niedziela, 20 czerwca 2021

Rozdział XII

 Leżałam na łóżku w swoim pokoju i wpatrywałam się w płatki śniegu spadające z nieba za oknem. Właśnie skończyłam sprzątać. Miałam w uszach słuchawki i znów przesłuchiwałam covery piosenek nagrane niegdyś z Daisuke. Ostatnio robiłam to prawie codziennie, bo mogłam chociaż posłuchać jego głosu. Przy jednej piosence, gdy braciszek śpiewał: „Jeśli mnie kochasz, pozwól mi odejść", zawsze się zastanawiałam, czyżby już wtedy wiedział... Ayane mówiła, że on zawsze będzie żył w jej sercu. Oczywiście, też tak mówiłam, lecz to nie było takie proste... Dziś wigilia... Już drugie święta bez niego. „To śmieszne, kiedy jesteś martwy, ludzie zaczynają cię słuchać..." - śpiewa braciszek w innej piosence. Kolejny cover. Tym razem śpiewałam ja: „To był długi dzień bez ciebie, mój przyjacielu. Opowiem ci o tym, gdy znów się zobaczymy...".

Te piosenki były mi potrzebne, bo czułam, jakbym z nim rozmawiała. Miałam nadzieję, że Daisuke to słyszał, gdziekolwiek teraz był... Bo gdzieś był na pewno. Chciałam, żeby tam było mu lepiej niż tu...

Wyłączyłam odtwarzacz i wyjęłam słuchawki z uszu. Otarłam łzy rękawem swetra. Do mojego pokoju weszła Yuki, więc wzięłam ją na kolana i zaczęłam głaskać tego pieszczocha. Rzuciłam okiem raz jeszcze na prezenty, które zapakowałam. Mieliśmy taki zwyczaj, że święta spędzaliśmy z rodziną Arisawy. W tym roku wypadało, że wigilia miała być u nas, ale szliśmy do nich ze względu na Yume. Przeliczyłam prezenty ponownie. Postanowiłam przygotować też coś dla Mizu... Miałam nadzieję, że mu się spodoba.

W sąsiednim oknie zobaczyłam Arisawę z Yume na rękach. Uśmiechnęłam się, wstałam z łóżka i podeszłam bliżej. Pomachałam im i otworzyłam okno. Pokazałam Arisawie, żeby zrobił to samo, ale on pokręcił przecząco głową i wskazał na Yume. Poprosiłam go o to raz jeszcze, a on wyciągnął telefon z kieszeni i do mnie zadzwonił. Odebrałam.

- Czyś ty głupia? Mam otwierać okno, jak na dworze tak cholernie zimno? - usłyszałam w słuchawce cudowny, zirytowany głos mego przyjaciela - Jeszcze Yume się przeziębi! I weź ty też zamknij swoje, bo jak będziesz chora, to ja nie będę się tobą później zajmował!

- Spokooojnie... - odrzekłam, zamykając okno - Ja się tylko chciałam z wami przywitać!

- To zrób to przez telefon, mam do ciebie rozmowy za darmo... No co się tak patrzysz? Ostatnio tak dużo nawijasz, że musiałem zainwestować w taki pakiet!

- Oj tam, przesadzasz... - pokazałam mu język - Co u Yume?

Przywarłam do okna, żeby lepiej ich zobaczyć, ale tylko zaparowałam sobie szybę. Usłyszałam, jak Arisawa westchnął. Podniósł Yume wyżej, ujął ją za rączkę i delikatnie nią do mnie pomachał.

- Yume się z tobą wita - odparł z lekkim uśmiechem na ustach.

Yume też się do mnie uśmiechnęła, a ja wydałam z siebie ciche „oooooch...". Arisawa pokazał mi język. Przytulił się do Yume, a ta się roześmiała.

- Ona jest najlepszym gwiazdkowym prezentem, jaki w życiu dostałem - stwierdził z błyskiem ciepła w oku, a ja dalej się nad nimi rozczulałam.

Odkąd się urodziła, praktycznie nie opuściła jego ramion. Zajmował się nią jak wzorowy starszy brat, co było strasznie urocze. Pan Shigeru śmiał się, że Arisawa tylko jej nie karmił. Nawet zmieniał siostrzyczce pieluchy i wcale nie narzekał! Och, mała miała szczęście z takim bratem. Arisawa z pewnością będzie dobrym ojcem z takim podejściem do dzieci.

Właśnie pocałował Yume w czółko i zaczął ją kołysać, bo pewnie znów zrobiła się senna. Pożegnałam się z nim i rozłączyłam się.

Gdy zapadł zmrok, udaliśmy się do domu Arisawy, po czym położyliśmy nasze prezenty pod choinką. Po podzieleniu się opłatkiem zajęliśmy miejsca przy stole. Do pokoju wpadł Hiro, pies Arisawy, biało-rudy Shiba Inu. Przywitał się po kolei z każdym i położył się pod stołem na stopach pana Shigeru. Piesek miał już swoje lata, ale wciąż był przyjacielski.

Po wigilijnej kolacji przyszedł czas na prezenty. Pani Haruka przyniosła do pokoju Yume, bo akurat nie spała. Mała dostała ode mnie śpioszki i grzechotkę.

- Podziękuj ładnie Izumi - poprosiła pani Haruka i dała mi Yume na ręce.

Malutka wyciągnęła do mnie piąstkę, a ja ją chwyciłam. Yume roześmiała się, a ja rozpływałam się wewnętrznie. Arisawa powiedział mi, że Kaze był u nich rano i dał Yume buciki. To takie słodkie. Pokołysałam małą w ramionach, obserwując, jak pozostali rozpakowywali swoje prezenty.

Po jakimś czasie mieliśmy wracać już do domu, gdy rodzice otrzymali telefon ze szpitala. Okazało się, że był wypadek i kilka osób było rannych. Powiedzieli, żebym już wróciła do domu, a sami zebrali się szybko i pojechali do szpitala. Pożegnałam się z Arisawą i jego rodziną, a po chwili byłam już w domu.

Pobiegłam na górę do pokoju po prezent dla Mizu, a później zeszłam do kuchni i nalałam wody do miski. Wrzuciłam do niej trochę resztek ze świątecznej kolacji, które natychmiast zniknęły w wodzie. Chwilę potem przede mną zmaterializował się Mizu, a ja trzymałam prezent za plecami.

- Hej! - przywitał się ze mną - Co tam?

- Um... Mam coś dla ciebie... - odrzekłam i podałam mu paczkę - W-wesołych świąt.

Wziął prezent, a ja przyglądałam się, jak odpakowywał papier. Byłam ciekawa jego reakcji... Wyjął z paczki ramkę, w którą oprawione było kilka naszych wspólnych zdjęć - jedno z jakiegoś tam spaceru, jedno z wesela Christophera i Ariany, i tak dalej... Wpatrywał się w prezent, a ja z zapartym tchem oczekiwałam jakiejś reakcji. Po chwili zauważyłam, że w jego oku zamigotała łza. Spojrzał na mnie, a ja poczułam ciepło wewnątrz.

- Dziękuję... - uśmiechnął się - T-to najpiękniejszy... Okay, jedyny gwiazdkowy prezent, jaki dostałem...

Przytulił mnie, a ja ucieszyłam się, że tak mu się podobał. Uściskałam go.

- Nie ma za co - odparłam.

- Kurczę, teraz mi głupio, że nie mam nic dla ciebie... - zasmucił się.

- Nie musisz mi niczego dawać - oznajmiłam - Ważne, że tu jesteś.

Turkusowe rumieńce wykwitły na jego policzkach. Po chwili zauważyłam, co wisiało nad nami...

- Oj, chyba stoimy pod jemiołą... - odrzekł, widocznie też to dostrzegłszy.

A pamiętałam, jak dekorowałam z rodzicami dom... Co mnie podkusiło, żeby powiesić tu jemiołę?

- Na to wygląda - przyznałam, rumieniąc się - Ale wiesz... My wcale nie musimy-

Urwałam, bo właśnie w tym momencie Mizu nachylił się do mnie i cmoknął mnie w policzek. Zamrugałam oczyma, uświadamiając sobie, co się właśnie stało. Uśmiechał się do mnie, starając się ukryć zakłopotanie.

- N-no co?... - spytał, drapiąc się w tył głowy - To taka tradycja, nie?...

Uśmiechnęłam się do niego nerwowo, wspięłam się na palcach i pocałowałam go w policzek. Spojrzałam na niego, wzruszając ramionami.

- A tradycje trzeba utrzymywać, prawda? - stwierdziłam.

Mizu zaśmiał się.

- Chyba tak - przyznał.

Ujął moją twarz i wplótł dłoń w moje włosy. Patrzyłam w jego turkusowe oczy mieniące się jak tafla jeziora, w którym mieszkał. Serce wręcz obijało mi się o żebra. Nachylił się lekko w moją stronę, a później szybko odsunął się ode mnie z przerażeniem w oczach.

- I-Izumi, j-ja... - dukał - P-przepraszam...

- Ale nic się nie stało... - wtrąciłam, nieco zmieszana.

- Chciałaś powiedzieć: „jeszcze"... - dodał, po czym się zarumienił - Chyba widziałaś, do czego to zmierzało...

- M-Mizu... - również się speszyłam.

- Obawiam się, że przepowiednia zaczęła się spełniać... - odparł cicho.

- Co masz przez to na myśli?... - spytałam, choć to chyba było jasne.

Bardzo możliwe, że się we mnie zakochał... Próbowałam uspokoić łomotanie serca. Czyli jednak Kasai miał rację? To o nas?... Nie... Jedno wiedziałam na pewno - nie zakochałam się w Mizu tylko dlatego, że tak głosiła jakaś przepowiednia... To były moje uczucia. I były prawdziwe.

- Nie zrozum mnie źle, ale... Kto wie, m-może ta przepowiednia mówi o nas?... - wzruszył ramionami, zakłopotany.

Czy on właśnie powiedział mi, że coś do mnie czuł?...

- Mizu... - zaczęłam - Zostawmy na chwilę przeznaczenie. Powiedz, co ty czujesz...

- J-ja... - odezwał się, ale nie było mu dane dokończyć, bo drzwi wejściowe otworzyły się i do domu wszedł mój tata.

Mizu spanikował, zamienił się w strużkę wody i skrył się w szklance. Bardzo odważnie...

- O, a ty jeszcze nie śpisz? - zapytał tata, wszedłszy do kuchni.

- Ja... Właśnie miałam iść... - odrzekłam - A wy już wróciliście?

- Nie, tylko ja, ale na momencik - wyjaśnił - Idź już spać.

Uśmiechnął się do mnie, podszedł bliżej i rozczochrał mi włosy. Czemu on tak bardzo lubił to robić?

- Dobrze, tato... - odparłam.

Przytuliłam go jeszcze i pobiegłam na górę do łazienki. Gdy się umyłam i przebrałam w piżamę, zeszłam ponownie do kuchni. Taty akurat już nie było i widocznie Mizu też. Zerknęłam na blat, gdzie uprzednio leżał mój prezent dla niego, ale go tam nie zobaczyłam. Mizu musiał się po niego wrócić. Poszłam z powrotem na górę, by położyć się wreszcie do łóżka i iść spać.

 

~*~

 

Przez kilka następnych dni w ogóle nie widziałam się z Mizu. Zaczął mnie unikać?... Wiedziałam, że już nie wrócimy do tamtej rozmowy... A tak chciałam usłyszeć z jego ust, co do mnie czuł. Wydawało mi się, że on po prostu bał się zakochać. Uuuch, dlaczego to musiało być takie trudne?...

Do tego Arisawa od paru dni męczył mnie, żebym poszła z nim do świątyni w Sylwestra. Chciał zaprosić Chizuru Zakuro, a ja miałam tam z nimi iść, żeby nie było, że to randka. Kazał mi wybrać się tam z Mizu. Aha, na pewno, po tej krępującej sytuacji z wigilii... Koniec końców zgodziłam się, bo chciałam pomóc przyjacielowi, tylko ciężko było mi skontaktować się z Mizu. Codziennie składałam mu ofiary i prosiłam go o przybycie, a tu nic. Już raz mi tak zrobił i w dodatku przysięgał, że to się nie powtórzy.

Odezwał się dopiero dzień przed Sylwestrem, gdy znów go zawołałam. Siedziałam wtedy u Arisawy. Nie było go z rodzicami w domu i poproszono mnie, żebym zajęła się Yume. Kiedy położyłam ją spać, przypomniało mi się, że jeszcze nie złożyłam Mizu ofiary. W kieszeni od bluzy miałam jakiś baton... A niech jest. Nagle do głowy wpadła mi pewna myśl. Wyszłam na korytarz i otworzyłam okno. Ciekawe, czy ze śniegiem też to tak działa... Na parapecie znajdowała się świeża grudka śniegu, do której wrzuciłam przekąskę. Po chwili zniknęła.

- Mizu... - zawołałam - Mam prośbę.

Cisza. Przewróciłam oczami i zamknęłam okno. Właśnie miałam wrócić do pokoju Yume, kiedy usłyszałam dzwonek do drzwi. Zeszłam, aby otworzyć i w progu zastałam Mizu. Był w tej swojej lodowej postaci, a w ręku trzymał jakąś reklamówkę.

- No hej - przywitał się i wszedł do domu, jak gdyby sam tu mieszkał.

Otrząsnął się i powrócił do swojej codziennej formy. Stałam naprzeciwko niego z założonymi rękami i wyczekiwałam jakiegoś wytłumaczenia. Zamiast tego spojrzał na mnie, zdziwiony.

- No co? - zapytał.

- Może byś mi łaskawie powiedział, dlaczego znów mnie ignorowałeś? - poprosiłam, lekko zirytowana.

- Byłem zajęty - wyjaśnił - Ale nie złość się...

Sięgnął do swojej reklamówki i wyciągnął z niej torebkę na prezent. Zarumienił się i mi ją wręczył.

- Spóźnione wesołych świąt... - dodał cicho.

Poczułam ciepło na policzkach, spojrzałam do torebki i wyjęłam z niej zawartość. Trzymałam w ręku niebieską sukienkę ozdobioną perłami. Na dole była trochę dłuższa i miała zielony pasek, który wyglądał, jak zrobiony z wodorostów. Znajdowała się na nim kokardka z muszelką. Sukienka była piękna... Zaniemówiłam.

- A-Ai mi pomagała... - wtrącił nieśmiało.

Spojrzałam na niego z szeroko otwartymi oczami.

- Z-zrobiłeś ją ręcznie?... - zdziwiłam się, a potem szeroko uśmiechnęłam - Jest śliczna, dziękuję!

Uściskałam go.

- Cieszę się - odparł, po czym poklepał mnie po głowie.

Nagle usłyszałam płacz dobiegający z góry.

- Yume... - szepnęłam, po czym schowałam sukienkę do torebki, odłożyłam ją i wbiegłam na schody.

Mizu poszedł za mną i po chwili znaleźliśmy się w pokoju Yume. Wzięłam ją na ręce i zaczęłam kołysać.

- Już, malutka... Spokojnie - rzekłam cicho, a potem poczułam niezbyt przyjemny zapach...

- No nie... - odezwał się Mizu i zatkał sobie nos.

Położyłam Yume na kocyku rozłożonym na komodzie. Chwyciłam puder i podałam go Mizu.

- Ty mi pomagasz - oświadczyłam krótko i zdjęłam z małej zużytą pieluszkę.

- Nie mówisz poważnie... - wtrącił, ale zamilkł, ujrzawszy moje spojrzenie.

Może i nie był tym zadaniem jakoś szczególnie zachwycony, ale wspólnie udało nam się przewinąć Yume. Leżała sobie teraz na komodzie, uśmiechając się do nas.

- No i po wszystkim - odparłam i pogłaskałam małą po główce - Zobacz, jaka słodka...

Mizu przyjrzał się jej.

- Eee... Pewnie, jak nie trzeba jej przewijać... Au! - syknął, gdy dostał ode mnie z łokcia.

- Nie przejmuj się nim, kochanie... - powiedziałam do Yume, wziąwszy ją na ręce - To tylko mój zmierzły znajomy...

- Ej! - obruszył się - Nie znam się na dzieciach. Nigdy sam nie byłem dzieckiem...

Yume obróciła się w jego stronę i wyciągnęła do niego rączki.

- Oooch, ona chce do ciebie - oznajmiłam.

Mizu zrobił wielkie oczy.

- C-co?... - zdziwił się, a ja podałam mu ją na ręce.

Przez chwilę trzymał ją tak nieporadnie, że bałam się, że ją upuści, jednak zaraz ułożył ją inaczej. Widziałam, jak się stresował. Yume wyciągnęła ku niemu piąstkę i roześmiała się.

- Patrz, polubiła cię! - ucieszyłam się i podeszłam bliżej nich.

- Tak myślisz?... - zapytał Mizu, trochę speszony.

- No tak! - pokiwałam głową.

Mizu uśmiechnął się i pokołysał ją trochę w ramionach. Mała otworzyła buzię i ziewnęła. Mizu spojrzał na mnie.

- Co teraz? - spytał.

- Jak to? Trzeba położyć ją spać! - oznajmiłam - Poradzisz sobie?

- Chyba tak... - odrzekł.

Kołysał ją na rękach, a ja usiadłam w fotelu i obserwowałam ich w razie czego. Mizu radził sobie całkiem nieźle. Po chwili zaczął nucić pod nosem jakąś melodię. Yume już usnęła, ale Mizu wciąż trzymał ją w ramionach. Chyba mu się spodobało. Uśmiechnęłam się do nich i wstałam z fotela.

- Mówiłaś że masz jakąś prośbę do mnie? - przypomniał sobie.

- Tak - potwierdziłam - Ja, Arisawa i nasza koleżanka z klasy wybieramy się jutro do świątyni, aby uczcić nowy rok. P-poszedłbyś z nami?

- Pewnie, z przyjemnością - oświadczył z szerokim uśmiechem na ustach.

Ucieszyłam się. Do pokoju leniwie wszedł Hiro i położył się przy mnie na plecach. Zawsze tak robił, jak chciał, żeby go pogłaskać. Kucnęłam i zaczęłam drapać go po brzuchu. Spojrzałam znów na Mizu.

- Więc ja mam dziecko, a ty psa? - zaśmiał się, a ja pokazałam mu język.

- Nie twoje dziecko i nie mój pies - sprostowałam.

Nagle usłyszeliśmy pukanie w szybę. Spojrzeliśmy na okno, w którym Kaze machał do nas. Otworzyłam mu, a on wleciał do pokoju.

- Siema! - przywitał się wesoło - Mizu! Jak ja cię dawno nie widziałem!

Poklepał go po ramieniu.

- Ehym, dla ciebie pan Mizu, młody - obruszył się.

- Nie sądzę - odrzekł Kaze, kręcąc głową - Ooo, Yumiś sobie śpi?

- Tak - odparłam - Więc może bądź trochę ciszej...

- Oj, nie zachowuj się jak Shouta - nadął policzki - Poza tym ona ma twardy sen.

- Skąd to niby wiesz? - spytał Mizu, unosząc brew do góry.

- Bo już siedziałem tu nieraz, kiedy ona spała - odpowiedział - No, dopóki Shouta mnie nie wygonił... Co on się boi, że mu siostrę zabiję czy coś?...

- Słuchaj, mnie ledwo pozwala jej dotykać... - odrzekłam.

- To dlaczego on ją teraz trzyma? - spytał Kaze, wskazując na Mizu.

- Bo mi pomaga - powiedziałam - Chociaż dobra, Arisawa o tym nie wie...

I nagle, jak na zawołanie, Arisawa pojawił się w pokoju i prawie by krzyknął, gdyby nie zauważył, że Yume śpi. Patrzył się na nas wszystkich, a na jego twarzy malowało się oburzenie.

- Dlaczego on trzyma moją siostrę?! - zawołał donośnym szeptem.

- Przed chwilą o to spytałem, wiesz - odparł Kaze z niewinnym uśmieszkiem na ustach i przysiadł na parapecie po turecku.

Arisawa podszedł do Mizu i delikatnie wziął Yume na ręce, a potem przytulił ją do siebie z miną pt. „Nie oddam!".

- Tsuki, może byś mi to wyjaśniła? - wycedził przez zęby, wbijając we mnie mordercze spojrzenie.

- Ej, Mizu mi pomagał! Poza tym ona sama chciała do niego na ręce - wyjaśniłam - Co, miałam ją odciągać? I przecież nic się nie stało. Jak widzisz, zasnęła sobie spokojnie w jego ramionach.

Nozdrza mu śmiesznie zadrgały. Odłożył ją do kojca.

- Świetnie - prychnął - A teraz wszyscy się stąd ewakuujemy, bo: a) Yume chce spać, i b) rodzice zaraz wejdą do domu.

Tym razem nikt mu już nie dogadywał, tylko się rozeszliśmy. Mizu i Kaze musieli opuścić dom, a ja zostałam z Arisawą. Staliśmy w korytarzu obok siebie. Szturchnęłam go lekko w ramię.

- Gniewasz się? - zapytałam.

Machnął ręką w odpowiedzi.

- Już nieważne... - odparł.

- Mizu pójdzie z nami do świątyni - zmieniłam temat.

- Weź... Stresuję się trochę - wyznał - Zależy mi, żeby Chizuru dobrze się bawiła.

Położyłam mu rękę na ramieniu.

- W twoim towarzystwie na pewno będzie - odrzekłam szczerze - Ona cię lubi. Może nawet bardziej niż myślisz... Oczywiście, stuprocentowej pewności to ja nie mam, ale jak się was dłużej obserwuje, to można pewne rzeczy zakładać.

Uśmiechnął się lekko.

- Mam nadzieję, że to prawda - oznajmił.

Oj, bo tak też było, o czym przekonaliśmy się właśnie w świątyni.

Założyłam na tę okazję sukienkę od Mizu. Nie miałam kimona, a poza tym ten prezent bardzo mi się podobał. Włosy upięłam w kucyk. Kiedy już się naszykowałam, zeszłam na dół. Powiedziałam rodzicom, że szłam do świątyni z Arisawą i Chizuru. Nie wspominałam o Mizu, wiadomo. Założyłam ciepły płaszcz, bo na dworze utrzymywał się lekki mróz. Mieliśmy się wszyscy spotkać na przystanku autobusowym. Pożegnałam się z rodzicami, którzy życzyli nam dobrej zabawy, po czym wyszłam z domu. Podczas drogi nagle poczułam, jak coś miękkiego uderzyło mnie w plecy. Odwróciłam się i zobaczyłam Mizu ze śnieżką w ręku.

- Hej! - zawołał z szerokim uśmiechem na ustach.

Pokazałam mu język, wzięłam grudkę śniegu i cisnęłam nią w niego. Potem odwróciłam się na pięcie i szłam dalej, a on dogonił mnie po chwili. W parę minut później znaleźliśmy się na przystanku, gdzie czekali już na nas Arisawa i Chizuru. Oboje byli ubrani w odświętne kimona. Przywitaliśmy się z nimi, przedstawiliśmy Mizu jako kolegę z innej szkoły i poszliśmy dalej.

Chizuru Zakuro była ładną dziewczyną. Miała wyjątkową urodę - była albinoską, więc jej włosy, jak i długie rzęsy, miały białą barwę, a oczy były fioletowe. Dziewczyna była średniego wzrostu, a sylwetkę miała kształtną i zgrabną.

W mieście były tłumy, większość także zmierzała do świątyni. Budynki były podświetlone na kolorowo, a te barwy odbijały się i migotały na śniegu. Po jakimś czasie dotarliśmy na miejsce. Ustawiliśmy się w długiej kolejce, by się pomodlić.

- Tak w ogóle, to dziękuję za zaproszenie - odezwała się Chizuru - Miło być tu z wami.

Arisawa się zarumienił, a potem dodał, że to drobiazg. Oj, dla niego chyba niezbyt...

- Shouta, słyszałam, że urodziła ci się siostrzyczka... - powiedziała Chizuru po pewnej przerwie.

- Tak - Arisawa kiwnął głową i wyjął telefon - Mam tu parę jej zdjęć...

- Parę? Chyba cały folder! - zaśmiałam się.

- Oj, tak - potwierdził Mizu - Z niego jest taki starszy brat na pełen etat.

- Oooch, jaka ona słodka... - stwierdziła Chizuru po obejrzeniu kilku zdjęć - To kochane, że zajmujesz się siostrą.

Policzki Arisawy zaczerwieniły się na kolejną pochwałę, a ja spojrzałam znacząco na Mizu.

Kolejka do świątyni posuwała się leniwie. Skorzystali z tego sprzedawcy przekąsek, pałętający się w pobliżu. Sama kupiłam sobie dango i właśnie je jadłam. Dobrze spędzało mi się czas w towarzystwie Mizu, Arisawy i Chizuru, ale mimo to czułam się tak jakoś nieswojo... Jakbym była obserwowana. Okay, dużo tu ludzi. Może ktoś się na mnie gapił, czekając na swoją kolej... Jednak chyba nie o to chodziło, a potrafiłam to stwierdzić, bo niestety miałam w tych sprawach doświadczenie. Rozejrzałam się dookoła, ale nie natrafiłam na niczyje spojrzenie.

Wreszcie nadeszła nasza kolej, by pomodlić się w świątyni. Poprosiłam o dobry nowy rok, który przyniesie nam dużo szczęścia. Podniosłam wzrok i zobaczyłam coś w głębi świątyni. W szparze między ścianami wśród ciemności na moment rozbłysły dwie bardzo jasne bladoniebieskie plamy... Jakby czyjeś oczy. Po chwili zniknęły i już ich nie zobaczyłam. Może mi się zdawało... Od tych wszystkich światełek oszaleć można.

Mizu szturchnął mnie lekko w ramię, bo już powinniśmy iść, a ja stałam i gapiłam się w ścianę. Otrząsnęłam się i ruszyłam za przyjaciółmi. Poszliśmy na plac przed świątynią, bo zaraz miał się rozpocząć pokaz fajerwerków. Do nowego roku zostało tylko dziesięć minut...

Patrzyłam na Arisawę, który czymś się denerwował. Spoglądał nerwowo na Chizuru, potem w niebo... Niebawem pozostała tylko minuta i rozpoczęło się odliczanie. W ostatnich sekundach Arisawa chwycił Chizuru za rękaw kimona, przyciągnął ją bliżej i pocałował ją w usta. W tej chwili też puszczono salwę fajerwerków.

Stałam naprzeciwko nich z Mizu, gapiąc się na tę scenę. Arisawa... Cóż to za przypływ adrenaliny?

Po chwili odsunął się od Chizuru, a ona uśmiechnęła się szeroko.

- To fajerwerki czy to się dzieje w mojej głowie?... - zapytała, a potem go objęła i znowu się pocałowali.

Ukradkiem chwyciłam dłoń Mizu i odciągnęłam go nieco dalej na bok.

- Noworoczny pocałunek? - spytał - Ha, nie pomyślałbym, że on się na to zdobędzie.

- Ja też nie... - przyznałam z uśmiechem - Szczęśliwego nowego roku.

- Wzajemnie - odpowiedział, szczerząc się.

 

~*~

 

Wkrótce wróciliśmy do szkoły, by rozpocząć trzeci, ostatni semestr tego roku szkolnego. Wieści o Arisawie i Chizuru szybko się nie uchowały, bo było widać, że ci dwoje zachowywali się inaczej. Na korytarzu często teraz słyszało się uwagi typu: „Patrzcie, nowa szkolna para - pan Wiecznie Podkrążone Oczy i Królowa Śniegu" lub „Arisawa, musisz stawać na palcach, żeby całować się z Zakuro?". W naszej klasie byłam jedyną osobą niższą od Arisawy... Ale oni przesadzali, Chizuru przewyższała go tylko kilkoma centymetrami.

W każdym razie ostatni semestr zapowiadał się ciekawie. Mieliśmy paru nowych uczniów w klasie, ale kilkoro również odeszło - na przykład Sabine. Niestety, nie poszły jej egzaminy, co najprawdopodobniej było spowodowane jej nocnym życiem. Biedna, spadła dwie klasy niżej.

Jedną z nowych uczennic była znana mi już Kaminari Shinokiri. Kouichi, który niestety z nami został, chciał z nią usiąść, ale mu nie pozwoliła. Jego koledzy go wyśmiali.

- Ha, Furukawa myślał, że zaliczy, a tu nic z tego! - stwierdził jeden z nich i pokazał mu język.

Dosłyszała to nauczycielka angielskiego i spojrzała na nich pytającym wzrokiem.

- Miałem na myśli... Że zaliczy ten semestr... - poprawił się.

Cieszyłam się, że Kaminari z nami była, bo wydawała się miła. Oprócz niej powitaliśmy również w klasie trzech chłopców i dwie dziewczyny, kolejno byli to: Hikaru Hidaka, Hayato Minami, Leo Atwater, Midori Kimura oraz Rosalie Kurosawa.

Hikaru kojarzyłam z klasy Arisawy, co znaczyło, że trochę opuścił się w nauce, skoro trafił tutaj. Chłopak był chudy, przeciętnego wzrostu. Miał długie, czarne włosy, które związywał w kucyk, i brązowe oczy, kryjące się za okularami. Sprawiał wrażenie wiecznie skupionego. Wydawało się, że on i Rosalie chodzili ze sobą.

Dziewczyna ta była intrygująca. Ciągle rozglądała się po pomieszczeniach i dziwiło ją wiele rzeczy. Ze względu na obco brzmiące imię wywnioskowałam, że musiała mieć mieszaną rodzinę, więc może tak jak Sabine niedawno się przeniosła. Czyżby Japonia dziwiła ją aż do tego stopnia? Rosalie miała śniadą cerę, piegowaty nos, szare oczy i sięgające łopatek włosy o nietypowym odcieniu blondu, przypominający nieco zieleń. Nasza wychowawczyni pytała ją, czy się farbowała, ale dziewczyna oznajmiła pewnie, że to jej naturalny kolor.

O Leonie Atwaterze wiedziałam, że jego rodowód był nieco skomplikowany, bo płynęła w nim krew amerykańsko-włoska, a mieszkał w Japonii. Nie znałam szczegółów. Był to chudy chłopak o ciemnobrązowych włosach, zwykle nieco zaczesanych na bok. Patrzył na innych nieprzyjemnie, bo pewnie większość gapiła się na jego oczy - jedno miał ciemno-, a drugie bladoniebieskie. Zauważyłam również, że nosił aparat słuchowy, a słyszałam pogłoski, że Leo został ranny w wypadku samochodowym.

Midori Kimura sama przedstawiła się jako chorowita osóbka, co zresztą można było nawet zauważyć. Dziewczyna była drobna i delikatna; miała jasną cerę i była zdecydowanie za chuda. Mimo to wydawała się być sympatyczna, gdy jej złotobrązowe oczy patrzyły na innych z życzliwością. Miała cieniowane, jasnobrązowe włosy, sięgające łopatek.

Jako, że Sabine została przydzielona do innej klasy, zostałam sama w ławce, lecz nie na długo. Przysiadł się do mnie bowiem Hayato Minami. Był to nieco pulchny chłopak przeciętnego wzrostu. Miał lekko śniadą karnację, mysie włosy i bystre, ciemnobrązowe oczy. Podczas lekcji sprawiał wrażenie skupionego na tym, co mówił nauczyciel. Na początku odebrałam go jako zdystansowanego, jednak w rzeczywistości był miły. Pomógł mi dzisiaj na japońskim, a ja jemu na fizyce. Chyba będziemy się dobrze dogadywać.

Początek nowego semestru zapowiadał się ciekawie z takimi osobami w klasie. Teraz można wszystko zacząć od nowa, a niedługo skończymy pierwszą klasę i będziemy już w drugiej...

Dostałam dziś kartkę z listą nowych podręczników, jakich potrzebowałam w tym semestrze. Zwykle zamawiałam książki przez Internet, ale dziś postanowiłam kupić je na mieście.

Po szkole udałam się na zakupy. Dopiero co spadł świeży śnieg i skrzypiał pod moimi stopami teraz, gdy szłam chodnikiem. W parę minut później znalazłam się pod księgarnią i weszłam do środka. Zanim zaczęłam rozglądać się za podręcznikami, przejrzałam nowe książki i obecne bestsellery. Muszę tu wrócić, jak będę miała więcej kasy... Wyjęłam z kieszeni rozpiskę i podeszłam do regału z podręcznikami szkolnymi. Nie zdążyłam dobrze się rozejrzeć, gdy nagle poczułam, jak ktoś chwyta mnie za ramię. Odwróciłam się. Obok mnie stał czarnowłosy mężczyzna i wpatrywał się we mnie przenikliwymi, bladoniebieskimi oczami.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz