenia.

- Super - mruknęłam, wywracając oczami.

- Dlaczego musisz być taka arogancka? - prychnęła Kiri - Panie Mizu, sam pan chyba widzi, że ona zupełnie nie nadaje się na powierniczkę jakiejkolwiek mocy.

- Właśnie - przyznała jej rację Sakana - Zresztą taka rola dla człowieka jest chyba niebezpieczna?

- Dla niej, czy bardziej dla was? - domyślił się Mizu, unosząc znacząco prawą brew do góry.

- O-oczywiście, że d-dla niej... - wydukała Ro.

- Mhm, rozumiem... - odparł, a ja ukryłam chichot. Należało im się.

- Czuję się dobrze - powiedziałam, trochę zmuszając się na uśmiech, trochę rzeczywiście czując się lepiej - Więc myślę, że nic mi się nie stanie. Poza tym, i tak niedługo wracam do siebie.

- Nie zostaniesz jeszcze? - spytał Mizu z nutką żalu w głosie.

- Tylko troszkę, mam naukę na jutro - wyjaśniłam, chociaż to nie było jedynym powodem.

- Szkoda - rzucił - Ale zanim pójdziesz, zaśpiewasz mi coś, nie?

- J-ja? - zdziwiłam się.

- Nie, ja - prychnął.

- Mogę ja... - wtrąciła Ro.

- Albo ja! - dodała Sakana.

- Nie - zaprzeczył Mizu - Chcę posłuchać Izumi.

Spojrzał na mnie wzrokiem, któremu nie potrafiłam odmówić, bo miałam zbyt miękkie serce. Albo dalej się bałam.

- N-no dobrze... - zgodziłam się - Ale co mam zaśpiewać?

- Cokolwiek - wzruszył ramionami - Tylko daj mi posłuchać twojego głosu.

Przełknęłam ślinę. Otworzyłam usta i zaczęłam śpiewać pierwszą piosenkę, jaka przyszła mi na myśl. Zamknęłam oczy, tak łatwiej mi się śpiewało. Otworzyłam je ponownie dopiero, gdy skończyłam. Zauważyłam, że Mizu wpatrywał się we mnie jak w obrazek. Z jednej strony mi to schlebiało, z drugiej wciąż było dziwne. Syrenich sióstr już tutaj nie było, na co poczułam ulgę.

- Śliczne... - westchnął - Matusiu, jak ty cudownie śpiewasz...

Poczułam się nieco zakłopotana, jak to zwykle na komplementy. Mizu wstał z łóżka i podszedł do mnie.

- Tylko co to takie smutne? - spytał.

- Nie wiem... - wzruszyłam ramionami - Chyba dlatego, że głównie słucham właśnie takich piosenek.

- Smutas - rzucił i nachylił się nieco, by dźgnąć mnie palcem w lewy bok.

- Aa! - wzdrygnęłam się - Łaskoczesz!

- O to mi chodzi - uśmiechnął się i powtórzył czynność.

Roześmiałam się od łaskotania.

- No, masz być wesoła! - oznajmił - Ale poważnie. Twój śpiew bardzo mi się podobał. Podziałałaś na mnie swoim głosem tak bardzo, że aż żal mi serce ścisnął. Wybrałaś naprawdę smutną piosenkę.

- Następnym razem zaśpiewam weselszą - obiecałam.

- Ojej, będzie następny raz? - ucieszył się.

- Zobaczymy - odparłam.

Spędziłam pod wodą może jeszcze jakieś dziesięć minut, a potem Mizu odprowadził mnie na ląd. Ucieszyłam się, gdy zobaczyłam, że moje rzeczy nadal tam były. To był akurat plus tego, że nikt za bardzo nie odwiedzał tego miejsca. Mizu pozbawił mnie skrzeli i płetw. Podniosłam torbę i reklamówkę z ziemi i pożegnałam się z nim.

Dotarłam do domu w jakiś kwadrans. Zjadłam co-nieco i zaparzyłam sobie herbaty w nowym czajniku. Nie smakowała farbą i plastikiem, zwycięstwo! Potem przyszła Yuki i zaczęła mruczeć, więc wzięłam ją na kolana. Wyjęłam książki od chemii i zaczęłam powtarzać na jutrzejszą kartkówkę. Musiałam skoncentrować się na tym, co czytałam, bo myśli wciąż zaprzątała mi wizyta u Mizu. Zresztą, jak miałam o tym zapomnieć?

Mijały następne dni, podczas których codziennie przynosiłam Mizu ofiary. Dowiedziałam się, że jedzenie bądź jego resztki w zupełności wystarczały. Nawet dosyć szybko przyzwyczaiłam się do wizyt nad jeziorem w drodze ze szkoły do domu.

W sobotę kończyłam zajęcia wcześniej, a więc wcześniej dotarłam też nad jezioro. Mizu był lekko zdziwiony, ale raczej pozytywnie. Upewnił się, że miałam wolne popołudnie i zaproponował, że mnie odwiedzi. Początkowo czułam niechęć, ale jednak zgodziłam się. Kiedy ogarniałam nieco dom, nawet pozytywnie myślałam o tej wizycie, najwyraźniej zdając sobie sprawę, że chyba samotność nie była jednak najlepszym rozwiązaniem.

Pobiegłam na górę do mojego pokoju, żeby się przebrać. Założyłam koszulkę we wzór z pomarańczami oraz dżinsowe spodnie trzy-czwarte, a następnie rozczesałam włosy. Zdałam sobie sprawę, jak dawno już nie miałam gościa.

Nagle usłyszałam dźwięk domofonu. Na szczęście rozbrzmiał tylko raz, a gdyby moje uszy potrafiły westchnąć z ulgą, z pewnością by to teraz zrobiły. Zeszłam na dół i tylko jeszcze zerknęłam szybko przez okno, aby upewnić się, że to Mizu, po czym poszłam otworzyć.

Stanął w moim progu jak stary, dobry przyjaciel. Był ubrany w ciemne dżinsy, rozpinaną bluzę z kapturem oraz granatową koszulkę z napisem, który mnie rozbawił. Nadruk głosił: Jeśli lubisz wodę, to lubisz już 70% mnie.

- Co, spodobał się napis? - zaśmiał się Mizu - W moim przypadku powinno to być 100%, ale w sklepie nie było takiej koszulki.

- Już tak nie marudź - odrzekłam rozbawiona i wpuściłam go do domu.

Usiedliśmy w salonie na kanapie, a Yuki bacznie obserwowała Mizu, jakby obawiając się, że znowu zostanie spryskana wodą.

- Miło z twojej strony, że tym razem zadzwoniłeś dzwonkiem tylko raz - odparłam, patrząc w jego stronę.

Na twarzy Mizu pojawiło się lekkie zażenowanie i zaśmiał się nerwowo.

- Wybacz tamto... - odparł - Wydawało mi się, że dzwonił zbyt cicho.

- Bo było słychać głównie w środku - westchnęłam.

- Teraz już wiem... Mam nadzieję, że mi wybaczysz, nie znam się za bardzo na waszych sprzętach. Wiem za to jak działa mikrofon i tak pomyślałem, że moglibyśmy wybrać się na karaoke - zaproponował ochoczo - Widziałem, że jedna kafejka w centrum organizuje taki wieczorek i chętnie wybrałbym się tam z tobą.

- To zależy, czy mam śpiewać, czy tylko słuchać - oznajmiłam z nietęgą miną.

- Oczywiście, że śpiewać! - zawołał Mizu - Jestem pewien, że nawet mnie pobijesz i wygrasz konkurs.

- To w dodatku jest jakiś konkurs? - zmarszczyłam czoło - A ty też będziesz brał udział?

- Bardziej chodziło mi o to, że kiedyś uczestniczyłem w takim konkursie i zająłem pierwsze miejsce - pochwalił się.

- Och, czyli śpiewasz? Dobrze, ja chętnie posłucham. Tylko posłucham.

- Nie chcesz śpiewać?

- Nie... Przepraszam, ja nie śpiewam publicznie. Kiedyś nagrywałam piosenki z Daisuke, ale odbywało się to u nas w domu, bez publiczności...

- No to teraz się zawiodłem - stwierdził Mizu i pokazał mi język - To mała kafejka, będzie tam niewiele osób.

- To nic nie zmienia...

- Dobrze, w takim razie nie musisz śpiewać, jeśli nie chcesz. Ja zaśpiewam na pewno, bo to po prostu lubię. Pójdziesz ze mną?

Zastanawiałam się jeszcze przez chwilę, jednak ciekawość wygrała, bo sama chciałam posłuchać śpiewu Mizu. Zabrałam z domu dżinsową kurtkę z naszywkami i założyłam trampki, po czym udaliśmy się w miasto.

Do centrum pojechaliśmy autobusem, w którym udało się nam wspólnie usiąść. Mizu naciągnął na głowę kaptur od bluzy.

- Życie jest łatwiejsze, odkąd wymyśliliście farby do włosów - stwierdził - Mimo to wolę unikać pytań o ich kolor.

Zmarszczyłam lekko czoło, próbując odpowiedzieć sobie na pytanie, jak długo właściwie farby do włosów istniały i były stosowane.

- To ile ty właściwie masz lat?... - zapytałam bardzo cicho, prawie konspiracyjnym tonem.

- Tyle co świat i mówię serio - odrzekł Mizu, uśmiechając się lekko - Wiem, szok, bo nie wyglądam.

- Wkręcasz mnie.

- Otóż nie tym razem. Mówię prawdę, istnieję tak długo, jak istnieje woda.

Muszę przyznać, że mnie zaskoczył. Spodziewałam się, że jako nadnaturalna istota żył dłużej niż ludzie, jednak nie przypuszczałam, że aż tak długo...

Wysiedliśmy na przystanku w centrum miasta i przeszliśmy dalszą część drogi. W końcu stanęliśmy pod kamienicą, w której mieścił się lokal kawiarni HOME. Nigdy tu nie byłam.

W środku rzeczywiście było kameralnie i całkiem przyjemnie. Na ścianach znajdowało się mnóstwo fotografii i plakatów. Stoły i krzesła były każde z innej parafii, a przy jednym stoliku do kawy stały tylko pufy. W głębi kafejki, tuż przy ladzie, znajdował się niewielki podest, który dzisiaj pewnie służył jako scena. W chwili, kiedy weszliśmy do środka, sprawdzano nagłośnienie, a więc wieczór karaoke jeszcze się nie rozpoczął.

Zajęliśmy dwuosobowy stolik i zamówiliśmy po koktajlu truskawkowym. Wkrótce przyćmiono nieco oświetlenie i zapalono kolorowe światełka. Na scenie pojawił się mężczyzna, który przedstawił się jako właściciel lokalu.

- Witam serdecznie na naszym wieczorku karaoke - ogłosił - Wziąć udział może oczywiście każdy, a nasze jury wybierze zwycięzcę tej małej rywalizacji. Pamiętajcie, żeby przede wszystkim dobrze się bawić! Tematem przewodnim dzisiejszego wieczoru są oczy, dlatego piosenki, które wybierzecie lub wylosujecie, będą miały coś wspólnego z oczami. Serdecznie zapraszam do zabawy!

Pierwszy uczestnik się zgłosił, a my dostaliśmy nasze koktajle. Na scenę wszedł młody mężczyzna i wylosował piosenkę Caluma Scotta Sore Eyes. Zaczął śpiewać i nawet nieźle mu szło, a ja delikatnie kiwałam się w rytm muzyki, popijając koktajl.

- Może jednak wystartujesz? - spytał Mizu, przyglądając mi się.

- Nie ma takiej opcji, jestem świetnym słuchaczem.

Po kilku innych uczestnikach, z których część była naprawdę dobra, wreszcie zgłosił się Mizu. Wybrał sobie piosenkę sam, mianowicie była to Behind Blue Eyes w wersji Limp Bizkit. Z głośników poleciały pierwsze dźwięki podkładu, a Mizu uśmiechnął się do mnie i wkrótce zaczął śpiewać:

Nikt nie wie, jak to jest

Być tym złym

Być tym smutnym

Za oczu błękitem

Jego głos był przyjemny dla ucha, śpiewał czysto i rytmicznie.

I nikt nie wie, jak to jest

Gdy nienawidzą

Gdy los przewidzą

Gdy wciąż kłamiesz

Nabrał powietrza w płuca i wszedł na refren nieco głośniej:

Lecz me sny, one nie są puste

Tak jak sumienie pozornie mam

Tyle czasu, zawsze w samotności

Ma miłość jest zemstą

Jest zniewolona

Przyglądałam mu się z zaciekawieniem. Na refrenie zamknął oczy, a na jego twarzy malowały się uczucia, które wkładał w wykonanie piosenki.

Nikt nie wie, jak to jest

Doznawać uczuć

Tych, których ja

Wina jest twoja

Nikt tak nie dusi w sobie

Swego gniewu

Trosk i pragnienia

Nie ujawnię też

Cichutko pośpiewywałam sobie pod nosem wraz z nim refren: Lecz me sny, one nie są puste... Potem zaczęła się część instrumentalna, podczas której Mizu wciąż miał zamknięte oczy i poruszał się lekko do rytmu, a ludzie zaczęli do niego klaskać. Przyłączyłam się.

Nikt nie wie, jak to jest

Być pokonanym

Poniewieranym

Za oczu błękitem

I nikt nie wie, jak powiedzieć:

Przepraszam

Już się nie martw

Nie okłamię cię

- Lecz me sny, one nie są puste - śpiewali już wszyscy wraz z Mizu.

Gdy refren się skończył, pozostało jeszcze do wyśpiewania:

Nikt nie wie, jak to jest

Być tym złym

Być tym smutnym

Za oczu błękitem

Piosenka dobiegła końca, a Mizu dopiero wtedy otworzył oczy i zebrał gromkie brawa. Przez cały utwór zachowywał dosyć poważną minę, lecz teraz rozluźnił się i wyszczerzył zęby w uśmiechu, a następnie zszedł ze sceny i wrócił na miejsce obok mnie.

- No, gratuluję - oznajmiłam, uśmiechając się życzliwie - Byłeś świetny, podobała mi się twoja dynamika.

- Dzięki - odparł, oddychając głęboko - Czuję się dosyć związany z tą piosenką, więc było mi łatwiej.

Nie zdążyłam nic więcej powiedzieć, bo właściciel kafejki zagrzmiał ochoczo przez mikrofon:

- To teraz zapraszamy koleżankę!

Nagle reflektor znalazł się na mnie, a ja z oszołomieniem byłam teraz w centrum uwagi, co wcale mi się nie podobało.

- J-ja? Co? Nie zgłaszałam się... - wydukałam.

- Ale ja cię zgłaszam, młoda damo - oznajmił właściciel z uśmiechem na ustach - Posłyszałem, jak śpiewałaś i już witam cię na scenie!

Spojrzałam spanikowana na Mizu, mając nadzieję, że nie będę musiała tam iść.

- Och, koleżanka jest nieśmiała! - stwierdził właściciel - Musimy chyba zachęcić ją brawami!

Wtem wszyscy zaczęli klaskać, a właściciel dorzucił jeszcze, że postawi mnie i Mizu dwa dodatkowe koktajle, jak się zgodzę. Uległam presji i z uczuciem ociężałości wstałam z krzesła. Gdy szłam ku scenie, nogi trzęsły mi się jak galareta. Zimnymi, lecz spoconymi dłońmi ujęłam mikrofon, trwając w szoku.

Wylosowałam piosenkę Billie Eilish Ocean Eyes, którą na szczęście znałam, więc kiwnęłam tylko głową i ze zgrozą usłyszałam, jak rozpoczął się wstęp. Spojrzałam szybko na ekran pokazujący słowa. Teraz.

Obserwowałam cię jakiś czas

Toń oceanu w swoich oczach masz

Płoną miasta, a w powietrzu żar

Te eksplozje w swoich oczach masz

W swych oczach masz

Weszłam trochę nieczysto, bo głos mi zadrżał, jednak potem udało mi się go w miarę okiełznać. Patrzyłam na Mizu, a było mi łatwiej, bo właśnie jego oczy kojarzyły mi się z oceanem. Nabrałam powietrza w płuca i skupiłam się, aby czysto wejść na wysoki refren:

Nie fair

Ty doprowadzasz mnie do łez,

Gdy patrzysz na mnie swym oceanem

Boję się,

Że wkrótce sama zatonę,

Spoglądając w oceanu oczy twe

W nich ocean jest

Starałam się nie patrzeć na reakcję publiczności, której niestety przybyło od początku wieczorku. Zamknęłam oczy i wyśpiewałam drugą zwrotkę:

Przemierzałam ten ślepy świat

Diamentowy umysł w sobie masz

Uważna istota zdobyła czas

Została sama, tonąc w diamentach

I w oczu oceanach

Z zamkniętymi oczami rozluźniłam się i ponownie weszłam na refren, teraz nieco mocniej. Potem rozbrzmiała część instrumentalna, podczas której otworzyłam oczy, żeby spojrzeć w ekran i nie przegapić ponownego wejścia na refren. Gdy wiedziałam już, w którym momencie to nastąpi, ponownie zacisnęłam powieki i zaśpiewałam delikatnie ostatni refren:

Nie fair

Ty doprowadzasz mnie do łez,

Gdy patrzysz na mnie swym oceanem

Boję się,

Że wkrótce sama zatonę,

Spoglądając w oceanu oczy twe

W nich ocean jest

Chwila ciszy, podczas której wybrzmiewało jeszcze echo mojego głosu, a potem usłyszałam brawa. Otworzyłam oczy i zobaczyłam, że niektórzy podarowali mi nawet owacje na stojąco, a wśród tej grupy był również zadowolony Mizu. Uśmiechnęłam się szeroko i zeszłam ze sceny.

- Jestem z ciebie dumny - oznajmił, dotykając mojego ramienia.

- Dziękuję - uśmiechnęłam się.

- Chyba nie było tak strasznie, co?

- Na początku trochę zjadała mnie trema...

- Nie przejmuj się. Masz piękny, delikatny głos i wszyscy wpatrywali się w ciebie jak w obrazek. Wygraną masz w kieszeni.

Byłam z siebie zadowolona, chociaż nie chodziło mi o nagrodę, a o fakt, że nieco się otworzyłam i sprostałam temu wyzwaniu. Naprawdę lubiłam śpiewać, ale nigdy nie miałam do tego śmiałości.

Kilkoro kolejnych uczestników było naprawdę dobrych. Niewielu z nich fałszowało, ale wszystkich słuchało się z przyjemnością. Niektórzy nawet mimo niewielkiego metrażu ruszyli do tańca. Trafiło się również paru innych śpiewaków, których za namową właściciela kafejki trzeba było wywoływać na scenę.

W końcu konkurs dobiegł końca, a jury ogłosiło, że udaje się na obrady i postara się jak najszybciej ogłosić wyniki, choć może to nie być łatwe. Na szczęście nie czekaliśmy bardzo długo, aż właściciel lokalu pojawił się ponownie na scenie.

- Jak mówi nasze jury, wybór nie był łatwy - oznajmił, a wszyscy goście ucichli - Muszę przyznać, że w tym roku poziom był naprawdę wysoki i cieszę się, że co roku go podnosicie, drodzy uczestnicy, bo co roku jesteście coraz lepsi. Mam nadzieję, że wyniki tegorocznego konkursu również się do tego przyczynią. Niezależnie od tego, czy wygracie, czy przegracie, szlifujcie swoje talenty, bo jesteście naprawdę wspaniali - uśmiechnął się życzliwie - A teraz oddaję głos przewodniczącej jury.

Na scenie pojawiła się smukła, krótkowłosa kobieta.

- Owszem, wybór trójki najlepszych uczestników nie należał do łatwych - przyznała - Jednak nie przedłużając: trzecie miejsce w corocznym konkursie karaoke otrzymuje - zawiesiła nieco głos dla zbudowania napięcia - Etsuko Yamauchi za jej fenomenalne wykonanie Eyes On Fire!

Rozległy się głośne brawa i wiwaty, a na scenę wyszła młoda kobieta i odebrała nagrodę z zadowoleniem.

- Jeśli chodzi o pozostałe miejsca, tu pojawił się mały dylemat - ciągnęła przewodnicząca jury - Nie jesteśmy w tej kwestii zgodni, dlatego potrzebujemy dogrywki. Zapraszamy na scenę... Mizu i Izumi Tsuki!

Głos uwiązł mi w gardle, a nogi ponownie zwiotczały tak, że omal się nie przewróciłam, a więc Mizu musiał pomóc mi przedostać się na scenę.

- Zaśpiewacie duet, a nasza publiczność wybierze zwycięzcę - oznajmiła przewodnicząca.

- A-ale... Mizu należy się pierwsze miejsce, ja mogę się już wycofać - wydukałam.

- Ale wtedy nasz wieczorek szybciej się skończy - zauważyła kobieta i wręczyła mi mikrofon, a Mizu dostał drugi.

Westchnęłam, a on uśmiechnął się do mnie zachęcająco.

- Wszystko będzie dobrze - oznajmił na boku - Ja zacznę, a ty dołączysz się, kiedy będziesz chciała.

„Czyli nigdy" - odpowiedziałam w myślach.

Padło na piosenkę SYML Clean Eyes, a my oboje się zgodziliśmy. Z głośników popłynęła muzyka, a Mizu zaczął ruszać się do jej rytmu, by mnie trochę ośmielić, po czym wszedł na zwrotkę:

Siedzę w pokoju, gdzie tylko stłuczone szkło

Krew na tym szkle, kawałków tych już nie złożę

Małe, białe światło zgasło w czerni morza

Ten pełny szkła pokój to właśnie jest moja głowa

Teraz, tak jak w oryginale piosenki, muzyka ucichła, żeby Mizu mógł wyśpiewać ten wers a capella:

Mnie nie zmienisz, lecz proszę, ratuj!

Zdecydowałam się szybciej niż zamierzałam i weszłam z nim na refren:

Czyste oczy

Łamią mi serce w najlepszy sposób

Poddaję się, oczy te

Czyste oczy

Łamią mi serce, ratują mnie

Czemu? Nie wiem, oczy te

Uśmiechnęliśmy się do siebie, a ja zaczęłam nawet lekko podskakiwać w żywy rytm podkładu. Śpiewaliśmy dalej razem:

Ze mnie jest cynik, mówiłem, nie wierzę, w co boję się

Nie wiem, lecz chyba to jakaś inna bestia jest

Sprawdzam, czy drzwi zamknięte jeszcze raz

Nie opiszę tego, wiary nie chcę dać

Ze mnie jest cynik, mówiłem, nie wierzę ci

Proszę, ratuj!

Potem coś we mnie wstąpiło i weszłam na kolejny refren drugim głosem, który kiedyś ułożyłam do tej piosenki. Mizu zaskoczył się pozytywnie, a publiczność zawtórowała mi brawami i przyłączyła się do śpiewu. Po refrenie przyszedł czas na bridge:

Ooo, do domu weź, gdy zagubię się

Ooo, niż ja sam lepiej kochaj mnie

Ooo, do domu weź, gdy zagubię się

Nie poznawałam sama siebie, gdy tak skakałam po scenie, śpiewając i wymachując rękami, ale muszę przyznać, że z Mizu śpiewało mi się świetnie.

Czyste oczy

Łamią mi serce w najlepszy sposób

Poddaję się, oczy te

Czyste oczy

Łamią mi serce, ratują mnie

Czemu? Nie wiem, oczy te

Po dwóch refrenach piosenka się skończyła, a rozległy się brawa. Mizu złapał mnie za rękę i ukłoniliśmy się wspólnie, po czym na scenę weszła przewodnicząca jury.

- To było coś niesamowitego! - zawołała - Chociaż mam własną preferencję, niech zadecyduje publiczność. Proszę bardzo, kto sądzi, że pierwsze miejsce należy się Mizu, podnosi rękę!

Właściciel i inni członkowie jury szybko policzyli głosy i zapisali wynik na kartce.

- A teraz, kto głosuje na Izumi Tsuki?

Liczenie głosów odbyło się ponownie, a następnie właściciel podszedł zadowolony do przewodniczącej i pokazał jej podsumowanie.

- Dobrze, więc mam przyjemność ogłosić, że pierwsze miejsce zajmuje Izumi Tsuki! Brawa!

Wciąż zdumiona, ale nie będę zaprzeczać - zadowolona, odebrałam nagrodę. Jakiś czas potem, gdy wracaliśmy do domu, Mizu znów stwierdził, że był ze mnie dumny i że powinnam częściej się tak ośmielać.

Gdy odprowadzał mnie do domu, czułam się dziwnie, tak jakbyśmy znali się od paru lat, a on wcale nie był nadnaturalną istotą. Odkryłam, że polubiłam towarzystwo Mizu, jednak musiałam się pilnować i nie ufać mu zupełnie. Myliłam się, jednak samotność nie była mi teraz potrzebna. A że nie miałam zbyt wielu znajomych, a rodzice ciągle zaszywali się w pracy, to cóż... Spędzałam czas z Mizu.

 

~*~

 

Następnego dnia obudziłam się ze słodką świadomością tego, że nie musiałam iść do szkoły. Korzystając, wstałam po dziesiątej i zjadłam śniadanie, oglądając telewizję. Ciągle w piżamie, położyłam się na kanapie z kubkiem gorącej czekolady w dłoni i włączyłam laptopa. Obejrzałam kilka odcinków serialu w Internecie, po czym stwierdziłam, że trzeba już się ubrać i wziąć za sprzątanie.

Gdy znalazłam się naprzeciwko drzwi mojego pokoju, nacisnęłam klamkę i weszłam do środka. Jakież zdziwienie ogarnęło mnie, gdy dostrzegłam siedzącą na parapecie kobietę o różowych włosach i białej skórze.

- Miło cię poznać, Izumi - uśmiechnęła się promiennie, poprawiając śnieżnobiałą sukienkę z piór.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz