piątek, 18 czerwca 2021

Rozdział II

 Pogoda była dzisiaj cudna, więc warto było przejść się nad jezioro przynajmniej z tego powodu. W drodze czułam ciepłe promienie słoneczne na twarzy. Denerwowałam się na myśl o ponownym spotkaniu z Mizu, a powodów było kilka. Po pierwsze, bałam się tego nadnaturalnego charakteru sytuacji, co chyba było dosyć zrozumiałe. Wiem, że niektórych jarałoby odkrycie obecności niesamowitych mocy i mitycznych istot, jednak mnie przyprawiało to o niezły zawrót głowy. Po drugie, wczoraj nad jeziorem czułam się bardzo nieswojo, bo w końcu było to miejsce śmierci Daisuke. Czułam, że kiedy ujrzę je ponownie, rozkleję się całkowicie, ale zdecydowanie wolałam płakać do poduszki w swoim pokoju w środku nocy niż w miejscu publicznym. Nie było ono co prawda często odwiedzane, jednak skoro najwyraźniej zamieszkiwały je niezwykłe kreatury, nie było też w pełni odosobnionym miejscem. Po trzecie, zwyczajnie stresowałam się przed spotkaniem ledwo znanej mi osoby, co z kolei było klasycznym przejawem introwersji. Nawet, gdyby Mizu był najzwyklejszym chłopakiem, sytuacja miałaby się pod tym względem podobnie. Nie chciałam go też czymś przypadkiem urazić, bo kto wie, jak mógłby wykorzystać swoje moce w akcie zemsty? Mówił, że władał wodą, a więc w grę wchodziły między innymi utopienie, zdemolowanie systemu kanalizacyjnego w domu, powódź... Ech, może lepiej nie będę szła w tę stronę.

Gdy dotarłam nad jezioro, położyłam na ziemi torbę z książkami i reklamówkę z zakupami, a następnie przykucnęłam przy brzegu. Nachyliłam się nad taflą wody, gdy niezręczne i nieprzyjemne uczucie z wczoraj powróciło zgodnie z moimi spekulacjami. Westchnęłam, czując się naprawdę głupio i przez chwilę pozostawałam w bezruchu, jak gdybym musiała bardzo dokładnie się zastanowić, czy chciałam to robić. Ostatecznie doszłam do wniosku, że chyba jednak nie miałam innego sensownego wyjścia, a i w końcu już pofatygowałam się specjalnie nad to jezioro. Dawszy więc za wygraną, wyjęłam z torby bułkę z rodzynkami i oderwałam kawałek, po czym wrzuciłam go do jeziora.

Nic.

- Mizu? - zawołałam - Jesteś tam? Przyniosłam... Przyniosłam ci ofiarę...

Dalej cisza. Zaczęłam podejrzewać, że ten koleś mógł sobie ze mnie po prostu zrobić jaja... Już miałam podnieść się z ziemi i wrócić do domu, gdy zauważyłam parę błękitnych oczu, wpatrujących się we mnie. Nagle z wody wynurzyła się kobieca postać. Miała niebiesko-zielone włosy i skórę w podobnych barwach.

- Kim jesteś i czego chcesz od pana Mizu? - spytała.

- J-ja... Nazywam się Izumi... - wydukałam.

Na szyi miała kilka podłużnych otworów, które poruszyły się teraz nerwowo, gdy w jej oczach zabłysnęła nutka gniewu.

- Och, przykro mi... Pan Mizu jest zajęty - rzuciła i zanurzyła się z powrotem.

- Czekaj! - krzyknęłam - Prosił mnie, żebym tu przyszła!... Halo?!

Nagle usłyszałam śmiech. Spojrzałam przed siebie i zauważyłam kolejną kobietę, podobną do tamtej. Była pulchna i miała krótkie, zielone włosy, a jej oczy, którymi wpatrywała się we mnie, były żółte.

- Przepraszam, m-możesz mi pomóc? - poprosiłam - Chciałabym zobaczyć się z Mizu...

- Och, no oczywiście, że ci nie pomogę - zachichotała - Spodziewasz się, że jakaś syrena zaprowadzi cię do pana Mizu?

S-syrena? Więc jednak ten cały wodny duch nie kłamał. To, co teraz poczułam, było dziwną mieszaniną ulgi i rozczarowania.

- A... Dlaczego nie? - spytałam.

- Phi, bo robisz nam konkurencję... Już i tak wszystkie się o niego kłócimy - westchnęła.

- Ale to nie tak! Nie przyszłam robić nikomu żadnej konkurencji, tylko złożyć Mizu ofiarę! - sprostowałam.

- Przecież już wrzuciłaś tę ohydną bułkę do wody - wzruszyła ramionami.

- Była niedobra?... - zasmuciłam się.

- Och, no po prostu idź sobie stąd... - westchnęła i zniknęła w jeziorze.

Zostałam sama.

- M-Mizu... Gdzie jesteś?... - zapytałam.

Po chwili z wody wynurzyła się kolejna syrena. Miała zielone oczy i długie, złote włosy z niebieskimi pasemkami.

- Przepraszam za moje siostry - odezwała się, uśmiechając się lekko - Były dla ciebie niemiłe, prawda?

Kiwnęłam nieśmiało głową.

- Ja tylko chciałabym zobaczyć się z Mizu - wyjaśniłam - Złożyłam mu ofiarę i mieliśmy się tu spotkać... Uwierz, najchętniej bym stąd poszła, jednak muszę się dowiedzieć, czy na pewno nie ma nic wspólnego ze śmiercią mojego brata, który się tutaj utopił.

- Oczywiście - odparła syrena, a w jej niby przyjaznym głosie zabrzmiała nutka kpiny albo mi się zdawało po tym chłodnym przyjęciu jej sióstr.

- Więc... wiesz, gdzie on jest?

- Och tak, zaprowadzę cię do niego, jeśli chcesz - oznajmiła ochoczo - Tak w ogóle nazywam się Kiri, a ty?

- Izumi.

- Doskonale - uśmiechnęła się - To jak, Izumi? Jesteś gotowa?

Przyglądałam się jej przez chwilę, analizując wszystkie za i przeciw. Byłam gotowa? Absolutnie nie, na całą tę sytuację. Cholerny Mizu... Sam kazał mi tu przyjść, a teraz go nie ma! Wahałam się, ale co innego miałam zrobić? Bałam się, że gdybym teraz się poddała i odeszła, mógłby się na mnie zemścić. Nie chciałam mieć go ponownie w swoim domu, a gdybym jeszcze do tego obiła przez niego kolejny czajnik...!

- Tak - westchnęłam - Zaprowadź mnie do niego.

Kiri uśmiechnęła się słodko, nie spuszczając ze mnie wzroku.

- Pan Mizu przyjdzie, gdy zaśpiewamy dla niego - oznajmiła - Ja zacznę, a ty się dołączysz, okay? Razem na pewno pójdzie nam szybciej!

Kiwnęłam głową, coraz bardziej zdenerwowana na Mizu, że nie wytłumaczył mi dokładnie, jak go wezwać.

Kiri otworzyła usta i zaczęła śpiewać pieśń w nieznanym mi języku, zapewne w języku syren. Jej głos był tak czysty i głęboki, że miałam ochotę tylko jej słuchać, jednak miałam dołączyć. Skupiłam się, by powtórzyć dziwne słowa do rytmu i odpowiedniej melodii. Udało mi się, jako że ten sam fragment był powtarzany wielokrotnie.

Nie przerywając pieśni, Kiri dała mi znać, bym kontynuowała, a sama weszła na drugi głos. Podobała mi się harmonia, jaką tworzyłyśmy i rozluźniłam się nieco. Pieśń była naprawdę ładna, mimo że nie znałam słów. Po chwili usłyszałam inne kobiece głosy, co mnie zdziwiło. Ze zmarszczonym czołem, posłałam Kiri pytające spojrzenie. Ona tylko uśmiechnęła się, ciągnąc swój śpiew. Woda za jej sylwetką zafalowała i wtem wynurzyły się dwie inne syreny - jej siostry.

Przestraszyłam się, gdy wszystkie trzy spojrzały na mnie złowrogo, a potem przeszły w mollową tonację tej samej pieśni brzmiącą teraz zdecydowanie nieprzyjaźnie. Przerwałam natychmiast śpiewać, ale to nie mogło mi pomóc. Czułam się senna i ociężała, a w dodatku nie mogłam się poruszyć. Syreny nie przestawały śpiewać, a ja z rozpaczą pomyślałam, że wyśpiewują właśnie arię śmierci na trzy głosy.

Było dla mnie jasne, jak zginął Daisuke i nikt nie wmówi mi, że było inaczej. To oczywiste, że legendy o tajemniczej aurze tego jeziora, tym uczuciu, które otępiało i prowadziło do utonięcia, nie wzięły się znikąd. To te syreny go zabiły, tak jak teraz zabiją mnie...

- Co tu się dzieje? STOP!

Ten krzyk wyrwał mnie z transu, a śpiew ustał. Czując się jak wyrwana z naprawdę głębokiego snu, spojrzałam na taflę jeziora. Unosił się nad nią Mizu, wyraźnie rozgniewany.

- Słucham, Sakana, Ro, Kiri - przemówił takim tonem, że ja również zadrżałam - Co to miało być?

Gdy wymawiał ich imiona, kierował spojrzenie na każdą po kolei, a więc poznałam imiona sióstr Kiri.

- One chciały mnie zabić! - krzyknęłam, wskazując w kierunku syren.

- Bzdura - prychnęła Sakana, niebieskowłosa syrena - To miał być tylko taki żart.

- I nie zabić, tylko chwilowo otępić - sprostowała Ro.

- Mnie ten żart nie bawił... - odparłam, po czym wstałam i otrzepałam spódnicę, zbierając resztki mojej godności.

- Izumi, zaczekaj! - zawołał Mizu i przeleciał nad taflą jeziora w moją stronę.

Rzeczywiście miałam ochotę sobie pójść, jednak pozostałam w miejscu. Może chociaż mnie przeprosi i puści do domu.

- Przepraszam cię za nie - westchnął - Przepraszam też, że nie przyszedłem od razu. Dostałem twoją ofiarę, owszem, jednak nie mogłem przyjść od razu. Załatwiałem pewne sprawy w oceanie. Widzisz, nie tylko ty potrafisz mnie wzywać. Byłem potrzebny gdzie indziej, ale teraz jestem tutaj. Gdybym wiedział, to przyszedłbym wcześniej.

I tak byłam na niego zła i posłałam mu spojrzenie pt. „Już się nie tłumacz." Złość zwyciężyła nad strachem, że mógł mnie ukarać za nieposłuszeństwo.

- Przynajmniej dowiedziałam się, że kłamiesz - prychnęłam, krzyżując ręce na piersi.

Mizu przybliżył się do brzegu i stanął na lądzie, a ja się odsunęłam. Wyglądał na zaskoczonego, ale ja nie chciałam mu tak łatwo wierzyć.

- Jak to? W jakiej sprawie?...

Syreny obserwowały tę scenę i zaczęły coś szeptać między sobą, ale zignorowałam je.

- Już wiem, że śmierć Daisuke to sprawka twoich syren - oznajmiłam, czując dziwny przypływ pewności siebie.

Zarówno Mizu, jak i syreny, wyglądali na zbitych z tropu. Siostry dodatkowo obrzuciły mnie urażonymi spojrzeniami.

- No co? Krążą legendy, że ludzie topią się tu przez uczucie odurzenia - ciągnęłam - Dzięki waszej pieśni na własnej skórze przekonałam się, jak to jest. Gdybym w takim stanie znajdowała się w wodzie, z pewnością bym utonęła. Nie mówię, że to akurat wy, może była to inna syrena.

Stałam tak chwilę i wpatrywałam się wyzywająco w turkusowe oczy Mizu, zanim wreszcie odchrząknął.

- Izumi... Zapewniam cię, to nie syreny - odrzekł - Racja, te stworzenia potrafią odurzać i wabić na śmierć, jednak nie syreny z mojego jeziora. Przysięgły mi na własne ogony, że nie posuną się do takich czynów. Również ciebie nie chciały zabić, inaczej straciłyby ogony i zmieniłyby się w pianę morską.

- Mhm, a więc ich bronisz? - odmruknęłam, starając się zignorować głos w mojej głowie, który zachęcał mnie do zaufania jego słowom.

- Nie, to, co zrobiły, jak najbardziej potępiam - odparł i spojrzał złowrogo w stronę syren, a te wbiły nienawistne spojrzenia we mnie - Uwierz mi.

- Możesz mi to jakoś udowodnić?

- Proszę bardzo.

Mizu wyciągnął dłonie przed siebie, a pomiędzy nimi uformowała się wodna kula. Zatrzymał ją w powietrzu i nachylił się nieco w jej stronę.

- Wzywam wszystkie syreny i wszystkich trytonów z tego jeziora do ukazania się na powierzchni - powiedział, po czym obrócił się i wrzucił kulę do wody.

Minęła chwila, a później stopniowo głowy syren i trytonów zaczęły wynurzać się na powierzchnię. Mizu obserwował wszystkich, jakby liczył obecność. Sakana, Ro i Kiri pozostały na swoich miejscach, mając wyrazy twarzy, jak gdyby miały ochotę się stąd jak najszybciej ulotnić.

Rozejrzałam się po tafli jeziora. Na powierzchnię wynurzyło się nieco ponad pięćdziesięcioro trytonów i syren w sumie.

- Widzę, że są wszyscy - oznajmił Mizu donośnym głosem - Chciałbym wam przedstawić Izumi, nową powierniczkę mojej mocy. Oczywiście, jeśli się zgodzi - dodał, spoglądając na mnie zachęcająco - Bliska Izumi osoba utonęła w naszym jeziorze.

Wodne stworzenia zaczęły szeptać między sobą, a jeden tryton westchnął przeciągle.

- Chyba nie wierzy w te plotki, co? - mruknął z zażenowaniem - Haruki zaczął je rozsiewać i teraz uchodzimy za potwory.

- A więc to byłeś ty! - zawołał Mizu, spoglądając w stronę białowłosego trytona.

- Przepraszam, panie Mizu... - wydusił Haruki, dosłownie zieleniejąc ze wstydu.

Mizu tylko machnął ręką.

- Nieważne... Przynajmniej mamy trochę spokoju - westchnął, po czym spojrzał na mnie i się zmieszał - Eee, no tak jakby. W każdym razie, zanim Izumi podejmie decyzję, proszę was o przysięgę na ogony, że żadne z was nie zabiło jej brata ani że nie skrzywdzicie Izumi. Nawet, jeśli chcecie sobie z niej zażartować... - dodał, posyłając znaczące spojrzenie syrenim siostrom.

- A nad czym tu się zastanawiać? - prychnęła jakaś inna syrena - Naprawdę, ona musi jeszcze pomyśleć, czy chce być powierniczką mocy pana Mizu?

- Właśnie! - zawtórowała jej inna - Dlaczego nie weźmiesz jednej z nas, nasz panie?

- Mao, Rio, proszę o spokój! - uciszył je Mizu - Chyba sam najlepiej wiem, kogo wybrać, a wy nie powinniście kwestionować mojej decyzji. No już, proszę was tylko o przysięgę.

Syreny i trytony rozglądali się po sobie, a ja czułam się naprawdę nieswojo. Nie dość, że byłam w centrum uwagi całego tłumu, to jeszcze był to tłum mitycznych stworzeń, w dodatku niezbyt przyjaźnie do mnie nastawionych.

W końcu stworzenia pokłoniły się Mizu na znak, że zgadzają się z jego wolą. Nawet Ro, Kiri i Sakana nie stawiały już oporu, chociaż widziałam, że z wielką niechęcią. Na ustach Mizu pojawił się lekki uśmiech zadowolenia.

- Wyciągnijcie ręce w górę! - rozkazał, a jego podwładni posłusznie ten rozkaz wykonali - Czy przysięgacie na swoje ogony, że żadne z was nie miało nic wspólnego ze śmiercią brata Izumi Tsuki?

Po chwili wszyscy jednogłośnie oznajmili:

- Przysięgamy.

Rozglądałam się chaotycznie po wszystkich z osobna. Żadna syrena ani żaden tryton nie zamienił się w pianę morską.

- Czy przysięgacie na swoje ogony, że nigdy żadne z was nie skrzywdzi Izumi Tsuki?

- Przysięgamy.

- Opuśćcie ręce! Teraz dajcie mnie i Izumi trochę czasu, aż ponownie was nie wezwę.

Wodne kreatury zniknęły w jeziorze, a niektóre, zanim to zrobiły, posłały mi nieufne spojrzenia. Wkrótce ja i Mizu zostaliśmy sami.

- Widzisz, mnie możesz zaufać - odezwał się z uśmiechem na ustach - Dam ci czas na decyzję, czy chcesz być powierniczką mojej mocy, ile czasu będziesz potrzebowała.

- Nigdy nie wyjaśniłeś, na czym to polega - zauważyłam - I miałeś mi wytłumaczyć, o co chodziło ci, gdy powiedziałeś, że dzięki ofiarom może więcej osób nie utopi się w jeziorze.

- Ach tak, wybacz... - speszył się nieco Mizu - Chodź, usiądziemy i odpowiem na wszystkie twoje pytania.

Odeszliśmy nieco na bok i usiedliśmy w cieniu drzew. Mizu spoczął bezpośrednio na trawie, a ja usiadłam na szkolnej torbie wypełnionej głównie podręcznikami i niczym, co mogłoby się zgnieść, uważając przy tym, żeby spódniczka mi się nie podwinęła. Spłonęłabym ze wstydu.

- Więc... W sumie to dlaczego chcesz wybrać akurat mnie, a nie żadnej ze swoich syren? - zapytałam z zaciekawieniem, bo może obalę powód, dla którego mnie wybrał i załatwię tym całą sprawę.

- Trudno odpowiedzieć na to pytanie - stwierdził Mizu z lekkim zakłopotaniem, co już mi się nie podobało - My, strażnicy, czujemy, kiedy ktoś się na to po prostu nadaje. A ty, Izumi Tsuki, masz taką aurę, jakiej jeszcze nigdy nie spotkałem.

- Czekaj... Jak to, wy, strażnicy? To ilu was jest? I o jakiej aurze mówisz?

- Dobrze, po kolei - odrzekł Mizu z rozbawieniem - Jest nas czworo i jesteśmy strażnikami żywiołów. Kiedyś opowiem ci o moim rodzeństwie, ale teraz skupmy się raczej na powierzaniu mocy. To by było zbyt wiele informacji naraz, a widzę, że już jesteś nieźle zmieszana.

„I to jeszcze jak..." - skomentowałam w myślach.

- A przez twoją aurę miałem na myśli emitującą od ciebie energię, którą jestem w stanie wyczuwać - odrzekł - Wiem, to może brzmi na skomplikowane, ale dla mnie to coś naturalnego. Zresztą, innym powodem, dla którego chcę cię wybrać, jest twoje dobre serce. Byłaś taka chętna składać ofiary, byleby odzyskać brata.

- Każdy inny postąpiłby tak samo w imię swojego rodzeństwa... - wtrąciłam cicho.

Mizu posłał mi krzywy uśmiech.

- Nie każdy, uwierz - westchnął - W każdym razie, ofiary są bardzo ważne. Jako strażnicy jesteśmy potężni, owszem, ale nie samowystarczalni. Jeśli przysłowiowo powierzymy komuś moc, staje się ona stabilniejsza, a wierz mi, panowanie nad żywiołem to trudna sztuka. Ofiary nas wzmacniają i stabilizują żywioł. Jeśli ich nie ma, następuje chaos. Można powiedzieć, że panuję nad wodą w znacznej większości, ale na pewno nie mam pełnej kontroli. A skoro ludzie nie składają mi ofiar... Woda pochłania je sama.

- T-to... straszne - wyszeptałam.

- Dlatego chciałem, żebyś tu przyszła... Nie chcę, by mój żywioł zabijał ludzi. Już nie... - dodał ciszej, a ja lekko zmarszczyłam czoło - Muszę otrzymywać ofiary, żeby dobrze władać wodą.

- I... to dlatego Daisuke zginął? - spytałam cicho - Woda pochłonęła go, bo nie otrzymywałeś ofiar?

Mizu spojrzał na mnie z czymś, co uznałam za współczucie, i położył mi dłoń na ramieniu. Wpatrywałam się w niego w milczeniu, czując, jak wszystko kołatało mi się w głowie. Jakoś ciężko było mi w to wszystko uwierzyć, jednak wydawało się to prawdą. Byłam już zdecydowanie zmęczona magią.

- Nie wiem, Izumi - odrzekł z westchnieniem - Naprawdę mi przykro, że tak się stało. Mam wiele mocy i znam różne stworzenia, jednak ani one, ani ja nie potrafimy cofnąć czasu i przywrócić ci brata.

Z sekundy na sekundę czułam się coraz gorzej. Tak, jak wczoraj dzielnie powstrzymywałam łzy, dzisiaj zupełnie nie czułam się na tyle silna, aby to się udało. Poczułam drżenie wargi, a potem ukryłam twarz w dłoniach i rzewnie się rozpłakałam. Byłam na siebie zła, że w głębi duszy miałam jeszcze cień nadziei na powrót Daisuke. Nie umiałam się pogodzić z myślą, że już nigdy mieliśmy się nie zobaczyć. Nawet nie zdążyliśmy się pożegnać.

Nie widziałam nic poza rozmazaną przez łzy wizją, składającą się głównie z niebieskiej plamy na zielonym tle, czyli Mizu na tle jeziora otoczonego bukami. Nie dbałam o to, jak źle musiałam teraz wyglądać, taka zapłakana, popuchnięta i czerwona jak zepsuty pomidor. Czułam, że całe wieki tak płakałam i płakałam, a nie zorientowałam się nawet, kiedy Mizu mnie objął. Zrobił to prawda bardzo niezgrabnie, ale jakoś poczułam się bezpieczniej.

- Przepraszam... - wydukałam jakiś czas później, gdy zażenowana odkleiłam się od jego koszulki, którą zapłakałam... i przy okazji zasmarkałam.

- Ech, nie szkodzi - odparł Mizu, również nieco zakłopotany - To ja powinienem cię przeprosić... Nie musisz być wcale powierniczką mojej mocy. Jeśli nie chcesz, możesz odejść teraz do domu i już więcej się nie zobaczymy.

- No a co będzie z twoją mocą? Z ofiarami? - zapytałam wciąż załkanym głosem.

- W porządku, znajdę kogoś innego - oznajmił, siląc się na uśmiech.

Wpatrywałam się w niego przez chwilę, ocierając łzy krańcem rękawa.

- Nie - powiedziałam w końcu - Zrobię to, Mizu. Będę składać ci ofiary.

- Jesteś pewna, że nie chcesz tego jeszcze przemyśleć? Nie będę naciskał, obiecuję.

- Podjęłam już decyzję. Powierz mi ten obowiązek.

Mizu uśmiechnął się lekko, po czym wstał i wyciągnął do mnie dłoń, a ja po chwili zawahania chwyciłam ją i podniosłam się z ziemi. Odchrząknął.

- W takim razie, Izumi Tsuki - rozpoczął uroczystym tonem, dotykając palcami mojego czoła i odgarniając z niego grzywkę - Oficjalnie mianuję cię na powierniczkę mojej mocy.

To powiedziawszy, nakreślił na moim czole znak kanji, który, jak mogłam się domyślić, oznaczał wodę. Próbowałam go zobaczyć, jednak ujrzałam tylko niebieskawą poświatę wydobywającą się z mojego czoła, co lekko mnie zaniepokoiło. Znak rozbłysnął tak intensywnie, że musiałam zacisnąć powieki, a potem poświata zgasła zupełnie.

- No i już - odparł wesoło Mizu - Cieszę się z nawiązania współpracy.

- Tak... Będzie zabawa - odrzekłam sarkastycznie, czym go jeszcze bardziej rozbawiłam.

- To teraz, Izumi... Chodź ze mną. Pokażę ci mój dom.

- P-pod wodę? - zdziwiłam się.

- Tak! - zaśmiał się i wziął mnie za rękę.

- A-ale...

- Będzie fajnie, obiecuję! - przerwał mi i ruszył w kierunku jeziora - Poznasz syreny i trytonów z mojego jeziora, a oni się do ciebie przekonają i wszystko będzie dobrze!

- Ale ja... - nie zdążyłam dokończyć, bo wskoczyliśmy do wody.

„Nie umiem pływać..." - jęknęłam w myślach.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz