Wypowiedź Kuuki zasługiwała na tytuł Najbardziej Oczywistego Stwierdzenia, ale już nic się nie odezwałam. Wyplątałam się z jej objęć i smętnie kiwnęłam głową. Usiadłam na swoim łóżku, a Kuuki i Sora przysiedli po obu moich stronach.
- Hej, skarbie, chciałabyś o tym porozmawiać? - spytała strażniczka powietrza.
- J-ja... Sama nie wiem, czy dam radę, to trochę krępujące... - wydukałam.
- Ale może zrobi ci się lepiej, jak się tym z kimś podzielisz... - zauważyła.
Spojrzałam na nią gorzko. Jak zareaguje, gdy dowie się, że zakochałam się w jej bracie?... Wyśmieje mnie, czy się zezłości?...
Wzięłam głęboki wdech.
- N-no dobrze, powiem wam... - zaczęłam - Mam złamane serce, bo się beznadziejnie zakochałam w Mizu...
Dziwnie się czułam, wypowiadając te słowa na głos, a serce waliło mi jak szalone. Bałam się spojrzeć na Kuuki, jednak chwilę potem poczułam, jak mnie obejmuje.
- Och, przykro mi, Izuś - powiedziała z żalem w głosie - Ale nic na to nie poradzę. On nie może...
- Wiem - odparłam gorzko, przerywając jej - Dlatego boli.
- Bardzo bym chciała cię jakoś pocieszyć... Wiem! Skoczę do sklepu po lody! - zawołała - Widziałam w filmach, że to działa.
- Naprawdę nie musisz... - odrzekłam.
- Ale spokojnie! - przerwała mi - Załatwię to, zanim się obejrzysz. W końcu jestem szybka jak wiatr, nie? Ha, taki żarcik!
Zachichotała i podeszła do okna. Otworzyła je, rozwinęła skrzydła i po chwili wyleciała na zewnątrz. Sora spojrzał przez otwarte okno na gwiazdy, a później na mnie.
- Wiesz, jeszcze nie masz najgorzej... - odparł - W końcu twoje nieodwzajemnione uczucie skończy się, kiedy zakochasz się w kimś innym lub ewentualnie w chwili twojej śmierci. Nie będzie trwało wiecznie... Nie będziesz musiała codziennie patrzeć na tę osobę ze świadomością, że tak już będzie absolutnie zawsze...
- S-Sora... - wtrąciłam cicho - Czy ty...
- Tak - powiedział, krzyżując ze mną spojrzenia pełne bezsilności - Zakochałem się w mej pani, Kuuki.
Zamurowało mnie. Sora był istotą nieśmiertelną, tak samo jak oni, z tą różnicą, że on potrafił czuć jak ludzie. Faktycznie, on miał gorzej... Wieczne odrzucenie... Wiecznie złamane serce. W dodatku codziennie widział ukochaną osobę flirtującą z kimś innym, bawiącą się trochę w kolekcjonera serc. Kuuki nie wydawała się być złą osobą, ale na pewno zraniła wielu mężczyzn, prowadząc taką grę. Może nawet nie była świadoma, jak oni musieli się czuć, skoro nigdy sama tego nie doświadczyła.
Uścisnęłam dłoń Sory.
- N-nie miałam pojęcia... - wydukałam, nie wiedząc, co powiedzieć.
Kiwnął głową, uśmiechając się blado.
- Pani Kuuki stworzyła mnie jako orła. Dopiero później nadała mi ludzkie cechy i chyba to właśnie od tego czasu ją kocham...
- Domyślam się, że to musi być trudne... - westchnęłam - Moje uczucie do Mizu jest jeszcze świeże, a ty kochasz ją już od stuleci...
Spojrzałam w niebo nad domem Arisawy. Tej nocy nie było żadnych chmur, więc gwiazdy były bardzo dobrze widoczne. Każda lśniła na swój sposób, nie było dwóch takich samych.
- Mówi się, że gwiazdy to łzy mej pani - rzekł Sora, jakby czytając mi w myślach - Chociaż ona raczej nie płacze, to ludzkie emocje.
- Tak, tak - kiwnęłam głową, bo już naprawdę to do mnie dotarło.
Wkrótce do pokoju wleciała Kuuki z pudełkiem lodów i kubkiem gorącej czekolady w dłoniach. Podała mi je, a ja posłałam jej wdzięczny uśmiech. Cieszyłam się, że razem z Sorą starała się mnie pocieszyć.
Podzieliłam się z nimi lodami, a potem wypiłam gorącą czekoladę i zrobiłam się senna. Poszłam się wykąpać i wróciłam przebrana w piżamę do pokoju, aby jeszcze chwilę porozmawiać z moimi gośćmi. Oparłam się o ramię Sory i nawet nie wiedziałam, kiedy zasnęłam.
~*~
Kiedy się obudziłam, leżałam w łóżku pod kołdrą i kocem. Kuuki i Sora musieli mnie tak zostawić, zanim odlecieli. Podniosłam się. Było mi tak przyjemnie ciepło... Spojrzałam przed siebie i krzyknęłam z zaskoczenia, gdy dostrzegłam, że na skraju łóżka siedział Arisawa.
- Rany, wreszcie się obudziłaś! - zawołał.
- C-co ty tutaj robisz?! - wrzasnęłam.
- Ej, twoi rodzice mnie wpuścili. Tak, tak, już wstali - odpowiedział na kolejne pytanie, które właśnie miałam zadać - Jest już po dwunastej, a ty dopiero się obudziłaś, ty leniwcu.
Przetarłam oczy, ziewając. Nawet nie pamiętałam, o której godzinie poszłam spać.
- O rany... - przeciągnęłam się, po czym znów się położyłam i zakopałam w kołdrze - Nie wstaję. Za dobrze mi tutaj.
- Nie, nie, kochana, tak dobrze to nie ma - stwierdził Arisawa, po czym ściągnął ze mnie koc i kołdrę, a następnie położył się obok, usiłując zepchnąć mnie z łóżka.
Gwałtownie chwyciłam się oparcia, mocując się, by pozostać na łóżku. Po paru minutach przepychanki efektownie spadłam na podłogę.
- Ałł... - jęknęłam, rozmasowując sobie pośladki - Arisawa, nie żyjesz.
Wskoczyłam z powrotem na łóżko i natarłam na niego z całej siły. Zachwiał się, ale w ostatniej chwili złapał równowagę. Mocowałam się z nim, aż w końcu oboje runęliśmy na podłogę i zanieśliśmy się niepohamowanym śmiechem. Śmiejący się Arisawa to rzadki widok.
- No dobra, wygrałeś - oznajmiłam - Już nie chce mi się spać.
Spoważniał ponownie.
- I dobrze - kiwnął głową - A teraz może byś się łaskawie przywitała ze swoimi rodzicami i dała im znak, że nie zamieniłaś się w Śpiącą Królewnę?
- Tak, tak, już idę - odparłam, wstając z podłogi.
Najpierw jednak odwiedziłam łazienkę, czego rozpaczliwie domagał się mój pęcherz. W kilka minut później znalazłam się na dole i uściskałam rodziców na przywitanie. Dzisiaj mieliśmy cały dzień dla siebie.
Spędziłam z rodzicami całą niedzielę. Wieczorem wpadli do nas państwo Arisawa i urządziliśmy grilla na naszym podwórku. Od razu nawiedziły mnie wspomnienia z czasów, kiedy jeszcze nie miałam pojęcia o tym całym magicznym świecie... Czyli jakoś sprzed miesiąca. Czasem czułam się źle z tym, że ukrywałam to wszystko przed moimi bliskimi.
~*~
Późnym listopadem moje życie skomplikowało się jeszcze bardziej. Wszystko zaczęło się, gdy przyszłam do szkoły we wtorek. Deszcz lał tak niemiłosiernie, że mimo ukrycia się pod dużym parasolem, byłam cała mokra. Zresztą, nie tylko ja. Kiedy doczłapałam do szatni, zobaczyłam tuziny uczniów przemokniętych do suchej nitki. Hm, dzisiejsze lekcje będą wyglądały ciekawie...
Zmieniłam buty i przynajmniej tę część garderoby miałam suchą. Położyłam parasol na szafkach. Jest jakaś nadzieja, że wyschnie... Nagle poczułam coś miękkiego na swoich ramionach. Odwróciłam się i dostrzegłam Kouichiego Furukawę uśmiechającego się do mnie.
- Weź ten ręcznik - odparł.
- Dziękuję - uśmiechnęłam się do niego.
Zanim rozpoczęły się lekcje, jakaś dziewczyna z drugiej klasy pożyczyła wszystkim ofiarom deszczu suszarkę. Doprowadziliśmy się do porządku i mogliśmy iść na zajęcia.
Kiedy weszłam do klasy, jak zwykle usiadłam na swoim miejscu. Zazwyczaj Sabine przychodziła przede mną, ale jeszcze jej nie było. Może też dopadła ją ulewa?
Jednak nie pojawiła się nawet i po dzwonku. W sumie, nie było także paru osób. Chyba zaczął się sezon na przeziębienia. Kouichi też nie miał z kim siedzieć, więc przysiadł się do mnie.
Dzień toczył się swoim rytmem. Na chemii pani oddała nam sprawdziany. Odetchnęłam z ulgą, bo udało mi się napisać nie najgorzej. Pamiętałam, jak kułam te wszystkie izotopy... Cieszę się, że się opłaciło. Gdy usiadłam z powrotem w ławce, dostrzegłam pracę Kouichiego i posmutniałam. Niestety, nie zaliczył tego testu... Pani była na niego zła i przez jakieś pół lekcji wytykała mu, że w końcu nie zda, jak nie będzie się przykładał. Zrobiło mi się go trochę żal i zaproponowałam, że wytłumaczę mu ten materiał po lekcjach. Ucieszył się. Miło było robić coś dla drugiej osoby.
Tak też po skończonych zajęciach udaliśmy się do biblioteki. Usiedliśmy przy stole, wyjęliśmy zeszyty i zaczęłam tłumaczyć pierwsze zagadnienie. Po chwili podszedł do nas bibliotekarz, pan Agemaki.
- Proszę zachowywać ciszę obowiązującą w każdej bibliotece - zwrócił się do nas.
- Przepraszamy, koleżanka tylko tłumaczyła mi zadanie - odparł Kouichi - Myślałem, że uczyć to się można w każdej bibliotece.
Pan Agemaki obruszył się.
- Oczywiście! - prychnął - Ale ciszej. Miejcie szacunek dla tych, którzy przyszli tu, aby zażyć trochę spokoju!
To powiedziawszy, odwrócił się na pięcie i odszedł w drugą stronę.
- Nie wiem, czy zdawał sobie z tego sprawę, ale tylko on był tu głośno - szepnął do mnie Kouichi, a ja zdusiłam chichot.
Od teraz musieliśmy rozmawiać szeptem, bo co jakiś czas postać pana bibliotekarza zerkała na nas zza regałów z książkami. Po cichutku wytłumaczyłam Kouichiemu pierwsze zadanie.
- No tak! - zawołał - Ale ja głupi jestem...
Za nami natychmiast pojawił się pan Agemaki.
- Pozwolisz, że przez grzeczność nie zaprzeczę - uśmiechnął się kpiąco - Ale chyba wyraziłem się jasno. CISZEJ!
I zniknął ponownie, a my ledwo powstrzymaliśmy śmiech. Osoba żądająca ciszy, wrzeszcąc.
Kouichi zrobił kilka zadań, a ja byłam z niego dumna, bo załapał. Wkrótce zrozumiał, jakie błędy popełnił na sprawdzianie i był w stanie je poprawić.
- Izumi, jesteś wspaniała - szepnął, zwracając ku mnie spojrzenie swoich wesołych, zielonych oczu - Dziękuję. Dzięki tobie już to rozumiem.
Uśmiechnęłam się.
- Nie ma za co - odparłam - Cieszę się.
- J-ja też... - odrzekł.
Nagle zamknął oczy, nachylił się i pocałował mnie w usta. Byłam tak zaskoczona, że aż podskoczyłam lekko na swoim krześle. Nigdy wcześniej się nie całowałam, więc serce waliło mi jak szalone. Nie miałam pojęcia, jak się zachować! No przecież go nie odepchnę, chociaż byłam już tego bliska.
Jednak pocałunek nie trwał długo, bo nagle poczułam coś twardego, uderzającego mnie w tył głowy. Odwróciłam się i zobaczyłam pana Agemakiego, trzymającego w dłoniach dwie książki w twardej oprawie. Kipiał ze złości.
- U-uczycie się, tak?! Ładna mi nauka! - wrzasnął - Proszę natychmiast opuścić moją bibliotekę!
Kouichi rozmasował sobie tył głowy. Mimo tego, że właśnie oberwał książką, uśmiechał się.
- I po co ta agresja? - spytał.
Nozdrza pana Agemakiego rozszerzyły się w śmieszny sposób, a jego usta zacisnęły się w wąską linijkę.
- Po co?! Po co?! - powtórzył piskliwym głosem - A po to, żebyś mi się bezzwłocznie ewakuował z mojej oazy spokoju! JUŻ! Nie chcę cię tu więcej widzieć!
Zabraliśmy swoje rzeczy i opuściliśmy bibliotekę. Okazało się, że pod drzwiami stało kilku chłopców z mojej klasy, nagrywających telefonem całe zajście.
- Furukawa, ale żeś odwalił! - zaśmiał się jeden z nich.
- O, tak! - zawtórował mu inny - Staruszek chyba jeszcze nigdy się tak nie wpienił!
- Oj tam - zachichotał Kouichi i spojrzał na mnie - No, ale widzieliście chyba, że mi się udało. To teraz poproszę o moją zapłatę.
Jeden z nich wyciągnął z kieszeni pieniądze i mu je dał.
- N-nie rozumiem... - zaczęłam nieśmiało - Co ci się udało?...
Całe towarzystwo zaniosło się śmiechem.
- No, a jak myślisz? - zapytał Kouichi takim tonem, jakiego bym się po nim nie spodziewała - Mam nadzieję, że nie narobiłaś sobie zbytniej nadziei. To wszystko było tylko zakładem, który udało mi się wygrać. Nawet nie sądziłem, że tak łatwo mi pójdzie! Zarobiłem w sumie jakiś tysiak jenów dzięki tobie. Dzięki naszemu buzi-buzi.
To powiedziawszy, zrobił z ust dzióbek, na co chłopcy znów się zaśmiali. Poczułam, jak wilgotnieją mi oczy. Nie chciałam się rozpłakać. Nie przy nim.
- Ooo, patrzcie, niunia poczuła się oszukana - odrzekł Kouichi - Jakie to urocze.
I ponownie zanieśli się śmiechem.
- Jeszcze nigdy... - odezwałam się - Nikt mnie tak nie po-
- Furukawa, ty skończony palancie!! - przerwał mi Arisawa, który nagle pojawił się obok mnie.
- O, Arisawa - prychnął Kouichi - Będziesz jej bronić?
- Tak, będę! - syknął - Zachowałeś się niewybaczalnie. Nie zasługujesz na Tsuki, jest dla ciebie za dobra! Powinienem się tego domyślić. Dalej, idź rozgłosić całej szkole, jakim to kretynem jesteś!
To powiedziawszy, objął mnie ramieniem. Odwrócił się, pociągając mnie za sobą i odeszliśmy.
- Dalej, Arisawa, broń swojej żony! - Kouichi zdążył jeszcze za nami krzyknąć.
Arisawa prychnął. Wziął moje rzeczy i niósł je za mnie, podczas gdy ja szlochałam w jego ramię.
- A-Arisawa... - wydukałam - Dź-dziękuję...
- Ćśś, już spokojnie... - wyszeptał.
Zeszliśmy do szatni i przebraliśmy się. Jakoś się uspokoiłam, chociaż ciężko mi było dojść do siebie. Arisawa wziął swój plecak, a moją torbę zarzucił sobie przez ramię i wyciągnął do mnie rękę.
- Mogę sama ponieść swoje rzeczy... - odparłam, podając mu dłoń i wstając z ławki.
- Nie bądź śmieszna i spójrz na siebie - odrzekł, posyłając mi kpiące spojrzenie - Ledwo chodzisz. Co za debil z niego... Ale ty wstań, wyprostuj się i idź dalej.
Uśmiechnęłam się i uściskałam go z całej siły.
- Czym zasłużyłam sobie na tak wspaniałego przyjaciela? - spytałam.
- No już, nie rozklejaj mi się tu za bardzo... - odparł, ale też mnie przytulił.
Wyszliśmy ze szkoły i zorientowałam się, jak już jest późno. Słońce już niemalże zaszło i zapadał zmierzch. Zrobiło mi się jeszcze bardziej przykro.
- Uuuch, zmarnowałam tyle czasu na tego idiotę... - skarciłam sama siebie.
- Hej, nie obwiniaj się. W końcu nie mogłaś się tego po nim spodziewać - Arisawa próbował mnie pocieszyć.
- Spodziewać się... Tak, masz rację - przyznałam - A tak w ogóle to skąd ty wiedziałeś, kiedy znaleźć się w odpowiednim miejscu i odpowiedniej porze?
Spojrzałam na niego. Ten sam, pusty wyraz oczu coś ukrywał, a ja byłam o tym przekonana. Widziałam, jak przez jego twarz przebiegł cień zawahania.
- Po prostu przechodziłem i zobaczyłem sytuację - wzruszył ramionami.
- To czemu byłeś w szkole tak późno? - ciągnęłam - Przecież dziś nie miałeś żadnych zajęć dodatkowych.
- No bo... - zająkał się, ale natychmiast zmienił temat - Ojj, czy to istotne, Tsuki? Zamiast bawić się w dochodzenie, powinnaś się cieszyć, że nie byłaś tam sama.
- Cieszę się, nie mówię, że nie - stwierdziłam - Tylko wydało mi się to trochę dziwne.
Arisawa otworzył usta, by coś jeszcze powiedzieć, ale nagle rozległ się dziwny hałas. Rozejrzeliśmy się dookoła, ale niczego nie dostrzegliśmy.
- C-co to było?... - spytałam.
- N-nie wiem... - odpowiedział dosyć szybko, rozglądając się nerwowo - Lepiej już chodźmy... Szybko.
Nie pytałam o nic, tylko przyspieszyłam kroku i ruszyłam za Arisawą. Gdy dotarliśmy na przystanek autobusowy, słońce już zaszło i na niebie pojawiły się pierwsze gwiazdy.
- Okay, następny autobus do nas za jakieś pięć minut... - oświadczył Arisawa, zerkając na rozkład jazdy.
Poprawiłam płaszcz, bo zrobiło mi się trochę zimno.
- Arisawa... Dlaczego tak spanikowałeś, kiedy rozległ się tamten dźwięk? - spytałam, przysiadając na ławce.
- Po prostu pomyślałem, że ktoś mógł włóczyć się pod szkołą... - wzruszył ramionami - Może Furukawa znowu coś odwalał... Wolałem tego uniknąć.
- Ty wiesz, co to było... - zostawałam przy swoim - Inaczej byś się tak nie przestraszył.
Dalej milczał i unikał kontaktu wzrokowego.
- Dlaczego nie chcesz mi powiedzieć?...
- Bo... - odwrócił się w moją stronę - Nie chcę, żebyś była w to zamieszana, okay?...
Chciałam spytać, o co mu chodzi, ale przyjechał autobus. Wsiedliśmy i zajęliśmy miejsca siedzące.
- O czym mówiłeś wcześniej? - szturchnęłam go w ramię.
Spojrzał mi w oczy. Widać było, że zmagał się sam ze sobą.
- Że nie chcę cię narażać.
- Nie rozumiem...
- Czasem lepiej nie rozumieć... - stwierdził i ukrył twarz w dłoniach.
Nie chciałam już tak na niego naciskać, tym bardziej, że przecież też miałam przed nim kilka sekretów. Oboje nie byliśmy fair w stosunku do siebie. Położyłam mu rękę na ramieniu.
- P-pamiętaj, że w razie jakichkolwiek problemów, możesz do mnie przyjść - dodałam.
To było dziwne, ale odkąd wsiedliśmy do autobusu, czułam się tak jakoś nieswojo... Rozejrzałam się dookoła. Nie było tu zbyt wielu ludzi, w końcu było dosyć późno. Przed nami siedziała jakaś pani w czarnym płaszczu i kapeluszu, czytała gazetę. Zauważyłam, że jej włosy były jasnozielone... Okay, co kto lubi.
Szturchnęłam Arisawę, bo mieliśmy wysiąść na następnym przystanku. Gdy autobus się zatrzymał, wyszliśmy z niego. Ruszyliśmy w dalszą drogę, gdy nagle Arisawa odwrócił się z przerażeniem w oczach. Spojrzałam za siebie i ujrzałam tę samą panią, która siedziała przed nami w autobusie. Zrzuciła z siebie płaszcz oraz kapelusz, a ja zauważyłam, że nie była ona człowiekiem...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz