Gdy znaleźliśmy się w oceanie, zaparło mi dech w piersiach. Ujrzałam bogatą podwodną społeczność: trytony, syreny, nimfy... Było ich pełno. Pływali z rybami lub gonili inne wodne stworzenia. Zauważyłam, że syreny z oceanu były inne od tych z jeziora. Przede wszystkim były większe, miały długie, białe ogony i ciemnoniebieską skórę. Podczas, gdy płetwy syren i trytonów z jeziora przypominały kształtem dwie łzy, płetwy tych stworzeń w oceanie miały kształt sierpa z błonami pomiędzy oba jego końcami. Spojrzałam na mój własny ogon, który wyglądał tak samo. Rany, było mi z nim dziwnie...
Poczułam, jak Mizu chwyta moją dłoń.
- Za mną! - zawołał i gwałtownie ruszył przed siebie, pociągając mnie za sobą.
Będąc wyposażona w rybi ogon, czułam się, jakbym umiała pływać od zawsze. To dziwne, bo przecież jakiś czas temu tego nie potrafiłam, ale z tym ogonem... jakoś samo mi wychodziło - tak jak wtedy, gdy Mizu sprawił mi płetwy. Ciekawe, czy bez tych ulepszeń dalej potrafiłabym pływać.
Przepłynęliśmy dosyć duży dystans w ciszy, podczas której podziwiałam widoki.
- I jak ci się podoba? - spytał Mizu.
- Jest cudownie - przyznałam.
Spędziliśmy trochę czasu na dalszym przemierzaniu oceanu. Zobaczyłam zachwycające rafy koralowe oraz wielkie muszle. Wkrótce jednak musiałam już zakończyć tę przygodę, bo przecież jutro też jest dzień, a ja miałam sporo pracy domowej, o czym poinformowałam Mizu.
- Och, no weeeeeź - jęknął - Nie każdy ma szansę od tak sobie znaleźć się w oceanie, w dodatku jako pół-ryba, i podziwiać podwodną cywilizację! To się ma nijak do pracy domowej.
- Powiedz to mojej matematyczce... - westchnęłam.
- Izumi... - poprosił raz jeszcze, zwróciwszy ku mnie spojrzenie swoich turkusowych oczu - Proszę, zostań ze mną jeszcze.
Podpłynął bliżej mnie i chwycił mnie za obie dłonie. Patrzył mi w oczy, podczas gdy moje serce wprost dostawało kręćka (co potwornie mnie irytowało). Nie potrafiłam mu odmówić, gdy wpatrywał się we mnie w ten sposób.
- Okay... - zgodziłam się w końcu.
Na moje słowa Mizu podarował mi jeden z tych swoich ciepłych uśmiechów.
- Ale nie za długo... I masz mnie potem odprowadzić do domu! - postawiłam warunek.
Uśmiechnął się krzywo.
- I tak zamierzałem to zrobić - oświadczył, po czym odwrócił się i pociągnął mnie za sobą.
Płynęliśmy dalej przed siebie, gdy drogę przecięła nam grupka syren i trytonów, którzy właśnie wypłynęli zza ogromnej rafy koralowej. Doszłam do wniosku, że nie byli dorośli, bo wyglądali na nieco mniejszych i młodszych od pozostałych.
- Uch, jak dobrze, że już po lekcjach! - westchnęła chuda syrena z burzą fioletowych, kręconych włosów - Nie wytrzymałabym ani minuty dłużej... Och, pan Mizu!
Skłoniła się, a towarzyszący jej białowłosy tryton uczynił to samo.
- No siemacie - odparł Mizu.
- Mogę spytać, kim jest pańska towarzyszka? - zaciekawił się tryton, podpłynąwszy bliżej mnie - Bo widzę, że pomimo jej ogona, syreną to ona nie jest.
- No co ty... - zakpił Mizu - To Izumi, powierniczka mojej mocy. Właśnie ją oprowadzałem.
- Łaaa, jakaś ty ładniutka! - stwierdził, podpływając jeszcze bliżej mnie - Jestem Uso.
Wyciągnął błoniastą dłoń w moim kierunku, a ja po chwili zawahania niepewnie ją ścisnęłam. Fioletowowłosa syrena przewróciła swoimi żółtymi oczami.
- A ja nazywam się Ai - uśmiechnęła się.
- Miło mi was poznać - odparłam.
- Hej, Izumi, powiedz... - zaczął Uso - Czy wszystkie ludzkie dziewczyny są takie urocze?~
Poczułam ciepło na policzkach (Hej, da się rumienić pod wodą?...), gdy to powiedział. Jednak Mizu pociągnął mnie za rękę, tym samym odciągając mnie od trytona.
- Czy ty starasz się z nią flirtować?... - zakpiła Ai.
- Całkiem to możliwe, srebrzyku - zachichotał - Ale panu Mizu chyba niekoniecznie się to podoba, sądząc po jego reakcji...
Policzki Mizu zrobiły się jakieś dziwnie turkusowe.
- Młody... - upomniał go strażnik wody - Zrobiłem to, żeby się ciebie nie wystraszyła.
Uso roześmiał się.
- Miałaby się bać mnie?... To by było niedorzeczne!
- No ja nie wiem... - stwierdziła Ai.
Polubiłam ich towarzystwo. Wkrótce przyłączyli się do nas i pływaliśmy razem. Uso ciągle mnie komplementował, a Mizu... Czy mi się wydaje, czy on był zazdrosny?... Ai była dla mnie miła, jednak ja miałam swoje, jak myślę uzasadnione, obawy. Ostatnin razem, gdy wydawało mi się, że syrena była dla mnie miła, gorzko tego pożałowałam, a syreny w oceanie nie składały przysięgi.
Mizu popisywał się manewrami pod wodą, a Ai koniecznie chciała, żeby nauczył ją paru tricków. Ja i Uso siedzieliśmy nieco dalej na piaskowcu, obserwując tę lekcję. Przyglądałam się to Mizu, to Ai. W stosunku do syren ze swojego jeziora Mizu nie był aż tak uprzejmy, ale z Ai zdawał się być w dobrej relacji, co mnie zastanawiało.
- Powiedz, Uso... - podjęłam, a ten przybliżył się do mnie znacznie, co mnie skrępowało - Eee... Czy właściwie wszystkie syreny nie próbują uwieść Mizu?
- Czemu pytasz o wszystkie, jak wiadomo, że chodzi ci o Ai? - zapytał Uso z rozbawieniem, a ja zawstydziłam się - Tak się składa, że - och, cóż za ironia! - syrena, której na imię „miłość”, urodziła się bez daru uwodzenia.
- Och... To tak można?
- Izumi, nasza mała syrenko, sama widzisz - odparł Uso, wskazując głową Mizu i Ai - Inaczej pan Mizu prawdopodobnie nie zadawałby się ze srebrzykiem, bo nie mógłby z nią nawet normalnie porozmawiać. Ach, no i jest jeszcze drugi powód - srebrzyk i ja jesteśmy razem.
- Co?... Ale przed chwilą mnie podrywałeś!
- Tak, bo lubię, kiedy jest zazdrosna - zachichotał - A poza tym, ona jeszcze nie wie.
- Czego nie wie?
- Tego, że jesteśmy razem.
- Zgubiłam się...
- Wiem, to skomplikowany związek.
Nie wiedziałam, co powiedzieć, ale ta cała sytuacja mnie bawiła. Syrena o imieniu „miłość” i tryton o imieniu „kłamstwo”... Razem.
~*~
Tak, jak przeczuwałam - by wyrobić się z tymi wszystkimi lekcjami, musiałam pójść spać bardzo późno. Dobrze, że rodzice byli zbyt zmęczeni pracą (powiedziała ich kochająca córka) i nie zajrzeli do mojego pokoju, tylko od razu umyli się i poszli spać.
Gdy obudził mnie dźwięk budzika, siedziałam na krześle, oparta o biurko. „Zasnęłam na zeszycie od maty?! - zdałam sobie sprawę - To by wyjaśniało, dlaczego śnił mi się Pitagoras i te jego drzewka...”. Odrabianie lekcji do późna nie sprzyjało normalnemu stanowi mojego mózgu. Na szczęście byłam na tyle mądra, by umyć się wcześniej, więc mogłam z czystym sumieniem wyjść z pokoju na śniadanie. Zanim wyszłam z domu, pożegnałam się z rodzicami, którzy też niebawem mieli go opuścić.
Gdy siedziałam już w szkolnej ławce obok Sabine, dokańczałam jeszcze pracę domową z maty, przy okazji tłumacząc zadanie z drzewkami pitagorejskimi kilku znajomym z klasy.
- Jej, Izumi - zaczęła Sabine - Mogłabyś być nauczycielką.
Zaśmiałam się.
- Mam nieco inne plany na przyszłość - odrzekłam.
- Izumi, a zrobiłaś już może to zadanie z fizyki? - spytał Kouichi Furukawa.
W odpowiedzi kiwnęłam głową.
- Potem ci wytłumaczę, bo zaraz będzie lekcja - obiecałam.
- Super! - ucieszył się - A dałabyś radę dziś po zajęciach?
- Pewnie - zgodziłam się.
Uśmiechnął się. Kilkoro znajomych również poprosiło o pomoc z tym zadaniem. Powiedziałam im, żeby przyszli do mnie po lekcjach razem z Kouichim.
Wkrótce do sali weszła pani od matematyki i rozpoczęły się zajęcia.
- Hej, Izumi... - szepnęła Sabine - Mnie też pomożesz z tą fizyką, nie?
-Jasne - skinęłam głową.
Gdy w szkole ktoś się już do mnie odzywał, to zwykle prosił o pomoc w lekcjach, ale nie miałam mu tego za złe, tylko tłumaczyłam zadanie. Może inni widzieli we mnie tylko pomoc naukową, jednak mimo to miło było od czasu do czasu z kimś porozmawiać, chociażby o Pitagorasie.
~*~
Gdy skończyliśmy lekcje, poprosiłam wszystkich zainteresowanych, żeby przyszli do sali od fizyki. Weszłam po schodach na piętro i otworzyłam drzwi do klasy. Przyszło dosyć dużo ludzi, zajęli miejsca w ławkach z przodu. Poczułam lekką tremę, ale podeszłam do tablicy, po czym wyjęłam zeszyt oraz książkę do fizyki z torby i otworzyłam podręcznik na stronie, gdzie znajdowało się rzeczone zadanie. Przeczytałam na głos jego treść, a następnie chwyciłam kredę.
- Najpierw oczywiście musimy wypisać dane i szukane - oświadczyłam, wypisując je na tablicy.
Zerknęłam na klasę. Inni także notowali. Serio, czułam się jak nauczycielka.
- A teraz - odrzekłam, odwróciwszy się do szkolnych kolegów - Rozwiązanie. Tak naprawdę zadanie jest proste. Trzeba tylko znaleźć odpowiednie stałe fizyczne no i zmierzyć się z potęgowaniem.
To powiedziawszy, podeszłam do planszy, gdzie znajdowały się potrzebne mi informacje.
- Będziemy potrzebować: masy jądra tlenu, masy protonu i masy neutronu - powiedziałam, wskazawszy po kolei te informacje na planszy.
Wróciłam do tablicy i napisałam dwa wzory.
- Proszą nas o obliczenie deficytu masy i energii wiązania jądra tlenu - odparłam - Więc najpierw obliczymy ten deficyt. Do tego potrzebujemy masę atomu oraz masę jego jądra.
Tłumaczyłam zadanie dalej, a wszyscy na mnie patrzyli. Trudno było mi się skupić, mając na sobie spojrzenia ich wszystkich...
Wreszcie rozwiązałam zadanie i odwróciłam się do klasy.
- Teraz rozumiem! - zawołała Chizuru Zakuro, uderzywszy się dłonią w czoło - To rzeczywiście było proste!
Kouichi Furukawa wstał ze swojego miejsca i podszedł do mnie.
- Tak - zgodził się - Gdy próbowałem je zrobić, to nie miałem nawet pojęcia, skąd wziąć te dane. Tak, byłem taki tępy i nie domyśliłem się, że są w stałych fizycznych...
Inni się roześmiali.
- Izumi - Kouichi odwrócił się do mnie - Mógłbym zrobić sam podobne zadanie?
- J-jasne - odparłam, podając mu kredę - No to może teraz oblicz deficyt masy i energię wiązania w jądrze innego pierwiastka.
- Okay! - uśmiechnął się i podszedł do tablicy, a ja usiadłam w ławce.
Patrzyłam, jak Kouichi robił zadanie, ciesząc się, że udało mi się je wytłumaczyć.
- ...dobrze? - spytał, kiedy skończył.
W odpowiedzi skinęłam głową, na co on się uśmiechnął.
- Łał, poczułem się mądry - zaśmiał się.
Uśmiechnęłam się. Jeszcze kilkoro osób chciało rozwiązać podobne zadanie. Niektórzy już podziękowali i wrócili do domu, a ja zostałam do końca. Raz, że chciałam zobaczyć, jak inni radzili sobie z tym zadaniem, a dwa, że miałam klucze do tej sali i musiałam oddać je do pokoju nauczycielskiego, kiedy skończymy.
Wkrótce, gdy już prawie wszyscy wyszli, zostaliśmy tylko ja, Sabine i Kouichi.
- Naprawdę, Izumi, powinnaś rozważyć zostanie nauczycielką - powtórzyła Sabine z przekonaniem.
Zaśmiałam się.
- Cieszę się, że tak uważasz - odparłam.
- Ale ona ma rację! - potwierdził Kouichi - Serio. Nie łapałem tego wcale, ale teraz widzę, że byłem zbyt tępy na takie proste zadanie...
- Tak to właśnie jest - stwierdziłam - Proste zadania bywają najtrudniejsze.
Uśmiechnęli się do mnie, a ja odpowiedziałam im tym samym.
- To ja już pójdę - rzekła Sabine - Dzięki za wytłumaczenie zadania. Cześć wam, do jutra!
Pożegnaliśmy ją, patrząc, jak wychodzi. Ja też spakowałam swoje rzeczy do torby.
- Hej, Izumi... - zaczął Kouichi.
Spojrzałam na niego. Wbijał wzrok w podłogę.
- Hm?... - zaciekawiłam się.
- Wracasz teraz do domu? - zapytał.
- Tak, tylko muszę jeszcze oddać klucz do klasy - odpowiedziałam.
- A dałabyś się odprowadzić?... - zadał pytanie, spojrzawszy na mnie - N-no wiesz, jest już trochę późno...
- Uhm, pewnie - zgodziłam się - Ale po drodze muszę jeszcze gdzieś wpaść... Najwyżej na mnie chwilkę poczekasz.
- Okay - uśmiechnął się.
Odniosłam klucz od sali, a potem poszłam do szatni. Zmieniłam buty i założyłam marynarkę od mundurka, bo dziś wiał nieprzyjemny wiatr. Wyszłam z szatni.
- Ej, Tsuki - usłyszałam znajomy głos - Co tak późno wychodzisz?
Odwróciłam się i zobaczyłam osobę, którą znałam od dzieciństwa i o której już tu wspominałam - Shoutę Arisawę. To on był moim sąsiadem. Poznaliśmy się, gdy wprowadził się z rodzicami do naszego miasta. Gdy moi rodzice dowiedzieli się, że państwo Arisawa mieli syna w moim wieku, postanowili zaprosić ich do nas. Nasze rodziny się lubiły.
Arisawa nie przepadał za swoim imieniem i kazał zwracać się do siebie po nazwisku, co dodatkowo wzmacniało ten dystans, który zwykle utrzymywał. Był niezbyt wysoki, tylko troszkę wyższy ode mnie. Miał brązowe włosy i wiecznie podkrążone, orzechowobrązowe oczy o pustym wyrazie. Miał nieco haczykowaty nos, trochę się garbił i był dosyć chudy. Był jedynakiem, ale wkrótce miało się to zmienić, bo jego mama była w ciąży. Zawsze bardzo chciał mieć rodzeństwo, więc pewnie dlatego traktował mnie czasem jak siostrę. Arisawa bowiem nie był zbyt rozmowny, wolał samotność; był może nawet bardziej nieśmiały ode mnie. Już w gimnazjum spodobała mu się Chizuru Zakuro, która obecnie była ze mną w klasie, lecz wciąż jej tego nie wyjawił - wiedziałam tylko ja. W liceum nasze drogi się rozdzieliły - Arisawa trafił do najlepszej klasy i chodził teraz do I A.
Pamiętałam doskonale dzień, w którym się poznaliśmy. Arisawa myślał wtedy, że byłam chłopcem... W sumie miałam wtedy jeszcze krótsze włosy niż teraz, więc wyglądałam trochę jak kopia Daisuke. Nie wiem, czy sama bym się nie pomyliła.
- Och, cześć, Arisawa. Zostałam dziś dłużej, by pomóc klasie w zadaniu z fizyki - wyjaśniłam.
Skinął głową w odpowiedzi.
- A ty miałeś dziś kółko astronomiczne, prawda? - zapytałam.
- Yhm - odparł.
- Widzę, że wyzdrowiałeś - uśmiechnęłam się lekko - Wracasz już do domu?
- A co cię to obchodzi, Tsuki?
Przymrużyłam oczy. Arisawa nie był zbyt miły, ale i tak go lubiłam.
- Tak tylko pytam, nie mogę? - odparłam.
Wzruszył ramionami.
- Tak, już wracam - odpowiedział - A ty?
- A co cię to obchodzi, Arisawa? - spytałam i pokazałam język.
Spojrzał na mnie chłodno.
- Tak tylko pytam. Nie mogę? - powtórzył moje słowa.
Zaśmiałam się.
- Tak, ja też wracam do domu - odpowiedziałam.
Często się tak przedrzeźnialiśmy. Arisawa też czasem był dla mnie jak drugi brat, choć Daisuke był zdecydowanie weselszy i oczywiście nikt nie był w stanie go zastąpić.
- Furukawa cię odprowadza, hm?
- Skąd ty to wiesz? - zdziwiłam się.
Prychnął.
- Czeka na ciebie przed szkołą - wzruszył ramionami - Tylko weź na niego uważaj, najwidoczniej się w tobie zabujał. Chyba, że ci to nie przeszkadza.
- Ech?... Podobam się Furukawie?...
- Tak. I co, jara cię to?
- Pfff, głupi jesteś - szturchnęłam go - Nie wygaduj takich bzdur.
- Ale ja wiem, że mu się podobasz - upierał się.
- Powiedział ci to? - spojrzałam na niego sceptycznie.
- Słyszałem od chłopaków z twojej klasy, rozmawiali w korytarzu - stwierdził.
- Równie dobrze mogli się z niego wtedy naśmiewać. Poza tym on jest mi tylko wdzięczny za pomoc z zadaniem z fizyki.
- Uch, a ja myślałem, że się ucieszysz, że ktoś cię polubił. Ale jak wolisz dalej tkwić w przekonaniu, że nikomu się nie podobasz, to proszę bardzo.
- Arisawa. To nie tak, że nie było przyjemnie pomyśleć, że komuś się podobam. Po prostu j-ja...
- Co, bujasz się w kimś innym?... - domyślił się.
Momentalnie spłonęłam rumieńcem. Czasami zadziwiało mnie, jak łatwo domyślał się niektórych rzeczy. Chyba nie byłam zbyt dyskretna.
- Co?!... - krzyknęłam - N-nie!... To znaczy... Uch, już sama nie wiem!
Uniósł jedną brew do góry.
- Yhm - mruknął - I tak się dowiem, kto ci zawrócił w głowie.
To powiedziawszy, pokazał mi język, zabrał swoje rzeczy i skierował się ku wyjściu.
- Do jutra! - zawołałam za nim.
- Cześć - odpowiedział i wyszedł ze szkoły.
Zarzuciłam torbę na ramię i również opuściłam budynek.
~*~
Kouichi odprowadził mnie do domu, po drodze tylko wstąpiłam nad jezioro i kazałam mu poczekać w okolicy. Zbiegłam na dół, wrzuciłam kilka żelków do wody i pomodliłam się. Nie czekając na odpowiedź Mizu, zabrałam torbę i poszłam. Nie chciałam, żeby Kouichi czekał zbyt długo, ani by poznał Mizu.
Zastanawiałam się nad tym, co powiedział Arisawa. Czy naprawdę podobałam się Kouichiemu?... Gdy szliśmy, unikał mojego spojrzenia i gadał tylko o szkole. Było nam trochę niezręcznie, ale to chyba jeszcze o niczym nie świadczyło, prawda?
Wkrótce doszliśmy w końcu pod mój dom. Podziękowałam mu.
- Ach, nie ma za co - uśmiechnął się - Ja dziękuję za wytłumaczenie zadania.
- Drobiazg - wzruszyłam ramionami.
Spojrzał na mnie, wyglądając, jakby chciał powiedzieć coś jeszcze, ale zamiast tego pożegnał się i poszedł. Pomachałam mu i weszłam do domu, po czym poszłam do swojego pokoju, zdjęłam marynarkę i włożyłam ją do szafy.
Nagle usłyszałam pukanie. Spojrzałam przez okno i zobaczyłam Arisawę, który patrzył na mnie ze swojego domu. Okno od mojego pokoju i okno jego korytarza znajdowały się naprzeciwko siebie. Arisawa trzymał kartkę papieru, na której było napisane: „Głupia jesteś". Zaśmiałam się, chwyciłam flamaster i czystą kartkę A4, a następnie napisałam na niej: „Spadaj!". Pokazałam ją Arisawie. W odpowiedzi wystawił do mnie język. Wskazałam na swoje ubranie, po czym pomachałam ręką w geście, jakbym chciała coś od siebie odpędzić. Arisawa zrozumiał przekaz i zniknął w korytarzu. Nie to, że mu nie ufałam, ale dla pewności zasłoniłam okno i podeszłam do szafy. Przebrałam się w T-shirt i legginsy, a potem związałam włosy w kitkę i zeszłam na dół coś zjeść.
Yuki pałętała się po kuchni. Napełniłam jej miskę, a potem wyciągnęłam z lodówki wczorajszy obiad i odgrzałam go sobie w mikrofali. Gdy zjadłam posiłek, pozmywałam i zaparzyłam sobie zielonej herbaty. Kiedy chciałam odstawić czajnik, moja ręka nagle zadygotała, a z czajnika wylało się trochę wrzątku. Szybko położyłam czajnik na kuchence, obawiając się powtórki z rozrywki. Chciałam zetrzeć wodę z blatu, ale nagle uformowała się w napis. Zdziwiona, odczytałam go w myślach. „Dlaczego tak szybko sobie poszłaś?".
Wytrzeszczyłam oczy.
- Mizu! - zawołałam - Przestań mnie w końcu tak nachodzić!
Wrzątek na blacie zamigotał i po chwili na jego miejsce pojawił się Mizu, szczerząc zęby w krzywym uśmiechu.
- Cześć! - odparł.
- Ja ci dam „cześć”... - syknęłam - O mało na zawał nie zeszłam...
- Masz nauczkę - stwierdził - Było mnie tak szybko nie zostawiać.
- Uch, nie mogłam zostać dłużej... Kolega z klasy na mnie czekał - tłumaczyłam się.
- Ech? - zdziwił się.
- No co?... Mam przecież innych znajomych poza tobą! - prychnęłam.
- To co... ty i ten twój kolega robiliście? - spytał podejrzliwie.
Zarumieniłam się.
- Ej! Nie posądzaj mnie o nie wiadomo co! - zaprotestowałam - Odprowadził mnie tylko do domu.
Uniósł jedną brew do góry.
- Te twoje rumieńce mówią coś innego... - stwierdził.
- Uuuuch... - westchnęłam - Mówię przecież, że tylko odprowadził mnie do domu! Poza tym, to co się tak tym interesujesz, co?...
- No po prostu chcę wiedzieć! - krzyknął.
Zapadła cisza. Mizu dalej siedział na blacie, a ja stałam naprzeciwko niego. Spojrzał na mnie i jego policzki przybrały turkusową barwę.
- Przepraszam... Nie powinienem się tak unosić - powiedział w końcu - Nie powinienem też się tak wtrącać do twoich prywatnych spraw. Ja tylko... Uch, boję się, że odejdziesz... Jak moi poprzedni powiernicy.
Nagle cały gniew mnie opuścił. Podeszłam do Mizu i uściskałam go z całej siły.
- Nie zrobię tego! - obiecałam - Nie odejdę od ciebie. Będę ci składać ofiary każdego dnia mojego życia. Obiecuję.
Uśmiechnął się i również mnie przytulił.
- Dziękuję - wyszeptał - I jeszcze raz przepraszam, że w to wątpiłem.
Wkrótce odsunęliśmy się od siebie, a on zszedł z blatu.
- Ale wiesz, że nie musisz łazić nad to jezioro, by składać ofiary i wystarczy, że tylko wrzucisz je do któregokolwiek zbiornika z wodą, nie?... - zapytał.
- ...I mówisz mi o tym dopiero teraz?!...
Zaśmiał się.
- Przepraszam - odparł - Ale ja lubię, jak przychodzisz osobiście.
Chyba się zarumieniłam... Nieważne.
Mizu posiedział u mnie chwilę, ale niedługo musiał już wracać. Zamienił się w strumień wody, po czym zniknął w zlewie. Ten to ma sposoby.
Ja natomiast wróciłam do kuchni i wreszcie wypiłam herbatę. Wyjrzałam przez okno. Wiatr już ustał, więc zabrałam się z lekcjami na dwór. Usiadłam przy drewnianym stoliku w ogródku i zaczęłam odrabiać pracę domową.
Nagle poczułam dygotanie pod stopami. Uznałam to za kolejne chwilowe trzęsienie ziemi, które u nas, w Japonii, występowało dość często. Jednak po chwili poczułam, jak coś zaciskało się wokół mojej nogi... Spojrzałam w dół i zobaczyłam rękę wystającą z ziemi. Gwałtownie podskoczyłam.
Pisnęłam i natychmiast odsunęłam się od stolika. Wstałam i spojrzałam w ziemię ponownie, ale już niczego nie zobaczyłam. Niemożliwe, żeby mi się zdawało. Przeniosłam wzrok na ogródek. Wytrzeszczyłam oczy, gdy dostrzegłam, że na ziemi było coś napisane. Podeszłam bliżej i ujrzałam napis:
To ci na dobre nie wyjdzie. Przemyśl to.
Buziaki, Chi~
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz